Ciężary liderów, więc coraz tłoczniej w czołówce I Ligi Śląskiej-InterHall

24 sie 2026

Dwaj beniaminkowie – z Katowic i Czechowic-Dziedzic – kroczyli do tej pory od zwycięstwa do zwycięstwa. W 4. kolejce ich marsz został jednak zahamowany, a do ścisłej czołówki doszlusowały m.in. dwa Ruchy.

Rezerwiści GieKSy status pierwszoligowca uzyskali „za pięć dwunasta”, wcześniej – jak pamiętamy – przegrali baraż o udział w I Lidze Śląskiej-InterHall z drugim zespołem Podbeskidzia. W sobotnie południe dostali szansę rewanżu. Było lepiej niż kilka tygodni temu, ale… bez pełnej satysfakcji punktowej. Skończyło się bezbramkowym remisem, z którego – jak się wydaje – bardziej zadowoleni powinni być gospodarze. Zresztą „przez ogródek” przyznawał to ich szkoleniowiec. – Goście byli częsciej w posiadaniu piłki. My próbowaliśmy kontrować, ale nic w sumie z tego nie wyszło. Dlatego cieszymy się przynajmniej z tego, że założenia defensywne zostały bardzo dobrze zrealizowane – mówił „Sportowi” trener GKS-u II, Adrian Napierała.

– Owszem, cieszy to, że nie straciliśmy gola. Pobarażowe wnioski – wnioskami, natomiast rywale są zespołem doświadczonym, z rutyniarzami w składzie. Cieszy więc to, że nie straciliśmy bramki – dopowiadał Bartosz Jaroszek, lider katowickich „rezerwistów”. Za plecami miał jeszcze Patryka Szczukę, który – trzeba to otwarcie przyznać – miał więcej roboty od swego vis-a-vis, Tomasza Lacha. Najwięcej braw zebrał za powstrzymanie Damiana Chmiela w sytuacji „jeden na jeden”.

– Zabrakło nam nieco spokoju pod bramką przeciwników i postawienia kropki nad „i”. Bo przecież długimi fragmentami byliśmy mieliśmy przewagę i stwarzaliśmy okazję. Tymczasem rywal tak naprawdę 100-procentowej okazji nie miał – relacjonował portalowi „sportowebeskidy.pl” swoje pomeczowe refleksje trener „Górali”, Tomasz Górkiewicz.

Warto pamiętać, że rezerwy Podbeskidzia wcześniej przywiozły także remis z trudnego terenu w Chorzowie. Nadal są niepokonane, mają też „w pamięci” przełożony na koniec jesieni mecz z Gwarkiem. Trzeba więc traktować Bielszczan jako poważnego kandydata do ligowej czołówki.

„Afera” wokół kornera

A propos Chorzowa i „Niebieskich”. Rezerwiści Ruchu są pierwszym w tym sezonie zespołem, który nie tylko pokonał niepokonanego do tej pory Łukasza Byrtka między słupkami bramki MRKS-u Czechowice-Dziedzice, ale też pozbawił jakiejkolwiek zdobyczy punktowej beniaminka z południa województwa, dotychczasowego współlidera. Zwycięskie trafienie Kamil Lipiński zanotował w dość niezwykłych okolicznościach. To on z rzutu rożnego dogrywał piłkę tak, że – zdaniem sędziego asystenta – po wielkim zamieszaniu w polu bramkowym gości przekroczyła ona linię bramkową, zanim złapał gą golkiper MRKS-u! Goście protestowali, ale na tym poziomie rozgrywkowym mamy do czynienia z futbolem bez VAR-u i technologii „goal-line”, więc nie sposób sprawdzić okoliczności całej sytuacji.

Fot. Ruch Chorzów / Obrazek wielce symboliczy: Niebiescy zastopowali rywala z Czechowic-Dziedzic, który do tej pory nie stracił punktu.

Goście od tego momentu nie mieli już czego bronić, więc w końcówce spotkania szukali swej okazji do wyrównania, zwłaszcza po stałych fragmentach gry. Jakub Bielecki, który „zszedł” na ten mecz z pierwszego zespołu, spisywał się jednak bez zarzutu. – Wygrywamy, wykorzystując jeden stały fragment. Co prawda nie strzeliliśmy gola z którejś ze stworzonych w tym meczu bardziej komfortowych sytuacji, które mogły pozwolić nam kontrolować ten mecz, ale cieszymy się, że utrzymaliśmy ten korzystny wynik do końca. Najważniejsze są trzy punkty – tak sobotnie widowisko w rozmowie z klubowymi mediami komentował Albert Michalik, drugi trener Ruchu II.

