Właściwie każdy zapis z wiosennych kolejek I Ligi Śląskiej – InterHall zaczynać moglibyśmy tak samo: nie ma mocnych na liderów. Tak było i w przedświątecznym czasie. A że ścigający ich peleton na to ściganie… nie ma zbyt wielkiej ochoty, dużo wskazuje na to, że kwestię „kto awansuje, kto w barażach” rozstrzygnie się na linii Częstochowa – Rybnik.
Rakowscy „rezerwiści” przez niemal godzinę mieli sporo problemów z dobrze grającą tej wiosny Polonią Łaziska Górne. Kiedy Mikołaj Polczyk dał gościom prowadzenie, zanosiło się na „Prima Aprilis” pod Jasną Górą (mecz rozgrywano awansem, 1 kwietnia). – Graliśmy niezłe 45 minut, kontrolowaliśmy przebieg gry. Za to brakowało nam decyzyjności w ostatnim podaniu i jakości w finalizacji akcji – mówił po końcowym gwizdku trener Michał Mizgała. Dawid Kucharczyk, Jan Mordaka, David Kabala – to ci, którzy albo chybiali nieznacznie, albo świetnie z ich uderzeniami radził sobie między słupkami bramki Polonii Kacper Dana.
Półgodzinne tornado „rezerwistów”
Fart łaziskiego golkipera skończył się niespełna kwadrans po przerwie. Strzał Kucharczyka jeszcze obronił, ale w 57. minucie był już bez szans. – Mam dobre uderzenie z prostego podbicia, i tym razem też „siadło” na nodze – opowiadał w rozmowie z klubowymi mediami Oskar Mucha, przywołując swoje (kapitalne) trafienie bezpośrednio z rzutu wolnego z 20 metrów. To był sygnał do frontalnego ataku gospodarzy, którzy błyskawicznie – w ciągu kolejnych 240 sekund – w zasadzie rozstrzygnęli losy rywalizacji (w obu przypadkach wspomniany Dana popełniał błędy), a potem już tylko dobijali rywala leżącego na deskach. Na zdobycie pięciu goli Raków II potrzebował niespełna pół godziny!
– W drugiej połowie zagraliśmy na zdecydowanie większej intensywności, podnieśliśmy jakość, głównie w strefie wysokiej, i udało nam się wysoko zwyciężyć. Jestem nawet troszkę zaskoczony, że tę drugą połowę udało się rozegrać z tak wysoką skutecznością – zacierał ręce szkoleniowiec drugiej drużyny Rakowa. I radował się nie tylko z samej wygranej i jej rozmiarów, ale też kolejnych boiskowych minut, „łapanych” przez częstochowski narybek. – Siłą naszej drużyny jest szerokość i jakość kadry. Kolejni młodzi wchodzą do jedenastki i utrzymują jej jakość – tłumaczył przed kamerami klubowej telewizji Michał Mizgała. Jego zespół – wliczając wygrany walkowerem mecz z Orłem Łękawica – tej wiosny ma już na koncie 15 punktów w pięciu kolejkach!
Ten obrazek oglądaliśmy już wielokrotnie. Ale radość zawsze się dobrze ogląda, więc raz jeszcze wrzucamy częstochowskie fetowanie autorów goli dla Rakowa II!
