To trochę zaskakujący obrazek: widzieć go przy komputerze, odpowiadającego na biznesowe maile, albo prowadzącego telefoniczne negocjacje z kontrahentami. Od niemal 50 lat Adam Kryger kojarzy się przecież kibicom – i sportowym mediom – wyłącznie z piłką, boiskiem, parkietem.
No i tak po prawdzie rzeczywiście żyć bez tych wszystkich „didaskaliów” futbolowego życia nie potrafi. Właśnie przymierza się do kolejnego wyzwania w tejże dziedzinie. Bo – choć czterdziestolatkiem dawno już nie jest – często wraca do cytaty z tego serialu, lekko tylko zmodyfikowanego. Na co dzień prowadzi dobrze prosperującą firmę produkującą… kartony (opowieści z życia firmy – pod szyldem „NIE SAMĄ PIŁKĄ ŻYJE CZŁOWIEK”). Ale generalnie, niczym Irena Kwiatkowska w męskiej postaci, mógłby o sobie powtarzać: „Jestem mężczyzna pracujący, żadnej pracy się nie boję”. No to zobaczmy, czy to prawda…
Adam Kryger z reprezentacją Śląska oldbojów już swoje wygrał. Teraz od Henryka Kuli, prezesa Śląskiego ZPN, dostał kolejne zadanie! / Fot. Śl.ZPN Danuta Drabik-Martowicz
Nie biegać, ale spacerować.
Kończący się właśnie za oceanem mundial 2026 jednoznacznie kojarzy piłkę nożną z młodymi, wytrenowanymi aż po kres fizycznych możliwości i sprawnymi herosami zielonych boisk; z milionami „followersów” w mediach społecznościowych i zamożnymi do granic… obrzydliwości. Ale przecież piłka to także rozrywka i forma aktywizacji dla tych, którym życie poskąpiło któregoś z powyższych elementów. Chcą w nią grać i niepełnosprawni (stąd choćby ampfutbol), niewidomi (blind futbol), ale i ci, którzy błąkają się po ulicach wielkich metropolii w poszukiwaniu miejsca na sen (stąd – wspierane przez FIFA – organizowane cyklicznie mistrzostwa świata bezdomnych).
Dla tych zaś, co młodość przeżywają już po raz drugi – a czasem i trzeci – w życiu, jest walking futbol. No i właśnie rozpropagowaniem tej odmiany kopania piłki w ramach struktur Śląskiego ZPN-u zająć się ma Adam Kryger.
– Szczerze? Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o walking futbolu i propozycji stworzenia drużyny, trochę mnie zamurowało. Potrzebowałem trochę czasu, by odnaleźć trochę informacji na jego temat. Poczytałem, pooglądałem filmiki w sieci, wreszcie porozmawiałem z Jarkiem Paradowskim, prekursorem tej dyscypliny w Polsce. Łódź idzie dziś najszerzej w kraju, ma chyba najwięcej zarejestrowanych drużyn. Będzie więc motywacja, by ją gonić – podkreśla Kryger. Cóż, całe jego sportowe życie to przecież mecze. Nic dziwnego, że już sama idea budowania drużyny uaktywnia u niego żyłkę rywalizacji!
Futbol walking bardzo powoli wchodzi do świadomości kibiców i potencjalnych zawodników. Nieprzypadkowo używamy słów „powoli” i „wchodzi”. W zasadzie bowiem to też mecze piłkarskie, tyle że nie biega się po boisku, ale po nim… chodzi. I to chodzi zazwyczaj w niespecjalnie ekspresowym tempie. Nie może być inne, skoro w przypadku mężczyzn dolna granica wiekowa to 50 lat, a rozgrywane są już w świecie turnieje +60 i +70. Cóż, na emeryturze ma się duuuużo więcej czasu niż w trakcie czynnego życia zawodowego. Można więc pozwolić sobie i na to, by za piłką nie biegać, ale spacerować.
