Na hat-trick dwudziestolatka z Rybnika na obiekcie w Radzionkowie dzień później w nieodległym Bytomiu odpowiedział starszy o trzy lata Kongijczyk z Częstochowy. Na czele tabeli więc status quo.
Po raz kolejny tej wiosny wypełniły się trybuny na szkolnym boisku SMS-u w Radzionkowie, gdzie swoje mecze rozgrywa mający już niemal 107-letnią historię miejscowy Ruch. Gorący doping licznej publiki nie pomógł gospodarzom: goście z Rybnika podtrzymali zwycięską passę, a ich wygrana właściwie ani przez moment nie była zagrożona.
Kariera Nikodema
Bohaterem ekipy trenera Ołeksandra Szeweluchina okazał się Nikodem Juraszczyk. Jeszcze niedawno „deptał po piętach” swemu klubowemu koledze, Jakubowi Kuczerze. Tenże wiosną strzelał jak najęty, jego młodszy partner tymczasem snajpersko „milczał”. – Najważniejsze, że udało mi się przełamać. A że przy okazji ustrzeliłem hat-tricka? Tym bardziej się cieszę. Zresztą nie pierwszy, nie ostatni – mówił nam z uśmiechem po końcowym gwizdku 20-letni skrzydłowy ROW-u. – Przy takiej publiczności, w fajnej atmosferze, czułem się doskonale – dodawał starszy z dwójki utalentowanych braci, dla którego były to trafienia numer 14., 15. i 16. w tym sezonie.
Smutny był za to kapitan gospodarzy. – Szykowaliśmy się na tego rywala, ale nie ma się co oszukiwać – był od nas lepszy. Ma w składzie wielu młodych, ale również bardzo doświadczony kręgosłup zespołu – zaznaczał zasępiony Tomasz Harmata. – ROW wykorzystał nasze błędy, po naszym złym rozegraniu padły przecież dwie pierwsze bramki dla rybniczan – dodawał stoper radzionkowian. Po zmianie stron Ruch odpowiedział w końcówce efektownym golem Dawida Piwońskiego, a chwilę potem dobrą akcją indywidualną – ale bez wykończenia… – popisał się inny rezerwowy, Daniel Bolacki. – Trochę nam „zaśmierdziało” w tym momencie stratą punktów, ale na szczęście udało się odpowiedzieć – dodawał Juraszczyk.
– Po przerwie, wiedząc że nie mamy nic do stracenia, wyszliśmy wysoko, mocno. Udało się strzelić, ale w ostatniej minucie znów nie upilnowaliśmy jednego z rywali – kiwał głową z niedowierzaniem Harmata.
ROW wygrał więc siódmy mecz z rzędu, Ruch znalazł pogromcę po raz pierwszy tej wiosny. Samo spotkanie w pamięci miejscowych kibiców pozostanie jednak na długo. Również z tego powodu, że – wzorem niektórych stadionów ekstraklasowych – w przerwie urządzono dla fanów konkurs celowania w poprzeczkę, z bardzo konkretną nagrodą, ufundowaną przez jednego ze sponsorów.
Hat-trick Nikodema Juraszczyka – najbardziej spektakularne wydarzenie 23. kolejki I Ligi Śląskiej Inter-Hall.
Rambo 3
David Kabala przez wiele miesięcy leczył poważną kontuzję. Wiosna wyraźnie mu jednak służy. W Bytomiu goście panowali na murawie od pierwszej do ostatniej minuty, i nawet nie potrzebowali „pomocy” ze strony gospodarzy (czerwona kartka Marcina Sierczyńskiego w 53. minucie), by wykazać swą wyższość. Wspomniany Kongijczyk po prostu korzystał ze składnych akcji swych częstochowskich kolegów, a trzybramkowy triumf „rezerwistów” to najmniejszy wymiar kary dla „Zielonych”. Podobnie jak w przypadku Juraszczyk można spokojnie założyć, że to nie ostatni w tym sezonie popis zawodnika o tyle wdzięcznym, co groźnym pseudonimie „Rambo”!
Tęsknota za… jesienią
Coraz większą stratę do duetu liderów ma ekipa mistrza jesieni, w miniony weekend próbująca stawić czoła Decorowi Bełk. Nie licząc ubiegłotygodniowego walkowera za nierozegrany mecz z Orłem Łękawica, piłkarze z Bełku mieli za sobą serię trzech ligowych wpadek. Bardzo bolesnych, bo stracili w tych meczach aż 11 goli. W sobotę przyjechał do nich mistrz jesieni. Co prawda piłkarze z Podlesia wiosną jeszcze na murawie nie wygrali, ale wyzwanie przed podopiecznymi Dariusza Kłusa i tak jawiło się wielkim. Nic dziwnego, że po końcowym gwizdku w tym spotkaniu w mediach społecznościowych skomentowane zostało ono jednoznacznym wpisem: „Mocny kryzys, tego nie da się ukryć. Nie uciekamy i nie szukamy wymówek”. Tyle że autor był niespodziewany: słowa te wpisali Katowiczanie.