Dzięki tej wygranej Niebiescy, którzy wcześniej remisowali ze wspomnianymi rezerwami Podbeskidzia oraz ze swym imiennikiem z Radzionkowa, ponownie zameldowali się w ścisłej czołówce tabeli.

Podopieczni Ireneusza Psykały mają w niej tyle samo „oczek”, co wspomniany Ruch radzionkowski. Drużyna Marcina Trzcionki siłą woli i… niespodziewanym golem grającego pierwszy sezon w dorosłym zespole żółto-czarnych Piotra Bolackiego (trudno nie odnieść wrażenia, że lepiej mógł zachować się w tej sytuacji golkiper gospodarzy…) pokonali w Bełku miejscowy Decor.

Przemsza uratowana przez Adriana

Prócz obu Ruchów, osiem punktów ma także Przemsza. Rywal – drugi zespół Piasta – wydawał się „łakomym kąskiem”, wcześniej ugrał przecież ledwie jedno „oczko”. Ostatecznie Siewierzanie zadowolić się musieli jednak tylko remisem – i to uratowanym w ostatniej chwili! – Trzeba szanować ten wynik – mówił po końcowym gwizdku trener gości, Adrian Pasieka, przed kamerą klubowej telewizji. – Drużyna zasługuje na brawa, bo od 1. minuty (konkretnie od 28. sekundy – dop. aut.) musiała gonić wynik po stracie przypadkowej bramki. To się udało, mieliśmy jeszcze 4-5 sytuacji, które nam jednak nie wpadały – opisywał scenariusz spotkania opiekun Przemszy.

– Rzeczywiście przed przerwą byliśmy drużyną zdecydowanie lepszą, mieliśmy wiele okazji, które powinniśmy zamienić na gole – potwierdzał spostrzeżenia trenera Damian Adamiecki. On akurat trochę żałował, że nie udało się zgarnąć pełnej puli. – Po przerwie znów szybko straciliśmy gola… Niestety, taka jest piłka. Na szczęście do końca dążyliśmy do bramki wyrównującej. W zeszłym sezonie pewnie by się nam nie udało jej zdobyć, teraz ambicją i dominacją dociągnęliśmy do remisu  – dorzucał doświadczony napastnik. Mężem opatrznościowym zagłębiowskiej ekipy okazał się – po raz kolejny – Adrian Błaszkiewicz, od paru sezonów najskuteczniejszy obrońca I Ligi Śląskiej-InterHall.

Gości trudna chwila, gdy faulują Kamila

Do ostatnich sekund ważyły się też losy meczu w Bytomiu. Kuźnia jak tlenu potrzebuje punktów, tymczasem jej „twierdza” pod Równicą została zdobyta już dwukrotnie w tym sezonie, a teraz podopieczni Michała Pszczółki „na tarczy” wrócili z Modrzewskiego. Ich rozgoryczenie było spore;  oba gole tracili bowiem z rzutów karnych, przy czym ten rozstrzygający podyktowany został tuż przed upływem regulaminowego czasu gry! Scenariusz obu „jedenastek” był podobny: dwukrotnie padał na murawę doświadczony Kamil Moritz, a skutecznym egzekutorem okazywał się Ołeksandr Kotow. W pierwszym przypadku „winowajcą” – choć w ekipie Kuźni faulu w żadnym z tych starć się nie dopatrywano – był Kamil Turoń, w drugim – Krzysztof Przydacz. Ten pierwszy w pewien sposób się zrehabilitował, zdobywając gola po kornerze: asystował mu Mykoła Bui. Brakuje nam konsekwencji w końcówkach meczów – wspomniany szkoleniowiec ustrońskiej drużyny miał na myśli nie tylko ową „późną jedenastkę”, ale też okazje zmarnowane przez jego podopiecznych (m.in. strzał w słupek bramki strzeżonej przez Szymona Buszkę). – To kolejne spotkanie, w którym mamy sytuacje, aby do „nerwówek” nie doprowadzać. Trzeba po prostu zamieniać je na bramki – dowodził Pszczółka w rozmowie ze Sportowymi Beskidami. Frustracja jego zawodników była wielka, w drodze do szatni drugą żółtą – i oczywiście w konsekwencji czerwoną – kartką napomniany został Jakub Wojtyła.

Nie tylko goście mogli mówić o dobrych okazjach. TUTAJ minimalnie niecelny strzał Dominika Sadzawickiego.