Inna rzecz, że w przełożeniu słowa „chodzić” na konkretne reguły i przepisy jest trudne. Jakże wiele emocji w olimpijskiej konkurencji zwanej chodem sportowym budzą przepisy o ostrzeżeniach, a później – konkretne dyskwalifikacje. W walking futbolu też niełatwo sprecyzować, gdzie przebiega cienka granica między „chodzeniem” a „truchtaniem” czy „podbieganiem”. Owszem, skoro są drużyny i mecze, muszą już być i sędziwie wyspecjalizowani w odróżnianiu jednego od drugiego i trzeciego. Ale zapewne niemal każda z ich decyzji budzić będzie wśród uczestników wielkie emocje. Czego jak czego, ale sportowcom 70+ gorącej krwi przecież wcale nie musi ubywać z wiekiem! – Zwłaszcza jeżeli przez całe życie rywalizowali na murawach czy parkietach – podkreśla Adam Kryger.
Śląscy oldboje z niejednego turnieju mistrzowskiego w tej kategorii wiekowej przywozili medale. / Fot. archiwum prywatne
Przykład daje Marek Dziuba!
Myśli teraz, jak się do formowania drużyny w walking futbolu zabrać. PZPN dziewięć miesięcy temu dawał parę wskazówek formalnych.
W paru ośrodkach w różnych częściach kraju – jak wiemy – już z tych pomysłów skorzystano. Kiedy w maju 2026 roku rozpoczynano drugą edycję wspomnianego wyżej programu grantowego, w Polsce działało już kilkanaście drużyn walking futbolu; niektóre z nich – pod szyldami klubów „tradycyjnego” futbolu.
– Jak zorganizować nabór? Jak znaleźć chętnych? – Adam Kryger drapie się po głowie. Ma jeszcze kilka tygodni na rozwiązanie tego dylematu; wakacje i czas urlopowy nie jest dobrym momentem na inaugurację przedsięwzięcia. – Może ogłoszenie w social mediach? A na pewno wici, rozesłane wśród nas, „starszych panów”, którzy kiedyś sami kopali piłkę – zastanawia się głośno Marzy mu się, żeby ów pierwszy trening selekcyjny zorganizować „w cieniu legendy”, czyli na bocznym boisku Superauto.pl Stadionu Śląskiego. Magia tego obiektu może ściągnąć liczne grono amatorów „spacerów z piłką”. Swoją drogą zaś, śląsko-zagłębiowscy oldboje (choć tu obowiązuje granica wieku +42) mają wiele sukcesów w rywalizacji: właśnie odzyskali mistrzostwo kraju w tej kategorii wiekowej. – Więc pewnie wielu z tych, którzy przed laty stanowili o sile tej ekipy, teraz chętnie przyjmie zaproszenie i do walking futbolu. Tym bardziej, że – jak w przypadku gier oldbojów – najważniejszy będzie…. nie sam mecz, ale możliwość spotkania się ze znajomymi – uważa Adam Kryger. Ale chętnie otworzy też podwoje nowej sekcji i nowej drużyny przed zupełnymi amatorami: dziarskimi weteranami, którzy chętnie sobie pochodzą za futbolówką. Tak jak robi to w rodzinnej Łodzi chyba najsłynniejszy walking futbolista w Polsce, czyli Marek Dziuba – brązowy medalista mundialu 1982 w Hiszpanii!
Z gwiazdami za pan brat
A dlaczego akurat Krygerowi powierzono na Śląsku owo zadanie? Rzecz prosta – bo żadnej roboty się nie boi. Znana jest już jego „historia trzech reprezentacji”, niejednokrotnie na łamach „Łączy nas piłka” opisywana. Że grał w kadrze narodowej futsalu i beach soccera, ale – przynajmniej formalnie – także w „reprezentacji B” na dużym boisku: bo taki status PZPN w oficjalnych dokumentach przyznał chorzowskiemu Ruchowi, gdy ten ruszał na towarzyskie mecze z Meksykiem i Iranem. Świetne to było wówczas doświadczenie i jeden z pamiętnych momentów w boiskowej przygodzie Adama Krygera. Nie tylko założył koszulkę z orzełkiem, nie tylko jako reprezentant zagrał u boku aż dwóch późniejszych selekcjonerów zespołu narodowego (Waldemara Fornalika i Michała Probierza), ale też w ciągu tygodnia zagrał aż na dwóch kontynentach: w Ameryce Środkowej i w Azji. – W meczu z Meksykiem w ich bramce stał legendarny Jorge Campos – wspomina nasz rozmówca. Siłą rzeczy nasze pogaduchy schodzą w tym momencie na wielkie postaci, z którymi kontakt dała Krygerowi piłka; i to niezależnie od jej rozmiarów. Bo kiedy przyszło mu podróżować z kadrowiczami z piłki plażowej, na piaskach Francji czy Hiszpanii wpadł na niejakiego Erica Cantonę, akurat próbującego swych sił w roli trenera „Trójkolorowych”.

