Urodzony 28.12.1942 w Sanoku, zmarły 11 czerwca 2024 w Krakowie.
Piłkarzem był. Ambitym, ale nie wybitym. Odnotowano jego nazwisko w tej roli w aktach Sanoczanki, Stomilu Poznań, Moto Jelcza Oława i Ślęzy Wrocław. Dopiero jako szkoleniowiec zaprezentował jednak pełnię swego futbolowego talentu i wiedzy. Miał niespełna 35 lat, gdy w Krakowie dano mu pod opiekę – w pierwszej poważnej pracy! – Wisłę. Dla faceta, który wcześniej biegał po boiskach co najwyżej (ówczesnej) drugiej ligi, to była niezła lekcja. „Panie trenerze: to my gramy, a pan w piłkę kopał” – miał usłyszeć od medalistów MŚ’74, gdy na „dzień dobry” po wejściu do wiślackiej szatni opowiadał im o klubach, w których grał. Ale to on owych medalistów zaprowadził po mistrzostwo Polski w 1978 roku! Potem prowadził jeszcze osiem klubów ekstraklasowych (Śląsk, Ruch, Widzew, GKS-y z Katowic i Bełchatowa, Pogoń, Cracovia, lubińskie Zagłębie), do niektórych wracał parokrotnie. Do owego pierwszego tytułu mistrzowskiego po niemal ćwierćwieczu (2001) dołożył powtórkę z „Białą Gwiazdą”, a po kolejnej dekadzie (2021) – sięgnął po złoto także ze Śląskiem z Wrocławia, choć warto pamiętać, że aż pięciokrotnie pracował w drużynach, które sezon kończyły spadkiem z elity! 37 lat dzieliło jego pierwszy i ostatni mecz na ekstraklasowej ławce. Pracował w najwyższej klasie rozgrywkowe przez 29 sezonów. Ma na koncie ponad 580 gier o mistrzowskie punkty. To wszystko wciąż ekstraklasowe rekordy.
Był też chyba najlepszym kandydatem na selekcjonera polskiej reprezentacji, któremu… nigdy tej pracy nie dano. Może dlatego, że nie zamierzał swojego CV składać w PZPN. „CV to ja mogę wysłać do Bangladeszu czy Singapuru” – mawiał. To za takie bon moty, refleksje, aforyzmy i riposty kochali go kibice i dziennikarze. I piłkarze też…






