Patrząc na tabelę, nikt nie może mieć wątpliwości, że w sobotę rozegrano w Rybniku najważniejszy mecz wiosny. Gospodarze – mimo ambitnej pogoni częstochowskiej młodzieży – dowieźli prowadzenie do końcowego gwizdka i są o krok od awansu do Betclic 3. Ligi.
Z różnych miejsc w kraju i na świecie sympatycy ROW-u 1964 śledzą występy drużyny Ołeksandra Szeweluchina. Z Wadowic, skąd pochodzi, czyni to na przykład Stanisław Sobczyński – jedna z legend ekstraklasowego okresu rybnickiego klubu (141 meczów w elicie dla ROW-u). „Jestem pod wrażeniem” – krótki i treściwy komentarz do wygranej swych następców z rezerwami Rakowa umieścił eksreprezentant kraju w mediach społecznościowych.
Samo wydarzenie miało godną pod każdym względem oprawę. Mecz prowadził znany z boisk ekstraklasy Mateusz Piszczelok, z trybun oglądał go prezes Rakowa Wojciech Cygan, no i przyszło na stadion – jak to na imprezę niemasową – 999 kibiców.
Dali z wątroby
Komplementom pod adresem liderów trudno się dziwić. Przez niemal godzinę gospodarze bezapelacyjnie kontrolowali spotkanie z wiceliderem. W swym 100. występie w zielono-czarnej koszulce kolejny dublet w tym sezonie ustrzelił Jakub Kuczera. Zwłaszcza pierwszy gol – piękny wolej z 15. metrów – był wyjątkowej urody. – Cieszę się, że skuteczność cały czas jest z meczu na mecz, i że zdrowie dopisuje – mówił napastnik otwierający klasyfikację pierwszoligowych snajperów.
Swą cegiełkę do okazałego prowadzenia dołożył też kapitan. – Mecz sezonu? Może i tak. Myślę, że każdy tak to odbierał, ale ja chłopakom powiedziałem w szatni, że to jest mecz jak każdy inny; tylko więcej ludzi przyszło. Otoczka meczu była naprawdę fajna – podkreślał doświadczony Marcin Grolik, który bramkarza rywali pokonał strzałem głową. W ostatniej półgodzinie gry Częstochowianie wigoru mieli więcej i nawet zdołali doprowadzić do „kontaktu”. Trochę się nam posypało w drugiej połowie i trzeba było do końca „dawać z wątroby”, by wybronić wynik. Chwała, że nam się to udało – dodawał na antenie Radia90 cytowany już Kuczera.
– Jeszcze niczego wielkiego nie zrobiliśmy! – przypominał w rozmowie z tą rozgłośnią Ołeksandr Szeweluchin. – Natomiast w sobotę zdobyliśmy cenne, ważne 3 punkty i „ukomfortowaliśmy” sobie pozycję. To ważne, bo chcemy dawać radość mieszkańcom i regionowi; ludziom, którzy przychodzą na stadion – dopowiadał „Szewa”, pod opieką którego na murawie zespół wygrał wszystkie 11 wiosennych gier o punkty. I na pięć kolejek przed końcem, po sobotniej wygranej, wydaje się murowanym kandydatem do awansu.
Fot. Akademia Raków / David Kabala (z prawej) – jak w większości wiosennych gier – też strzelił gola dla Rakowa. Ale to Paweł Mandrysz i jego koledzy cieszyli się z wygranej.
Gwarek jeszcze wierzy
Wszystkie pozostałe mecze grano w cieniu rybnickiego hitu. Radości czysto piłkarskiej w nich jednak nie brakowało, choć czasem mierzyły się drużyny z przeciwnych biegunów tabeli. Na spotkanie w Tarnowskich Górach warto było przyjść dla asysty Norberta Jadczaka przy trafieniu Roberta Traczyka dla gospodarzy, ale też dla bajeranckiego, arcyprecyzyjnego loba Łukasza Grzeszczyka, dającego wyrównanie gościom z Katowic. 39-letni pomocnik właśnie zdobył swą 9. bramkę da spadkowicza z Betclic 3. Ligi, a powinien mieć i dublet. Czapki z głów przed Danielem Kandziorą, bramkarzem Gwarka, za obronę jego strzału z 5. metrów w samej końcówce spotkania. Piłkarze z Podlesia znów zagrali dwie bardzo nierówne połowy: beznadziejną przed przerwą i intensywną po zmianie stron. – Jesteśmy mocno zawiedzeni własną postawą. Ten remis nas nie satysfakcjonuje – w tej sytuacji słowa Dawida Brehmera, połówki szkoleniowego duetu gości, są zrozumiałe. Inna rzecz, że wygłaszane już po raz „enty” w tej rundzie…
Oba gole w tym spotkaniu warte są obejrzenia.