Spadkowicz wciąż z zadyszką
Identycznym dorobkiem pochwalić się mogą w tym roku rybniczanie, którzy jednak we wszystkich pięciu przypadkach sami podnosili punkty z murawy. Częstokroć – jak w Wielką Sobotę – nie bez kłopotów i zawirowań. No bo jak nazwać sytuację, w której piłkarze Kuźni Ustroń – też mający do tego momentu komplet czterech wiosennych wygranych – przy Gliwickiej w Rybniku najpierw objęli prowadzenie, a potem nie dali sobie strzelić gola nawet z rzutu karnego?! Paweł Florek doskonale wyczuł intencje Jakuba Kuczery i zdołał jego strzał obronić! Niezrażony tym faktem lider pierwszoligowych strzelców błyskawicznie poszukał rehabilitacji, jeszcze przed przerwą zamieniając na gola dośrodkowanie Pawła Mandrysza z rzutu rożnego! I to Kuczera właśnie dał też w 2. połowie komplet punktów swej drużynie, co oznacza, że ROW wciąż depcze po piętach częstochowskiej młodzieży z Limanowskiego… uciekając zarazem katowickiemu spadkowiczowi z Betclic 3. Ligi. Dopiero w piątej wiosennej kolejce podopieczni trenerów Dawida Brehmera i Roberta Łysika mieli okazję zagrać na swym obiekcie przy Sołtysiej, ale nawet i tu nie zdołali wygrać po raz pierwszy w tym roku! Jesienią katowiczanie w Landeku sensacyjnie przegrali 0:4, rewanż im się nie udał. Co prawda Maciej Niesyto w końcówce pierwszej odsłony trafił w słupek, ale mogli i gospodarze przed przerwą przegrywać: doświadczony Giorgi Merebaszwili nie wykorzystał „setki”. Zrobił to natomiast tuż po przerwie Patryk Fabian, a była to „setka” specyficzna – karny podyktowany za faul na Patryku Czaderze. Spójnia prowadziła przez kwadrans, w 63. minucie wspominany już Niesyto tym razem był skuteczniejszy i strzałem pod poprzeczkę dał wyrównanie. W samej końcówce raz jeszcze przypomniał o sobie eksreprezentant Gruzji: to za faul na nim czerwoną kartką ukarany został Przemysław Żemła. Goście nie zdołali jednak wykorzystać parominutowego okresu gry w przewadze. – Mimo tego mamy satysfakcję. Podlesianka to solidna firma i z trudnego terenu wywozimy punkt – podsumowywał wizytę w Katowicach trener landeczan, Patryk Pindel, w rozmowie z portalem „Sportowe Beskidy”.
Bywało groźnie pod bramką gości, Patryk Kierlin skapitulował jednak tylko raz.
Kuriozalnie i frajersko
Pięć kilometrów od Sołtysiej, przy Asnyka, też zagrano na remis. Rozwój jeszcze w tym roku nie wygrał, miał na koncie serię ośmiu gier ligowych bez wygranej, ale w końcu pokazał pazurki. W starciu z faworyzowanym Ruchem zdobył wyrównującego gola w doliczonym czasie gry i… nie sprawiał wrażenia specjalnie uradowanego tym faktem. – To ambitna grupa ludzi – mówił o swych podopiecznych Rafał Bosowski, trener Katowiczan. – Więc na pewno się tym remisem nie będziemy zadowalać. Ale szacunek dla chłopaków, że potrafili wyrównać – dodawał.
„Następcom Milika” nie brakowało problemów. W przeddzień meczu na treningu kontuzji doznał najlepszy strzelec, Maksymilian Zieliński, a w grono nieobecnych już wcześniej wpisali się dwaj kartkowicze: Igor Rogowski i Jan Ludwig. Formę utrzymuje natomiast Dominik Całka, który otworzył wynik skuteczną główką.
„Cidry” odpowiedziały po rzucie rożnym tuż przed przerwą i po kontrze tuż po przerwie i wydawało się, że dla Katowiczan spotkanie skończy się jak parę poprzednich przy Asnyka: bez punktów. W doliczonym czasie gry Radzionkowianie zafundowali sobie jednak gol-kuriozum. Daniel Kaletka, mający w CV epizod w Ruchu, zdecydował się nie tyle na uderzenie, co na „centrę rozpaczy”. Piłka minęła wszystkich jego kolegów w polu karnym gości i… – Nie jestem w stanie powiedzieć, jak to wpadło – rozkładał bezradnie ręce Dawid Stambuła. Ni on, ni Kacper Smoleń nie zrobili nic, by ów podkręcony „centrostrzał” zastopować. No i odbiła się piłka od słupka i wpadła do siatki. – To kolejny mecz, w którym mamy sytuacje, aby go zamknąć, a we frajerski sposób dostajemy bramkę i tracimy przez to dwa punkty – nie gryzł się w język Stambuła. A potem, jako jeden z najbardziej doświadczonych graczy swej ekipy, gorzko podsumowywał całe 90 minut. – Brzydki mecz, w którym nie było grania w piłkę. Nie przystoi nam rozgrywać takich spotkań…
– Mimo remisu uratowanego w takich okolicznościach jest pewien niedosyt, bo w pierwszej połowie spokojnie mogliśmy dorzucić gola na 2:0, a zamiast tego rywale wyrównali i po przerwie wbili nam kolejną bramkę. Ale graliśmy do końca i zostaliśmy za to nagrodzeni – podkreślał w rozmowie z klubowymi mediami Tomasz Wroza, dla którego był to 150. mecz w barwach Rozwoju.