Wreszcie wygrywamy! – wyjazdowe hasło Dramy

To była trudna sobota dla (pod)beskidzkich zespołów. Rezerwy Podbeskidzia zremisowały, przegrali nieznacznie czechowiczanie i ustronianie, natomiast katastrofalny łomot dostali gracze Spójni Landek-Jasienica, i to na własnym terenie! Co więcej; była to pierwsza w tym sezonie wygrana piłkarzy Dramy Zbrosławice, mających do tej pory na koncie tylko jeden punkt. Nie byli więc faworytami, natomiast niespodziewanie zupełnie zdominowali gospodarzy, dla których była to już druga z rzędu domowa porażka. Najwyraźniej Landeczanie cały swój potencjał strzelecki wyczerpali w tygodniu, kiedy w meczu pucharowym na szczeblu Podokręgu Bielsko-Biała rozgromili Groń Bujaków 11:0! Owszem, Giorgi Merebaszwili miał swoją okazję już w pierwszych minutach. Trafił jednak w słupek i de facto… na tym skończyły się ofensywne argumenty Spójni. Dużo skuteczniejsi – a przede wszystkim zdeterminowani, by przełamać feralną passę – byli podopieczni Dariusza Dwojaka. A że Grzegorz Ochwat gole zdobywać potrafi (a i asystować też, czego dowiódł w 86. minucie przy trafieniu Jakuba Łuczaka), Zbrosławiczanie pojechali do domu w wyśmienitych nastrojach! Nie skwasiła ich nawet czerwona kartka (po dwóch żółtych) dla Filipa Kotalczyka (71. min). Dziesięć minut wcześniej bowiem podobne zdarzenie spotkało także Kamila Lewandowskiego w drużynie gospodarzy.

Zbrosławiczanie dopiero po raz pierwszy w tym sezonie wykrzyczeć mogli: „Kto wygrał mecz?”.

Do młodzieży świat należy!

Podobnie jak Drama, pierwszy sukces w obecnych rozgrywkach świętowali w minionej kolejce podopieczni Rafała Bosowskiego. Ich „ofiarą” została częstochowska Victoria, dotychczasowy „towarzysz niedoli” Rozwoju na dnie tabeli. Katowiczanie od tego dna odbili się bardzo efektownie. Dublet (z asystą) zaliczył Mateusz Jastrzembski, smak pierwszego ligowego gola (a przy okazji i asysty) poznał 17-letni Filip Noworolnik. – Wiemy, że dla nas w tej lidze każde spotkanie będzie ciężkie. Dlatego w  piątek nie chcieliśmy zadowalać się jakimkolwiek prowadzeniem. Skoro zdobywamy pierwszą bramkę – to idziemy po drugą. Zdobywamy drugą – idziemy po trzecią i nie możemy się zatrzymywać. Mecz nam się ułożył, być może po tej wygranej z chłopaków trochę zejdzie presja – zastanawiał się głośno po końcowym gwizdku jeden z najbardziej doświadczonych graczy gospodarzy, Bartosz Golik. I przywoływał wyzwanie, jakie stoi przed takimi rutyniarzami, jak on. – Wielu chłopaków w naszej szatni ma 15-18 lat, to ich pierwszy poważny sezon w seniorskiej piłce. Bardzo ciężki kawałek chleba, który musimy razem dźwignąć – i sprawić, by grali bez presji, z uśmiechem na twarzy. Przecież tu nie ma się czym stresować, Rozwój to przyjazne środowisko. Będziemy im jako bardziej doświadczeni zawodnicy pomagać w tym, by się przełamywali, spełniali marzenia, zdobywali swoje szczyty – deklarował w rozmowie z klubowymi mediami.

Jak już trafiać, to od razu hurtowo – skrót prosto z piątkowego wieczoru przy Asnyka w Katowicach.

Rezerwowi z ławki wyciągnęli pukawki

Do grona tych, którzy w weekend wygrali po raz pierwszy, dopisujemy też Podlesiankę. – Pozytywne jest, że mieliśmy naprawdę dużo sytuacji i wynik mógł być jeszcze wyższy. Ale najważniejsze, że przełamaliśmy impas, czyli serię remisów. Już wcześniej pokazywaliśmy, że potrafimy mega dobrze grać w piłkę, a brakowało jedynie odrobiny szczęścia. Tym razem to szczęście wróciło. Jesteśmy też mega dumni z zespołu, bo przeciwnik właściwie nie stworzył sobie dobrej okazji – mówił po wygranej w Tarnowskich Górach Robert Łysik, 1/2 trenerskiego duetu Katowiczan (stanowi go razem z Dawidem Brehmerem), stojąc przed obiektywem klubowej kamery. Wygrana z gospodarzami – jedyną drużyną, która jeszcze w tym sezonie nie zdobyła gola – nie przyszła jednak gościom bez wysiłku. Do przerwy było przecież 0:0. – Mówiliśmy chłopakom, że ta część gry może tak wyglądać; że będziemy musieli kruszyć ten mur – dodawał Łysik.

