Jupitery, kilkudziesięciometrowa kolejka do kasy, kilkuset widzów na trybunach, doping przez całe spotkanie, i emocje aż po 93. minutę – oto obrazek z derbów w I Lidze Śląskiej – InterHall. Na czele tabeli zaś – bez zmian.
Ruch Radzionków niemal od początku sezonu to ligowy średniak. Jego rywal w 19. kolejce, Gwarek, okupuje ostatnią pozycję od wielu miesięcy. Konia z rzędem temu, kto przewidziałby jakąkolwiek dramaturgię w potyczce tych rywali.
Ścisk jak w metrze w godzinach szczytu
A jednak… derby to derby, zawsze mają swoją temperaturę. Nie inaczej było i w piątkowy wieczór przy Knosały. Mecze przy sztucznym świetle zawsze podnoszą ciśnienie – piłkarzom i widzom. Ci ostatni w komplecie wypełnili widownię obiektu użytkowanego przez Ruch. – To nie są zwykłe mecze czwartoligowe. Zazwyczaj mamy pełne trybuny. Duma mnie rozpierała, gdy widziałem długie kolejki do kasy, wychodząc na rozgrzewkę. To potwierdzenie, że Radzionków potrzebuje wielkiej piłki, potrzebuje wyższej ligi. Zainteresowanie piłką, mimo wszystkich naszych problemów, wzrasta – mówił po końcowym gwizdku trener „Cidrów”, Marcin Trzcionka. Szczęśliwy, bo jego podopieczni w trzeciej minucie doliczonego czasu gry zdołali wepchnąć piłkę do bramki. Wepchnąć dosłownie, do nogę do futbolówki dogrywanej „na wykroku” przez Kacpra Smolenia zdołał dołożyć Dominik Piotrowski. – Przyszedłem do Ruchu na wypożyczenie z Piasta Gliwice, strzeliłem bramkę w debiucie i na pewno nie jest to mój ostatni gol! – deklarował 19-latek rodem z Gorzowa Wielkopolskiego.
– Potwierdziły się moje przewidywania: że będzie to mecz walki. Nie wykorzystaliśmy swoich sytuacji i mieliśmy problem, by piłkę wepchnąć do siatki. Widać było duże ciśnienie u zawodników. Brakowało nam nieco umiejętności… seniorskiej piłki, by to zrobić. Na szczęście w ostatniej akcji meczu wpadła – podsumowywał boiskowe wydarzenia Trzcionka. Z ulgą, której oczywiście nie było w słowach jego vis-a-vis.
Złoty gol Dominika Piotrowskiego dla radzionkowskich żółto-czarnych.
Mistrz świata nie wystarczył
– Dorzuciliśmy zimą trochę doświadczenia, trochę umiejętności do naszej szatni. To już jest inna drużyna, aczkolwiek wciąż jeszcze oparta na młodych chłopakach, którzy z każdym meczem się uczą – mówił Robert Romaniuk, który przejął opiekę nad Gwarkiem w połowie rundy jesiennej. I przyznać trzeba, że – podobnie jak tydzień wcześniej w starciu z doświadczonym zespołem Kuźni Ustroń – jego zespół tanio skóry nie sprzedał. Trzymał się dzielnie niemal do końcowego gwizdka. – Niestety wciąż jeszcze nie potrafimy być cwaniakami w końcówce, przytrzymać piłki, nawet „wywalając” gdzieś wyżej. Drugi mecz z rzędu kończony w identyczny sposób… – Romaniuk nie mógł odżałować gola straconego, jak tydzień wcześniej, w doliczonym czasie. – Musimy się pozbierać, ale jestem pewien, że przy takiej grze punkty jeszcze przyjdą.
Warto dodać, że najjaśniejszą postacią w szeregach Gwarka był… mistrz świata. Norbert Jaszczak, który napędził nieco strachu radzionkowianom, to przecież kapitan polskiej reprezentacji w socca, która z listopadowego mundialu w Meksyku przywiozła złote medale!