Nie pomogły zmiany w wyjściowej jedenastce, dokonane przez duet trenerski Dawid Brehmer – Robert Łysik. Nie pomógł też nawet „samobój” gospodarzy, będący wynikiem nieporozumienia obrońcy Aleksego Jóźwika z bramkarzem Grzegorzem Kleemanem. Miejscowi – za sprawą kolejnej w tym meczu sytuacji „jeden na jeden” z Arturem Tomankiem – zdołali odwrócić miesięczną passę porażek. Goście zaś, którzy w samej końcówce stracili jeszcze wprowadzonego chwilę wcześniej na murawę Bartosza Brzęka, ratującego się faulem taktycznym i ukaranego zań czerwoną kartką, na taki zwrot poczekać muszą przynajmniej do najbliższego weekendu. W Bełku natomiast cieszą się nie tylko z wygranej, ale także ze snajperskiego odblokowania Łukasza Krakowczyka. Jesienny lider klasyfikacji pierwszoligowych strzelców trafił do siatki po raz pierwszy w tym roku.
Rozwój i rozpęd?
Nieco lepsze nastroje – po sąsiedzku w Katowicach, czyli na obiekcie przy Asnyka. Rozwój ma już serię dziesięciu spotkań ligowych bez wygranej, ale – podobnie jak tydzień wcześniej w starciu z Ruchem – zdołał uratować remis w końcówce meczu; tym razem z Unią Turza Śląska. – Trudno nam było się odnaleźć na małym i ciężkim do grania w piłkę boisku – mówił Bartosz Golik, opisując pierwszą połowę w wykonaniu swej drużyny. – Po przerwie byliśmy otwarci, graliśmy wysoko i można było mieć pewien żal, że nie zamknęliśmy tego meczu na 2:1. Ale remis jest dla obu zespołów sprawiedliwy – ocenił golkiper Rozwoju w rozmowie z klubowymi mediami.
Najbardziej doświadczony zawodnik drużyny z Piotrowic skapitulował co prawda po akcji Kamila Kucharskiego, ale zdołał zapracować na wyrównanie. Po faulu na Mateuszu Jastrzembskim – to był dla niego drugi występ po kwietniowym powrocie do Katowic z Jastrzębia (GKS wycofał się z rozgrywek Betclic 2. Ligi) – rzut karny pewnie wyegzekwował Patryk Gembicki. Dla niego z kolei to pierwsza bramka po kilkunastomiesięcznej przerwie, spowodowanej rehabilitacją po zerwaniu więzadeł krzyżowych. – Zawodnicy wracają po kontuzjach, łapią coraz więcej minut, a cały nasz zespół zespół łapie rozpęd – podsumowywał postawę ekipy Grolik. – Brakuje nam zwycięstwa, zdobywamy punkt po punkcie. Ale jestem przekonany, że to kwestia przełamania. I jeśli się przełamiemy, drużyna ruszy – zapewnił kapitan Katowiczan.
Tak Patryk Gembicki uratował remis dla Rozwoju w Turzy Śląskiej.
Oli, jak to boli!
Gembicki „jedenastkę” wykorzystał bardzo pewnie. Fatalnie zrobił to natomiast inny wychowanek Rozwoju. Oliwier Lazar, który wiele lat temu był liderem reprezentacji Śląska juniorów (choć w swym roczniku miał m.in. Mateusza Bogusza), bo serii równie poważnych urazów nie potrafi wrócić na prezentowany przed laty poziom. Jego ewentualny gol z 11. metra mógł Przemszy Siewierz uratować remis w starciu z Victorią Częstochowa (kilka minut wcześniej do siatki gospodarzy trafił Mateusz Skibiński). Strzał Lazara z „wapna” w świetnym stylu obronił jednak doświadczony Piotr Paliwoda i w ten sposób podopieczni Bartłomieja Cymerysa przełknęli gorzką pigułkę (kończyli zresztą mecz w dziesięciu, po dwóch żółtych kartkach dla Stanisława Zacharczenki).
Dobra rozmowa motywacyjna
Siewierzanie – pomijając walkowerową inaugurację wiosny (3:0 ze Zniczem) – jeszcze w tym roku nie wygrali. W bardzo podobnej sytuacji do soboty byli też zawodnicy Spójni Landek, którym przyszło zmierzyć się z Polonią Łaziska Górne. Podopieczni Piotra Mrozka przyjechali na mecz opromienieni triumfem w Pucharze Polski na szczeblu podokręgu Tychy (wygrana z Pniówkiem Pawłowice po serii rzutów karnych) i sprawiali wrażenie, że to zwycięstwo wciąż ich niesie. Mimo szybko straconej bramki, odpowiedzieli na nią dwoma trafieniami Konrada Pipii w odstępie trzech minut i na przerwę schodzili prowadząc (choć mieli trochę szczęścia – Igor Mencnarowski trafił w poprzeczkę, miast do siatki). – Zaczęliśmy wyśmienicie, w 2. minucie objęliśmy prowadzenie, a później oddaliśmy inicjatywę – tak ten czas w rozmowie z portalem „Sportowe Beskidy” opisywał trener gospodarzy, Patryk Pindel. – W przerwie odbyliśmy dobrą, motywacyjną rozmowę – dodawał, a jego podopieczni zareagowali na to wzorowo. Sygnał do odrabiania strat dał oczywiście Giorgi Merebaszwili (dobijając piłkę po uderzeniu Barłomieja Ślosarczyka), potem gospodarze wykorzystali rzut rożny (Igor Macura), wreszcie wspomniany już były reprezentant Gruzji tak wyłożył piłkę Patrykowi Czauderowi, że temu nie wypadało nie trafić do bramki. „Kropkę nad i” mógł jeszcze postawić Patryk Fabian, ale w dobrej sytuacji przymierzył w słupek.
