19-letni Jakub Kokosiński w niedzielny wieczór przypieczętował pogrom płockiej Wisły w ekstraklasowym meczu przy Bukowej. Jego trafienie miało swego rodzaju historyczny wymiar!
Wychowanek z krwi i kości – mówi o nim z uśmiechem Marek Oględziński, dyrektor katowickiego SMS-u i koordynator szkolenia w GieKSie. Kiedy kilka miesięcy temu Jakub Kokosiński zaliczył ekstraklasowy debiut w meczu Katowiczan z Lechią, napisał z radością w mediach społecznościowych: „Kuba, chłopak prowadzony w projektach, w które jestem zaangażowany od wielu lat wraz z wieloma świetnymi ludźmi – Akademia GKS Katowice im. Jana Furtoka oraz Szkoła Mistrzostwa Sportowego w Katowicach – zadebiutował w ekstraklasie. Definicja wychowanka w przepisach polskiej piłki ma swoją charakterystykę, ale w przypadku Kokosa ma to zupełnie inny – realny wymiar. GKS Katowice to jego jedyny klub – od momentu, gdy pojawił się na pierwszym treningu jako sześciolatek. Dla mnie to podwójna radość, ponieważ przez kilka lat byłem pierwszym trenerem Kuby”.

Trzynaście lat wstecz… Blondynek w niebieskich butach to dzisiejszy ligowiec, Jakub Kokosiński – w rozmowie z Markiem Oględzińskim.
Fot. FACEBOOK/marek.ogledzinski
Akcja-reakcja
Ta radość w niedzielny wieczór była jeszcze większa. „Kokos” wszedł przecież na boisko w końcówce meczu z Wisłą Płock, by postawić kropkę nad „i” w efektownej wygranej gospodarzy. To był gol w stylu „łowcy bramek”, po asyście Bartosza Nowaka. Młody snajper, jeszcze pełne emocji, mówił ze śmiechem o tym trafieniu tak: – Akcja-reakcja, jak u napastnika: patrzę – jest piłka, więc strzelam. Gdzieś się ona poodbijała od nóg obrońców po podaniu Bartka, ale skoro trafiła do mnie, po prostu wykończyłem akcję. Prawda, że to takie proste?
Snajper z instynktem
– W wielu turniejach dziecięcych i juniorskich Kuba sięgał po tytuł najlepszego strzelca, bo ma wrodzone predyspozycje do gry ofensywnej. Choćby to, że swobodnie operuje i lewą, i prawą nogą. I ma instynkt: potrafi przewidzieć, gdzie trafi piłka, i dobrze się ustawić. Ona go „szuka” w polu karnym – dopowiadał nam Oględziński.
– Powiem tak: to, co się stało, jest swoistym fenomenem! – uważa Kamil Cholerzyński. Były długoletni zawodnik GieKSy, dziś pracujący w GieKSiarskiej akademii (obecnie prowadzi zespół U-17 w Centralnej Lidze Juniorów), w przeszłości dwukrotnie pracował z Jakubem Kokosińskim. – Nie powiem, żeby się jakoś szczególnie wyróżniał. Byli w jego drużynie lepsi, zresztą ten rocznik sięgnął po mistrzostwo Śląska – przypomina.
Gdzie są chłopcy z tamtych lat?
Zespół stanowili wówczas m.in. Mateusz Pruchniewski – dziś trzeci bramkarz w ekstraklasowej kadrze Lecha, Bartosz Barański – też już piłkarz Lecha, wypożyczany do Ruchu, GKS-u Tychy i Odry, Szymon Kawała – obecnie Wiślak z Krakowa, tymczasowo w Sandecji, wreszcie Dominik Szala. Ten ostani już „posmakował” ekstraklasy w Górniku Zabrze, odnalazł formę na wypożyczeniu w Stali Mielec, a teraz wrócił do elity, już w barwach Śląska Wrocław.
– Generalnie zmierzamy do tego, aby nasza akademia była w stanie zatrzymywać tych najzdolniejszych, którzy czasem szukają w wieku lat „nastu” innego miejsca rozwoju w Poznaniu, Warszawie, Lubinie, Częstochowie – mówił mi kilkanaście miesięcy temu Rafał Górak, trener seniorskiej ekipy GieKSy. Teraz, jak widać, słowa nabierają realnego kształtu.