Norbert Jaszczak po paru latach przerwy znów założył koszulkę Gwarka. Tym razem już w glorii mistrza świata. Fot. Dariusz Leśnikowski
Niech żyje nam rezerwa
Zaczęliśmy od meczu outsidera, bo katowicki lider w tej kolejce zgarnął trzy punkty walkowerem. By jednak zachować rytm meczowy, także w piątkowy wieczór zagrał z małopolskim czwartoligowcem. Z Pcimia drużyna Roberta Łysika i Dawida Brehmera wróciła z tarczą, pokonując gospodarzy 3:2.
To był w weekend… popularny wynik. W sobotnie przedpołudnie rezerwy glikickiego ekstraklasowicza ograły w takich wymiarach piłkarzy Rozwoju, choć ci dwukrotnie „łapali kontakt” z gospodarzami. Równie wiele emocji było w Łaziskach Górnych. Miejscowa Polonia dwukrotnie przegrywała z Victorią (niedawny pogromca lidera), ale nie tylko owe straty potrafiła odrobić; zadała też w końcówce cios na wagę trzech punktów. Zwycięskiego gola zdobył Jacek Jarnot potwierdzając, że Piotrowi Mrozkowi trenerskiego nosa nie brakuje. Wcześniej przecież gola na 2:2 strzelił inny zawodnik wprowadzony z ławki, Stanisław Obermajer. Goście kończyli mecz w osłabieniu, po czerwonej kartce dla Oskara Krawczyka w doliczonym czasie gry.

Fot. KS Rozwój Katowice / Wiosenna pogoda w sobotnie południe sprzyjała oglądaniu ligowych emocji niekoniecznie z trybun. W Gliwicach – prócz kibiców – na meczu rezerw Piasta z Rozwojem pojawił się też trener ROW-u, Ołeksandr Szeweluchin.
Snajperzy wystąp!
Jak widać z powyższego zdjęcia, szalenie aktywną sobotę miał trener ROW-u. Prosto z Gliwic (rybniczanie w najbliższej kolejce podejmą właśnie rezerwistów Piasta) „gonił” przecież Ołeksandr Szeweluchin do Bełku, gdzie podopieczni grali z Decorem. To było starcie dwóch najskuteczniejszych zawodników I Ligi Śląskiej – InterHall: Łukasza Krakowczyka i Jakuba Kuczery. Ten pierwszy wiosną na razie milczy, ten drugi odpalił fajerwerki! W Bełku trzykrotnie trafił do siatki gospodarzy, bardzo szybko dając gościom komfort wynikowy. – Zrobił swoje; potwierdził, że jest zawodnikiem, którego potrzebujemy w wykończeniu akcji – komplementował swego napastnika. – Szczególnie ta trzecia bramka pokazała to, co lubimy: dośrodkowanie i czyste wykończenie. Poprzednie dwa trafienia w polu karnym pokazały, że napastnik musi być głodny piłek – tak Szeweluchin analizował postawę Kuczery. Dla tego ostatniego były to gole numer 15., 16. i 17. w tym sezonie, i Krakowczyk już oddech konkurenta czuje na plecach. Warto natomiast pamiętać – o czym opiekun ROW-u też przypomniał – że miejscowi mieli swoją „setkę”, której wykorzystanie mogło odmienić losy gry. – Rezultat nie do końca odzwierciedla to, że w pewnym momencie było „cienko”. Przy stanie 2:0 sprowokowaliśmy karnego. Nie powinniśmy dopuszczać do takich sytuacji, bo sami niepotrzebnie podgrzewamy atmosferę. Na szczęście karny nie został wykorzystany – zaznaczał trener rybniczan w rozmowie z serwisem rybnik.com.pl.
Równy krok z katowickim liderem oraz z rybniczanami wciąż utrzymują także rezerwiści Rakowa. Skromną zwycięstwo – ale zwycięstwo! – w Turzy Śląskiej zapewnił im wracający do ligowego grania po niemal rocznej przerwie spowodowanej urazem David Kabala. Kongijczyk rok temu przed urazem żegnał się z I Ligą Śląską – InterHall hat-trickiem z Gwarkiem Ornontowice, teraz – zgodnie ze swym pseudonimem – „Rambo” okazał się specem od spraw beznadziejnych.

Fot. Raków Częstochowa / Wielka radocha w szatni Częstochowian, „Rambo” bohater na pierwszym planie.