Nawet karny to za mało!
Gwarek wciąż ma nadzieję na opuszczenie miejsca, które po zakończeniu sezonu może oznaczać degradację do II Ligi Śląskiej. I… jest coraz bliżej powodzenia. Po raz kolejny nie wygrała bowiem Przemsza Siewierz („Nie jest łatwo formę utrzymać formę przez cały sezon. Przemszy się udało” – komentują serię 10 gier bez zwycięstwa użytkownicy mediów społecznościowych). Tym razem dwa gole strzeliła jej młodzież z akademii Piasta Gliwice, a godne podkreślenia są dwie asysty Kamila Lubowieckiego. I „jedenastka” w wykonaniu Dominika Marka, obroniona przez golkipera Piasta!

Fot. LKS Przemsza Siewierz / Oskar Wierzbicki w efektownej obronie rzutu karnego, wykonywanego przez Dominika Marka.
Nastolatki atakują, „Czesio” strzela
Rozwój też „pałęta się” w dolnych stanach tabeli, a passę spotkań bez zwycięstwa ma nawet dłuższą od Siewierzan (15). Konsekwentnie natomiast wprowadza „coraz młodszą młodzież” do dorosłego składu. W sobotę w barwach Katowiczan zadebiutował niespełna 16-letni Oliwier Szymkowiak. Poza nim w ekipie Rafała Bosowskiego zagrało jeszcze dwóch innych zawodników z rocznika 2010 (Adam Kowalewski i Maciej Tataruch) oraz trzech kolejnych z rocznika 2009 (Błażej Kokoszka, Oliwier Grzelak i Filip Noworolnik)! I dało to gospodarzom remis z wymagającym przeciwnikiem, jakim dla każdego w tej lidze jest Drama Zbrosławice. Co prawda to przyjezdni mieli więcej okazji, obijali słupki i poprzeczkę bramki gospodarzy, ale nikt poza doświadczonym Mateuszem Pietrygą nie zdołał pokonać świetnie broniącego Bartosza Golika. Katowiczanom zaś – prócz radości z punktu – zostaje też radość z 75. ligowej bramki Patryka „Czesia” Gembickiego (z karnego podyktowanego za faul Jakuba Łuczaka na Maksymilianie Zielińskim).
Katowiccy nastolatkowie, wsparci starszymi o dekadę Patrykiem Gembickim (gol) czy Bartoszem Golikiem (kolejny świetny występ w bramce), urwali punkt faworyzowanej Dramie.
Radośnie i…. nieodpowiedzialnie
Brak emocji (poza Siewierzem i Tarnowskimi Górami) towarzyszącym zazwyczaj walce o utrzymanie sprzyja futbolowi, który wygrani zwykli nazywać „radosnym”, a przegrani – „nieodpowiedzialnym”. Do tej drugiej grupy w miniony weekend zaliczy się na pewno Piotr Mrozek. Jego łaziscy podopieczni prowadzili już 3:1 w Turzy Śląskiej, by w ciągu 120 sekund – tuż przed upływem 90. minuty i tuż po tym fakcie – dać sobie wydrzeć nie tylko zwycięstwo, ale i remis.
Równie zły może być opiekun Spójni Landek. Jego podopieczni w Radzionkowie na niemal pół godziny wzięli miejscowych „na karuzelę”. Ogromnej przewagi nie potrafili jednak zdyskontować trafieniem. A że niewykorzystane okazje – sami wiecie…, to w 38. minucie sprawy w swe ręce wziął absolutny lider „Cidrów”. – Dostałem piłkę na wolne pole, chciałem iść do lewej ,ale widziałem, że obrońca pod to się ustawia. Poszedłem do prawej, ale napotkałem kolejnego obrońcę. Więc musiałem go „nawinąć” jeden raz i drugi… Nawet nie pamiętam, co tam się w końcu stało, ale nagle znalazłem lukę i uderzyłem po długim. Bramkarz nawet nie zareagował – opowiadał nam z uśmiechem Szymon Siwy.