Wiele się działo w sobotnie popołudnie w Landeku.
Młodzież daje frajdę (i punkty)
W odległym o 22 kilometry Ustroniu – nastroje diametralnie inne. Kuźnia świetnie zaczęła wiosnę, ale tydzień temu poległa w Rybniku, a teraz znalazła pogromcę w postaci Dramy Zbrosławice. Gol Filipa Kotalczyka co prawda nie był tak efektowny, jak ubiegłoweekendowe trafienie Grzegorza Ochwata, wybrane „golem 22. kolejki”, dał jednak gościom wygraną na bardzo trudnym terenie. Dość powiedzieć, że dzięki niemu padła „twierdza Ustroń” – to była pierwsza porażka „górali” na boisku pod Równicą i Czantorią. – Dobrze wyglądamy tej wiosny! – zacierał ręce trener przyjezdnych, Dariusz Dwojak. – A najbardziej cieszy mnie fakt, że postępy robi młodzież. Nie miałem w tym meczu do dyspozycji w środku pola Mateusza Pietrygi i Jakuba Belicy, w drugiej linii zagrało trzech młodzieżowców, a w całej jedenastce – aż sześciu. Ale nasze zwycięstwo było jak najbardziej zasłużone! – podkreślał opiekun Zbrosławiczan. I już cieszył się na zbliżające się – prestiżowe dla obu ekip – derby powiatu tarnogórskiego z Ruchem Radzionków.

Fot. OSA Kadry Dramowe / Piłkarski balet w Ustroniu przyniósł satysfakcję wyłącznie gościom…
W sobotnie przedpołudnie na rozegranie awansem spotkania z 33. kolejki umówiły się też zespoły Gwarka Tarnowskie Góry i rezerw Piasta. Tarnogórzanie tej wiosny zbierali niezłe recenzje za swe występy, w starciu z Gliwiczanami jednak zaprezentowali się katastrofalnie. To był niezwykle bolesny „prezent urodzinowy” dla trenera Roberta Romaniuka…

Fot. W Małym Obiektywie Piłakrskim / Na pojedynczej „klatce” wygląda na równą walkę. W rzeczywistości natomiast młodzi gliwiczanie „rozjechali” gospodarzy w Tarnowskich Górach.
Tekst: Dariusz Leśnikowski
23. kolejka I Ligi Śląskiej – InterHall
SZOMBIERKI BYTOM – RAKÓW II CZĘSTOCHOWA 0:3 (0:2)
Bramki: Kabala (31, 36, 83)
RUCH RADZIONKÓW – ROW 1964 RYBNIK 1:3 (0:2)
Bramki: Piwoński (81) – N. Juraszczyk (8, 42, 90)
DECOR BEŁK – PODLESIANKA KATOWICE 2:1 (1:0)
Bramki: Krakowczyk (34), Joachim (76) – Kleeman (56. samob.)
SPÓJNIA LANDEK – POLONIA ŁAZISKA GÓRNE 4:2 (1:2)
Bramki: Ślosarczyk (2), Merebaszwili (55), Macura (76), Czader (84) – Pipia (21), 24)
UNIA TURZA ŚLĄSKA – ROZWÓJ KATOWICE 1:1 (1:0)
Bramki: Kucharski (54) – Gembicki (85. karny)
KUŹNIA USTROŃ – DRAMA ZBROSŁAWICE 0:1 (0:1)
Bramka – Kotalczyk (28)
PRZEMSZA SIEWIERZ – VICTORIA CZĘSTOCHOWA 0:1 (0:0)
Bramka – Skibiński (74)
GWAREK TARNOWSKIE GÓRY – ZNICZ KŁOBUCK 3:0 (wo.)
PIAST II GLIWICE – ORZEŁ ŁĘKAWICA 3:0 (wo.)
33. kolejka I Ligi Śląskiej – InterHall (awansem)
GWAREK TARNOWSKIE GÓRY – PIAST II GLIWICE 0:6 (0:3)
Bramki: Orlikowski 2, Souare 2, Żymełka, Liszewski.
Tabele i wyniki rozgrywek znajdziecie TUTAJ
Sponsorem tytularnym rozgrywek jest Firma InterHall.