W Katowicach padła bramka kuriozalna, w Ptakowicach – piękna. Grzegorz Ochwat najwyraźniej pozazdrościł Mateuszowi Anklewiczowi „gola kolejki” sprzed dwóch tygodni i „zapakował” piłkę pod poprzeczkę bramki Przemszy Siewierz z narożnika pola karnego. Wartość tego trafienia skrzydłowego Dramy Zbrosławice była tym większa, że było ono jedynym w tym spotkaniu.

Fot. OSA Kadry dramowe / Drama Zbrosławice Częściej kotłowało się w polu karnym Siewierzan, ale i bramkarz gospodarzy, Jakub Rybacki, miał parę momentów, w których mógł zaprezentować swój kunszt.
Z kolei tydzień temu miano „gola kolejki” na boiskach I Ligi Śląskiej – InterHall kibice przyznali bramce Kamila Moritza w Turzy Śląskiej. Tak zmobilizowało to kapitana Szombierek, że tym razem – kosztem outsidera tabeli – ustrzelił dublet. Zwłaszcza drugi jego gol był efektowny: dobił do siatki piłkę odbitą od poprzeczki po jego wcześniejszym uderzeniu głową. Koniecznie odnotować trzeba, że w wyjściowym składzie „Zielonych” – na niespełna 120 sekund – znalazł się ich trener, Paweł Cygnar. W sobotę obchodził 40. urodziny i uznał, że to świetny moment na oficjalne zawieszenie butów na kołku! Dzisiejszy szkoleniowiec Bytomian jest wychowankiem Victorii Jaworzno, a w CV ma 18 spotkań ekstraklasowych w barwach sosnowieckiego Zagłębia.
Tekst: Dariusz Leśnikowski
22. kolejka I Ligi Śląskiej – InterHall
RAKÓW II CZĘSTOCHOWA – POLONIA ŁAZISKA GÓRNE 5:1 (0:1)
Bramki: Mucha (57. wolny), Napieraj (60), Kabala (61), Mordaka (72), Kociniewski (86) – Polczyk (32)
VICTORIA CZĘSTOCHOWA – PIAST II GLIWICE 1:0 (0:0)
Bramka – Kiełkowicz (60)
DRAMA ZBROSŁAWICE – PRZEMSZA SIEWIERZ 1:0 (1:0)
Bramka – Ochwat (27)
ROZWÓJ KATOWICE – RUCH RADZIONKÓW 2:2 (1:1)
Bramki: Całka (10), Kaletka (90+3) – Duda (40), Piwoński (50)
SZOMBIERKI BYTOM – GWAREK TARNOWSKIE GÓRY 3:0 (0:0)
Bramki: Moritz (48, 79), Sierczyński (62. karny)
PODLESIANKA KATOWICE – SPÓJNIA LANDEK 1:1 (0:0)
Bramki: Niesyto (63) – Fabian (48. karny)
ROW 1964 RYBNIK – KUŹNIA USTROŃ 2:1 (1:1)
Bramki: Kuczera (45, 79) – Ligocki (32)
ZNICZ KŁOBUCK – UNIA TURZA ŚLĄSKA 0:3 (wo.)
ORZEŁ ŁĘKAWICA – DECOR BEŁK 0:3 (wo.)
Tabele i wyniki rozgrywek znajdziecie TUTAJ
Sponsorem tytularnym rozgrywek jest Firma InterHall.