Gruzińska maestria
Za plecami czołowej trójki – która najpewniej ostatecznie między sobą rozstrzygnie kwestię bezpośredniego awansu oraz udziału w barażach – w goniącym czoło peletonie brak wyraźnego lidera. Mający na to apetyt drużyny podzieliły się bowiem punktami w Landeku. – Dwukrotnie wychodziliśmy na prowadzenie i szkoda, że nie potrafiliśmy tego utrzymać – podkreślał trener gospodarzy, Patryk Pindel. Jego gracze potrzebowali niewiele ponad 120 sekund, by otworzyć wynik: zrobił to Bartłomiej Ślosarczyk, kapitalnie obsłużony przez – a jakże! – Giorgiego Merebaszwilego. Były reprezentant Gruzji precyzyjnie zacentrował też na początku drugiej połowy, co Patrykowi Fabianowi dało okazję do celnej „główki”. Cóż z tego jednak, skoro przyjezdni dwukrotnie wyrównywali: Kamil Siudak dobił piłkę po strzale Jakuba Dyląga, a Grzegorz Ochwat zamienił na bramkę podanie Jakuba Siwka. – To był bardzo intensywny mecz, dlatego ten punkt szanujemy. Ale mamy poczucie, że mogliśmy sięgnąć po więcej – dodawał Pindel w rozmowie z serwisem „Sportowe Beskidy”.

Fot. Spójnia Landek / Bartłomiej Ślosarczyk (pierwszy z prawej) wykorzystał mistrzowskie podanie goniącego go tu z gratulacjami Giorgiego Merebaszwilego.
Zagrali jak z nut!
W Landeku pełnej satysfakcji gospodarzy nie było. W nieodległym Ustroniu – wręcz przeciwnie. Zawodnicy Kuźni (i Szombierek) wyszli na murawę w rytmie nowego utworu, powstałego właśnie na ten szczególny przedmeczowy moment. „Pomiędzy górą Czantorią a Równicą słychać śpiew, co daje siłę naszym zawodnikom” – rodowity ustronianin, znany muzycznemu środowisku pod pseudonimem „Chvaściu”, nie tylko napisał tekst i muzę, ale i „wyrapował” przesłanie, które… rzeczywiście dało siłę gospodarzom w starciu z renomowanym przecież rywalem. Dublety 20-letniego Nikodema Gancarczyka i młodszego o dwa lata Gracjana Sajdaka, okraszone „pieczęcią” 22-letniego Nigeryjczyka, Davida Ubonga Jamesa, wprawiły w euforię góralskich kibiców!
Tekst: Dariusz Leśnikowski
19. kolejka I Ligi Śląskiej – InterHall
RUCH RADZIONKÓW – GWAREK TARNOWSKIE GÓRY 1:0 (0:0)
Bramka – Piotrowski (90+3)
PIAST II GLIWICE – ROZWÓJ KATOWICE 3:2 (2:1)
Bramki: Lipko (16), Mucha (22), Gacek (68) – Nowak (43), Zieliński (89)
POLONIA ŁAZISKA GÓRNE – VICTORIA CZĘSTOCHOWA 3:2 (0:1)
Bramki: Flak (67), Obermajer (80), Jarnot (88) – Matyja (18), Krawczyk (78)
DECOR BEŁK – ROW 1964 RYBNIK 0:4 (0:2)
Bramki: Kuczera (11, 25, 68), Balcer (86. karny)
SPÓJNIA LANDEK – DRAMA ZBROSŁAWICE 2:2 (1:1)
Bramki: Ślosarczyk (3), Fabian (55) – Siudak (39), Ochwat (72)
UNIA TURZA ŚLĄSKA – RAKÓW II CZĘSTOCHOWA 0:1 (0:0)
Bramka – Kabala (78)
KUŹNIA USTROŃ – SZOMBIERKI BYTOM 5:0 (1:0)
Bramki: Gancarczyk (7, 53), Sajdak (55, 80), James (86),
PODLESIANKA KATOWICE – ORZEŁ ŁĘKAWICA 3:0 (wo.)
PRZEMSZA SIEWIERZ – ZNICZ KŁOBUCK 3:0 (wo.)
Tabela i terminarz rozgrywek TUTAJ
Sponsorem tytularnym rozgrywek jest Firma InterHall.