Szkoleniowcy Podlesianki po naradzie w szatni zdecydowali się na aż czterech nowych piłkarzy od 46. minuty. I dwóch z nich błyskawicznie „zmajstrowało” gola: asystował Michał Koc, do siatki trafił Maksymilian Śliwiński. A potem już „poszło”, i do końca pierwszego kwadransa tej odsłony sprawa wyniku została załatwiona. – Już w dwóch ostatnich meczach zasługiwaliśmy na trzy punkty, ale źle prowadziliśmy końcówki spotkać. Był duży niedosyt, więc to zwycięstwo tym bardziej cieszy. A mnie, jako obrońcę, dodatkowo cieszy, że zagraliśmy na zero z tyłu – podkreślał Mateusz Wacławski, stoper gości. Zadedykowali oni wygraną Maciejowi Niesyto, który już w 1. kolejce doznał urazu ręki. Początkowo wydawał się on niegroźny, ale diagnoza: „masywne naderwanie mięśnia dwugłowego ramienia” oznaczała konieczność operacji i nieobecność na murawach najprawdopodobniej do końca roku!

 

Tekst: Dariusz Leśnikowski

 

4.kolejka I Ligi Śląskiej-InterHall

ROZWÓJ KATOWICE – VICTORIA CZĘSTOCHOWA 5:1 (4:1)

Bramki: Gembicki (3), Jastrzembski (31, 32), Noworolnik (45), Rzeszowski (77) – Krawczyk (36)

RUCH II CHORZÓW – MRKS CZECHOWICE-DZIEDZICE 1:0 (0:0)

Bramka – Lipiński (55)

UNIA TURZA ŚL. – POLONIA ŁAZISKA GÓRNE 1:1 (0:1)

Bramki: Pawełek (61) – Klatka (20)

PIAST II GLIWICE – PRZEMSZA SIEWIERZ 2:2 (1:1)

Bramki: Souare (1), Jurczyga (57) – Błaszkiewicz (7, 90+6)

GKS II KATOWICE – PODBESKIDZIE II BIELSKO-BIAŁA 0:0

SPÓJNIA LANDEK-JASIENICA – DRAMA ZBROSŁAWICE 0:4 (0:1)

Bramki: Ochwat (14, 51), Capiga (60), Łuczak (86)

GWAREK TARNOWSKIE GÓRY – PODLESIANKA KATOWICE 0:3 (0:0)

Bramki: Śliwiński (47), Wacławski (51), Grzeszczyk (60)

DECOR BEŁK – RUCH RADZIONKÓW 0:1 (0:0)

Bramka – P. Bolacki (82)

SZOMBIERKI BYTOM – KUŹNIA USTROŃ 2:1 (1:0)

Bramki: Kotow (25. karny, 90. karny) – Turoń (79)

 

 

Tabele i wyniki rozgrywek znajdziecie TUTAJ

Sponsorem tytularnym rozgrywek jest Firma InterHall.   

Gmina Konopiska Parterem Śląskiego ZPN

Gmina Konopiska Parterem Śląskiego ZPN

Gmina Konopiska rozpoczyna współpracę ze Śląskim Związkiem Piłki Nożnej. Porozumienie o wzajemnej współpracy podpisali Wójt Gminy Konopiska Artur Brędzel, Prezes Śląskiego Związku Piłki Nożnej Henryk Kula oraz Prezes Podokręgu Częstochowa Śl. ZPN Artur Szymczyk....

Stadionowy rozkład jazdy

Stadionowy rozkład jazdy

Przed nami dni pełne piłkarskich emocji! Polecamy nasz stadionowy rozkład jazdy i zachęcamy do kibicowania zespołom! W naszym regionie trwają Mistrzostwa Świata Kobiet FIFA U20 – bilety TUTAJ   Wyniki i tabele rozgrywek znajdziecie TUTAJ     11 września...

Podziękowanie dla Prezesa Keeza – Tomasza Szulca. Dalej gramy razem!

Podziękowanie dla Prezesa Keeza – Tomasza Szulca. Dalej gramy razem!

Podczas dzisiejszego posiedzenia Zarządu Śląskiego ZPN, Prezes Henryk Kula, Wiceprezes Jarosław Bryś i pozostali Członkowie Zarządu, przekazali serdeczne podziękowania Prezesowi sponsora technicznego Śl. ZPN KEEZA - Tomaszowi Szulcowi, serdeczne podziękowania za...