Ten rocznik GieKSiarzy – z Kubą Kokosińskim – od samego początku sięgał po wiele trofeów i medali.
Fot. FACEBOOK/marek.ogledzinski
Rok bez piłki
Wróćmy wszak do samego „Kokosa” i jego – jak się okazuje – skomplikowanych losów sportowych. Ponownie Cholerzyński: – Kuba to bardzo inteligentny, analityczny chłopak. Być może uznał, że niekoniecznie zrobi karierę w piłce, bo w wieku 16 lat na rok… zrezygnował z piłki i szukał swej drogi poza futbolem. Na szczęście nie zrezygnował z naszego SMS, więc po roku udało się go namówić do powrotu do treningów. Jak widać – z pożytkiem, bo bardzo szybko dołączył najpierw do treningów seniorów, a potem już na stałe do pierwszej drużyny. No i teraz ta bramka…
Podróż przez dekady
Ów gol ma w pewnym sensie wymiar historyczny. Jest też swego rodzaju GieKSiarską sztafetą pokoleń. To właśnie Kamil Cholerzyński jest ostatnim – do chwili bramki „Kokosa” – autorem trafienia dla GieKSy w wykonaniu jej wychowanka. To było w 2014 roku, w pierwszoligowym meczu w Gdyni z Arką.
A poprzedni gol wychowanka w ekstraklasie? Cofamy się o kolejną dekadę i przywołujemy Grzegorza Fonfarę w potyczce w Poznaniu z Lechem. – A wie pan, że tego nie wiedziałem? – „Fonfi”, dziś pracujący z dzieciakami w swej własnej szkółce piłkarskiej, nie miał świadomości „historyczności” tamtego trafienia. – Tym bardziej się cieszę, że byłem w niedzielę na Arenie Katowice, widziałem zwycięstwo chłopaków i gola „Kokosa”. Trzymam kciuki za to, żeby – jak za moich czasów, kiedy w drużynie grało sporo wychowanków, jak Jacek Kowalczyk, Łukasz Wijas, Mateusz Sroka – kolejni chłopcy z akademii dołączali do pierwszej drużyny.
Jest jeszcze brat
Kto wie, czy w bliżej nieokreślonej przeszłości takowym „chłopcem” nie stanie się Filip Kokosiński. Zbieżność nazwisk nieprzypadkowa: to młodszy brat Jakuba, dziś terminujący jeszcze w juniorach, za to na zupełnie innej pozycji. – Jest stoperem. Natomiast profil fizyczny, sposób poruszania się, ale i charakter – obaj są chyba introwertykami – ma bardzo podobny do brata – mówi nam Cholerzyński.

Jakub Kokosiński i jego „adwersarz”, którego w niedzielę pokonał – czyli bramkarz Wisły, Rafał Leszczyński
Fot. Tomasz Błaszczyk/GKS Katowice
Wszystko w rękach Kuby
Jakie będą dalsze losy obu braci? Zwłaszcza tego, który stał się bohaterem ostatniej akcji w niedzielnym meczu? Rafał Górak mówi bardzo twardo: – Nie chciałbym z tej bramki w tym momencie robić czegoś wyjątkowego – zaskakuje twardością swych słów wobec „małolata” trener pierwszego zespołu GieKSy, Rafał Górak. – O tym, czy będzie ona dla Kuby wyjątkowa, zdecyduje on sam. To, w jaki sposób się będzie rozwijać. Widzę w nim potencjał: jest pracowity, jest skromny. My zapewniamy mu wszystko, co możemy. Ale teraz on sam musi pokazać, co z tym wszystkim zrobi. Trening u Góraka to bowiem tylko 60-75 minut dziennie. Cała reszta zależy od tego, jaką obierze drogę…
Młodemu napastnikowi wypada życzyć, by jego nazwisko w historii GieKSy nie pozostało jedynie jednorazowym dokumentacyjnym wpisem, związanym z faktem zdobycia gola przez wychowanka…
Tekst: Dariusz Leśnikowski
Fot. ilustracyjne – Tomasz Błaszczyk/GKS Katowice
Kto wygrał mecz? GieKSa!
Kto zdobył gola? Kokos!