Ten gol obudził gospodarzy, równo z gwizdkiem na przerwę podwyższył Kacper Smoleń, a potem już mieliśmy dużo niefrasobliwości z obu stron, przynoszących gole. – Mieliśmy wiele sytuacji w 1. połowie, które powinniśmy wykorzystać i wynik byłby zupełnie inny. W mojej ocenie dwie bramki dla rywala zostały uznane niesłusznie, ale i tak wygrała drużyna agresywniejsza, grająca bardziej zdecydowanie – mówił ze smutkiem Patryk Pindel, trener gości. I bardzo konkretnie wskazywał niedociągnięcia w grze swego zespołu. – Atak na piłkę, a raczej jego brak; to jest w ostatnim czasie nasza bolączka. Mamy z tym problem mentalny, to siedzi w głowach. Nie wiem, dlaczego nie chcemy przeciwnikowi mocniej odebrać piłki. A jak już do niego ruszymy, to faulujemy, bo już jesteśmy w pierwszej fazie spóźnieni – analizował nasz rozmówca. I tak jednak zaznaczyć trzeba, że – mimo nieudanej wiosny (tylko dwie boiskowe wygrane) – Spójnia zachowuje miano jednej z największych rewelacji tego sezonu. – Dziwny to dla nas sezon. Po pierwszej rundzie mieliśmy nawet apetyty na więcej, ale ten cel gdzieś nam się po drodze zatracił… – kiwał głową z niedowierzaniem trener Pindel.
Radzionkowianie? Znów pokazali, że po wzmocnieniu składu ich młodzież, wprowadzana konsekwentnie do składu, może zdziałać sporo. – Gramy już na dużym luzie i mam nadzieję, że jeszcze parę razy pokażemy kibicom, iż jesteśmy mocni – zapewnił Szymon Siwy. Porozumienie z nim w sprawie nowego kontraktu to najważniejsze zadanie zarządu; ponoć jednak sprawa jest na dobrej drodze.
Kanonada w Radzionkowie, czyli „futbol radosny”.
Tekst: Dariusz Leśnikowski
29. kolejka I Ligi Śląskiej InterHall
GWAREK TARNOWSKIE GÓRY – PODLESIANKA KATOWICE 1:1 (1:0)
Bramki: Traczyk (38) – Grzeszczyk (64)
ROZWÓJ KATOWICE – DRAMA ZBROSŁAWICE 1:1 (0:0)
Bramki: Gembicki (75. karny) – Pietryga (50)
ROW 1964 RYBNIK – RAKÓW II CZĘSTOCHOWA 3:2 (2:0)
Bramki: Kuczera (15, 51. karny), Grolik (41) – Kabala (60), Mordaka (78)
UNIA TURZA ŚL. – POLONIA ŁAZISKA GÓRNE 4:3 (1:2)
Bramki: Oślizlok (17), Miensopust (76), Brachaczek (89), Kucharski (90+1) – Obermajer (6, 68), Cywka (21)
RUCH RADZIONKÓW – SPÓJNIA LANDEK 5:2 (2:0)
Bramki: Siwy (38, 54), Smoleń (45), Bolacki (52, 65) – Pisarek (55), Mencnarowski (70)
PRZEMSZA SIEWIERZ – PIAST II GLIWICE 0:2 (0:2)
Bramki: Orlikowski (22), Żymełka (42)
KUŹNIA USTROŃ – DECOR BEŁK 1:2 (1:1)
Bramki: Szlufarski (32) – Krakowczyk (36), Gancarczyk (78. samob.)
ZNICZ KŁOBUCK – VICTORIA CZĘSTOCHOWA 0:3 (wo),
SZOMBIERKI BYTOM – ORZEŁ ŁĘKAWICA 3:0 (wo).
Tabele i wyniki rozgrywek znajdziecie TUTAJ
Sponsorem tytularnym rozgrywek jest Firma InterHall.







