Łukasz Wolsztyński

6 lut 2020

Piłkarski przełom w życiu Łukasza Wolsztyńskiego nastąpił 3 marca 2017 roku. Skrzydłowy Górnika Zabrze huknął z 25 metra i trafił w okienko ustalając wynik meczu z GKS Tychy. Od tego dnia stał się podstawowym zawodnikiem zespołu, który awansował do ekstraklasy, a w niej także radzi sobie znakomicie o czym świadczą jego bramki i wysokie miejsce zabrzan w tabeli.

– Czy ten gol w meczu z tyszanami to był „strzał życia”?

– Na pewno to było jedno z najważniejszych wydarzeń w moim piłkarskim życiu. Graliśmy przecież przed 18-tysięczną widownią, a mój gol dał Górnikowi zwycięstwo. Od razu po uderzeniu, kiedy piłka leciała w powietrzu, wiedziałem, że wpadnie do siatki i zacząłem się cieszyć. Na długo zapamiętam ten dzień, tak samo jak datę 19 sierpnia 2016 roku, czyli debiut w pierwszej drużynie Górnika przeciwko Pogoni Siedlce i 13 listopada 2016 roku, bo wtedy dobitką z bliska strzeliłem Wiśle Puławy swojego pierwszego gola w I lidze. No i oczywiście 15 lipca 2017 roku, czyli dzień debiutu w ekstraklasie i wygraną z Legią Warszawa 3:1. Ale jeżeli chodzi o sam strzał z meczu z GKS Tychy to nieskromnie powiem – były lepsze.

– Lepsze od bomby z 25 metrów w okienko?

– W juniorach gdy graliśmy ze Stadionem Śląskim w Chorzowie zrobiłem mniej więcej to samo już w 1 minucie meczu, a gdy gościliśmy w Zabrzu GKS Katowice przyjąłem piłkę na pierś i strzeliłem przewrotką.

– Jak zaczęła się Pana, a raczej Wasza, przygoda z piłką, bo od początku graliście razem z bratem bliźniakiem Rafałem?
– Tata, który grał kiedyś w Polonii Leszno w III lidze, swoje ambicje sportowe postanowił przenieść na synów i w wieku pięciu lat był naszym pierwszym trenerem… na podwórku. Uczyliśmy się podawać wewnętrzną częścią stopy, główkować, strzelać. Później trafiliśmy do Concordii Knurów, a gdy skończyliśmy gimnazjum zdecydowaliśmy, że przeniesiemy się do liceum w Zabrzu i do Górnika. Tu graliśmy w juniorach, Młodej Ekstraklasie i III-ligowych rezerwach, a do seniorskiej piłki na szczeblu centralnym wprowadzał nas Ryszard Wieczorek, który najpierw na pół roku zimą 2015 roku sprowadził nas do II-ligowej Limanovii, a rok później do Legionovii, także grającej w II lidze.

– Dla wielu kibiców pana wyjście w wyjściowej jedenastce Górnika na mecz z GKS Tychy było zaskoczeniem. Kiedy pan się dowiedział, że zagra od początku od początku rundy wiosennej?

– Trzy-cztery dni przed meczem byłem już pewien, że trener Marcin Brosz postawi na mnie. Powiedziałem o tym wszystkim najbliższym i na trybunach miałem sporą grupę fanów z tatą i moją dziewczyną na czele. Angelika jest zresztą na każdym moim meczu. Nawet gdy grałem w Limanovii przyjeżdżała na moje mecze, a w Legionowie była już razem ze mną. Zna sie na piłce i dużo z nią rozmawiam o mojej grze. To ona pytała mnie ostatnio dość często dlaczego nie strzelam z dystansu skoro mam tak dobre uderzenie. Namawiała mnie więc uderzyłem, a kiedy piłka wpadła do siatki podobno miała łzy w oczach. Ja też byłem zresztą niezmiernie szczęśliwy. Taki gol na oczach tylu widzów. Poczułem się bohaterem meczu.

– Jaka jest pana ulubiona pozycja na boisku?

– Od początku grania byliśmy z bratem ustawiani jako napastnicy. W juniorach zostałem przesunięty na środek pomocy, a Rafał został na „dziesiątce”. Najlepiej czuję się w środku boiska jako „ósemka”, ale skoro trener Marcin Brosz ustawia mnie na skrzydle to gram na tej pozycji i staram się to robić najlepiej jak potrafię. Czasem strzelam z miejsca, w którym nie powinno mnie być, ale czasem, co trener często podkreśla, warto odejść od schematu. Staram się grać jak najlepiej i cieszę się, że coraz częściej mamy okazję grać razem z bratem. On nawet wcześniej niż ja strzelił pierwszego gola w ekstraklasie, bo 13 sierpnia doprowadził do remisu 1:1 w meczu z Arką Gdynia, a 5 dni później, w następnej kolejce juz razem wpisaliśmy się na listę strzelców i po naszych golach Górnik prowadził z Cracovią 3:1. Skończyło się jednak 3:3 i nie mieliśmy pełnej radość z „bliźniaczego trafienia”. Ale wszystko przed nami…

Jacek Magiera (1977-2026)

Jacek Magiera (1977-2026)

Urodzony 1 stycznia 1977 roku w Częstochowie, zmarł 10 kwietnia 2026 we Wrocławiu. Jacek Magiera był wychowankiem Rakowa Częstochowa, w jego barwach debiutował na poziomie Ekstraklasy. W 1997 roku przeniósł się do Legii Warszawa, w której grał do 2006 roku, z...

Grzegorz Morkis

Grzegorz Morkis

ur. 25 lipca 1974 w Tychach. W latach dziecięcych i młodzieżowych – piłkarz GKS-u Tychy i Leśnika Kobiór, a także tyskich... drużyn podwórkowych. Właśnie podwórkowy rodowód miała drużyna o „egzotycznej” jak na polskie (i tyskie) warunki nazwie Rotterdam, która w 1995...

Krzysztof Olczyk

Krzysztof Olczyk

ur. 27 grudnia 1951 w Pabianicach. Przez całe życie związany z działalnością samorządową, na różnych szczeblach i w różnych instytucjach. Długoletni Naczelnik Wydziału Spraw Obywatelskich Urzędu Miasta w Lublińcu, później w tejże instytucji - Pełnomocnik do spraw...

Andrzej Paulus

Andrzej Paulus

ur. 5 marca 1978 w Rydułtowach. W wieku juniorskim – do momentu rozpoczęcia studiów na Politechnice Opolskiej kopał piłkę w Gaszowicach. W okresie „akademickim” całkowitego rozbratu z boiskiem nie wziął, uczestnicząc choćby w rozgrywkach międzywydziałowych. Po...

Tomasz Szczerba

Tomasz Szczerba

ur. 15 sierpnia 1987 w Czeladzi. W młodości (w wieku 10-14 lat) kopał piłkę w Górniku Wojkowice. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, a także podyplomowych studiów (z zakresu Prawa Zamówień Publicznych) na Wydziale Prawa,...

Dariusz Mrowiec

Dariusz Mrowiec

ur. 1 września 1963 w Żywcu. W Żywcu, gdzie nigdy nie brakowało futbolowych klubów, zaczynał kopać piłkę w koszulce Koszarawy, by zostać później graczem Czarnych, a po okresie studiów na Uniwersytecie Śląskim – zadebiutować w roli działacza (konkretnie – Zastępcy...