Jak się już takiego gościa spotkało, trudno nie wziąć od niego autografu! Eric Cantona pisak zawsze ma przy sobie, trzeba mieć tylko koszulkę ManU ze sobą. / Fot. archiwum prywatne
Zaś futsal dał pochodzącemu z Rudy Śląskiej zawodnikowi jeszcze inne wzruszenia. Parę miesięcy temu z parkietami żegnał się przy kilkutysięcznej widowni w hali w Gliwicach, do której zjechali brazylijscy oldboje tej odmiany „kopanej”. Z największym z największym w swym składzie, legendarnym Falcao, który w futsalu jest dla Brazylijczyków jak Neymar na zielonych murawach. . Benefis Krygera skończył się oczywiście wymianą koszulek z gwiazdorem Canarinhos. – Dałem im wtedy taką „wcinkę”, że w przerwie Falcao podszedł do mnie i zapytał, czy przyjadę do Brazylii nauczyć go takich sztuczek. A potem okazało się, że wszelkie relacje z naszego meczu miały tam, w jego ojczyźnie, 20 milionów odsłon na YT! I wie pan co? Naprawdę nas tam zaprosili! Więc oczywiście pojedziemy!
Falcao jest brazylijską – ba; światową – legendą futsalu. Ale niektórych zagrań chciał się uczyć od Adama Krygera! / Fot. archiwum prywatne.
Poradnik pozytywnego myślenia
Piłka jedenastoosobowa, beach soccer, futsal… Kiedy wszystkie media już wszechstronność Adama Krygera opisały, trzeba było iść do przodu. No więc wziął się za… amp futbol; w zeszłym roku (na kilka miesięcy) powierzono mu rolę asystenta selekcjonera kadry w tej konkurencji. – Jak się już za coś biorę, to muszę to posmakować, wypróbować, poczuć. No więc na pierwszym zgrupowaniu wziąłem kule pod pachy i zacząłem z nimi rozgrzewkę, a potem i gierki – opowiada. Podopieczni szybko jednak podłapali, że im trener trochę cwaniaczy, a trochę kantuje. Kryger: – Kiedy graliśmy w „dziadka” i piłka mi uciekała, machinalnie pomagałem sobie drugą nogą. A kiedy już w gierce wychodziła na aut, na chwilę stawiałem ją na ziemię, żeby druga odpoczęła. Chłopaki to zobaczyły i następnego dnia… przyniosły na zajęcia specjalne gumy. Tak mi nogę „podwiązali”, że już nie mogłem jej używać. I dopiero wtedy doceniłem ich wysiłek. Po 20 minutach miałem wrażenie, że ta noga, którą kopałem piłkę, za moment mi pęknie!
Jeśli się do czegoś bierze, to zawsze z pasją: trening amp futbolistów z udziałem selekcjonera Adama Krygera. / Fot. archiwum prywatne
Króciutka przygoda z amp futbolowymi kadrowiczami okazała się wielce sympatyczną przygodą życiową, zwłaszcza w kategorii „poradnik pozytywnego myślenia”. Kryger jeszcze raz: – Zawsze byłem przyzwyczajony do grubych żartów w piłkarskiej szatni. Jak ktoś zmarnował „setkę”, to od razu w jego stronę leciało: „Ty kuternogo” albo „Tą lewą to masz tylko od wsiadania do tramwaju”. Tutaj od pierwszej minuty pierwszych zajęć bardzo się pilnowałem, by mi się coś podobnego nie wyrwało. No bo nie wypada żartować z czyjegoś nieszczęścia, prawda? Nawet jak wieczorami graliśmy w karty i „przepijaliśmy” partyjki małym jasnym, gryzłem się w język, by nie sprzedać jakiegoś niestosownego – moim zdaniem – dowcipu czy uwagi. A wie pan, jak trzeci czy czwarty trening zaczął jeden z podopiecznych, który nie miał lewej nogi?
– Trenerze, a pan wie, że ja jeszcze w życiu nie miałem złego dnia? – zapytał mnie zaczepnie.
– Niemożliwe. Czemu? – zainteresowałem się całkiem poważnie.
– Bo jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się wstać z łóżka lewą nogą – odpowiedział z uśmiechem jak banan.
