To był wielce symboliczny moment na PGE Narodowym po końcowym gwizdku finałowego meczu STS Pucharu Polski. Wspaniałe trofeum za triumf – 2:0 z Rakowem – odebrali wspólnie kapitan Erik Janża, Lukas Podolski oraz legenda Górnika, Stanisław Oślizło!
Pan Stanisław ponad pół wieku temu sześciokrotnie wznosił ówczesny puchar nad głowę – nie ma chyba w dziejach futbolu drugiego takiego kapitana, który czyniłby to tyle razy (w tym – pięciokrotnie z rzędu). Jest więc Oślizło łącznikiem między wielką ekipą Górnika z lat 60. i 70. a obecną drużyną. Nic dziwnego, że i na jego szyi zawisł medal za wygraną Zabrzan w wielkim finale; że na honorowym podium to jemu uścisnął dłoń i szepnął do ucha wyrazy uznania Prezydent RP, Karol Nawrocki; i że jego uściskał serdecznie Henryk Kula, Prezes Śląskiego ZPN.
W obecnej dekadzie to finałowy przeciwnik Górnika, częstochowski Raków, najczęściej bronił honoru piłki z województwa śląskiego w rozgrywkach Pucharu Polski. To był czwarty finał Częstochowian w ostatnich sześciu latach. Wydawało się, że siła doświadczenia i odporności na presję w tak ważnych spotkaniach może być ich poważnym atutem. Ale to „górnicy”, wspierani przez dwudziestokilkutysięczną grupę fanów, głodnych sukcesu i nawiązania do wspaniałej historii, zdominowali finałową rywalizację. Tylko sam początek meczu należał do Rakowa; kiedy Zabrzanie pozbyli się debiutanckiej tremy, zaczęli rozdawać karty po swojemu. A raczej tak, jak zadysponował to ich trener, Michal Gašparik – spec nad spece od pucharowych triumfów. Na Słowacji z przeciętnym Spartakiem Trnawa wygrywał trzy z czterech finałów, w których grał jego zespół. W Polsce – triumfował już w pierwszej próbie, z Górnikiem!
– Trener? Zwraca nam uwagę na dużo detali – przyznawał Rafał Janicki, dla którego to też wyjątkowy moment. W ekstraklasie gra przecież od 15 lat, a dopiero teraz sięgnął po pierwsze trofeum w karierze!
Te detale dały znać o sobie w 33. minucie. Niczym królika z kapelusza, słowacki trener wyciągnął do jedenastki Roberto Massimo, a ten sprytnie, chytrze, cwanie (wybierz właściwe słowo) strzałem głową w krótki róg zamienił na gola centrę Erika Janży z rzutu rożnego. Ten gol dał Górnikowi pełną kontrolę nad meczem. Kropkę nad „i” postawił Maksym Chłań, którego uderzenia z 16. metra nie zdołali zablokować Marko Bulat z Bogdanem Racovitanem.
Na samą końcówkę wszedł na murawę Lukas Podolski. Mistrz świata – i najpewniej lada chwila właściciel Górnika – do pucharowych triumfów w Niemczech, Anglii, Turcji i Japonii dołożył teraz także Puchar Polski! I to on okazałe trofeum po ceremonii zaniósł w sektory zabrzańskich kibiców. Czekali na ten moment 54 lata!
Jesteśmy także bardzo dumni z Rakowa Częstochowa, który walczył w finale STS Pucharu Polski.
STS Puchar Polski – finał
Górnik Zabrze – Raków Częstochowa 2:0 (1:0)
1:0 – Massimo, 33 min (głową), 2:0 – Chłań, 65 min
GÓRNIK: Łubik – Saček (83. Olkowski), Janicki, Josema, Janża (90. Ambros) – Kubicki, Hellebrand, Sadilek – Chłań (83. Ikia Dimi), Liseth (90. Podolski), Massimo (74. Zmrzly).
RAKÓW: Zych – Svarnas, Racovitan, Dawidowicz (57. Ameyaw) – Jean Carlos (66. Amorim), Repka, Bulat, Tudor – Ivi Lopez (66. Rocha), Makuch (46. Diaby-Fadiga) – Brunes.
Sędziował Jarosław Przybył (Kluczbork). Widzów 50072. Żółte kartki: Janża, Ikia Dimi, Łubik – Ivi Lopez, Repka, Rocha; czerwona – Brunes.
Tekst: Dariusz Leśnikowski