No i wtedy się całkiem odblokowałem!
Marcin Oleksy – laureat „Puskas Award” 2022 dla autora najpiękniejszej bramki. Jest się od kogo uczyć: i techniki, i pogody życia! / Fot. archiwum prywatne
Nie samą piłką żyje człowiek
– W wielu klubach byłem kapitanem, zarządzałem szatnią. Więc teraz, będąc szefem firmy, wykorzystuję tamte doświadczenia. Załoga jest jak drużyna; każdy jest potrzebny na swej pozycji, i w planie taktycznym. Masz grafików, operatorów maszyn, handlowców, marketingowców; czyli – w kontekście piłkarskim – stoperów, lewoskrzydłowych, playmakerów, napastników itp. Drużyna się zmienia z upływem czasu. Kiedyś zatrudnialiśmy 100 osób. Dziś, w dobie automatyzacji wielu czynności, jest ich sporo mniej. Zostali najlepsi, najbardziej kreatywni, pracowici. Tacy zawsze mają największą wartość. Na boisku i w firmie.
Karykatura na ścianie, Adam Kryger w tej samej dżinsowej koszuli przy biurku – ma gość dystans do siebie! / Fot. archiwum prywatne
– Wie pan, człowiek przychodzi z zakupów i specjalnie się nie zastanawia, że każdą z właśnie kupionych dwóch par butów przyniósł do domu w kartonowym pudełku. Albo odbiera z paczkomatu przesyłkę zamówioną przez Internet – też w kartonie. Jak mu przywożą nową lodówkę i wnoszą do kuchni, to przed podłączeniem musi ją „obrać” właśnie z kartonów. Ba; mówiąc trochę w niezgodzie z poprawnością polityczną: w Ameryce – jak widać choćby na filmach – bezdomni też śpią w kartonach!
– Karton jest dziś wszędzie. Ma nawet wyspecjalizowane targi międzynarodowe. Mówi pan, że karton to taka banalna rzecz? To ja panu powiem, że na takich targach z kartonu zrobione są całe boksy i stanowiska wystawowe. I jeszcze stoły i krzesła. Z naszych też, choć generalnie nastawiamy się na zwykłe przemysłowe pudła, takie zwyczajne „klapuchy”. Trudny biznes, konkurencja duża, rękę trzeba trzymać na pulsie. Ale wychodzimy na swoje.
– Kilkanaście lat jestem już współwłaścicielem tej firmy. Można powiedzieć, że z moim wspólnikiem zapakujemy wszystko: od igły po samochód. Pan się śmieje z tego samochodu? No to ja panu coś opowiem. Facet kupił żonie BMW – jakiś malutki model. I przysłał do nas zapytanie, czy będziemy w stanie zapakować go w pudełko i jeszcze wstążką przewiązać. Pogłówkowaliśmy i potwierdziliśmy. Niestety, wycofał się w ostatniej chwili…
– Każdy piłkarz ma z tyłu głowy swój najbardziej pamiętny dzień na boisku, najfajniejszy mecz. W firmie też tak jest. Ja pamiętam, jak paręnaście lat temu nasi handlowcy wpadli zaaferowani do biura i zaczęli nam na jego środku składać „coś” z kartonów. Po chwili patrzymy, a to… trumna! W firmach pogrzebowych pojawiła się oferta spopielania zmarłych i chowania prochów w urnach. Więc moi pracownicy na ten trend zareagowali. Tylko… nikt na próbę do tej trumny położyć się nie chciał. Przesądni ci ludzie – zupełnie jak piłkarze, co to zawsze wychodzą na boisko w tych samych getrach albo muszą na nie wejść zawsze tą samą nogą.
Ma – jak widać – Adam Kryger – wyjątkowość umiejętność przystosowywania się do okoliczności. Wygląda więc na to, że i z nowym wyzwaniem najpierw się zderzy, potem je dokładnie „obwącha”, by na koniec znaleźć sposób, jak je przekuć w sukces. A my trzymamy kciuki, podając kibicom jego niezwyczajny piłkarski życiorys ładnie opakowany – niekoniecznie w kartonowe pudełko ze wstążką!
Tekst: Dariusz Leśnikowski
Fot. ilustracyjna – archiwum prywatne / Z faktami się nie polemizuje: Adam Kryger w trzech smakach reprezentacyjnych.





