„Za takie chwile kochamy futbol! Odwracamy po przerwie losy pojedynku dzięki dwóm trafieniom Daniela Iwanka, w tym decydującym równo z upływem regulaminowego czasu gry!” – tak w klubowych mediach społecznościowych gospodarzy skomentowano trzy punkty, wyrwane przez czechowickiego lidera gościom z Bytomia.
Gracze MRKS-u napocili się jak mało kiedy we wcześniejszych spotkaniach tego sezonu. Odrabiać musieli stratę z 1. połowy, w której – po sporym zamieszaniu w „szesnastce” – najprzytomniejszy okazał się Michał Chrabąszcz, kierując piłkę do pustej już bramki. Mężem opatrznościowym beniaminka został wspomniany Daniel Iwanek; raz, że z wielką pewnością wykorzystał „jedenastkę” za faul; dwa, że gdy goście spoglądali już w stronę szatni, oddał z 19. metra „strzał rozpaczy”. Szymon Buszka, który wcześniej rywalizował ze swym vis-a-vis, Łukaszem Byrtkiem, o miano bohatera meczu, tym razem się pomylił. Piłka przełamała mu ręce i wtoczyła się do siatki „Zielonych”, a szczęśliwy strzelec ponownie utonął w objęciach kolegów!
Wygrana po golu zdobytym w 90. minucie smakuje wyjątkowo!
Dzięki temu zespół z Czechowic-Dziedzic wrócił na fotel lidera, który stracił kilka godzin wcześniej na rzecz Niebieskich. Chorzowianie – w nieco poprzestawianym składzie (potrzeby pierwszej drużyny, która dopiero w poniedziałek gra swój mecz w Betclic 1. Lidze) – dość pewnie ograli mającą ostatnio niezłą passę, ale generalnie bardzo chimeryczną Dramę Zbrosławice. Goście w Ptakowicach mieli nieco farta, bo i poprzeczka (ale po rękach bramkarza Miłosza Libera) ratowała ich od straty gola, i przy pierwszym golu rykoszet pomógł Dawidowi Magusiakowi we wpisaniu się w protokół (tu też liczyła się gra do końca bo właśnie mijała 45. minuta na zegarze). Drugi gol – Krystiana Rakowskiego po asyście Filipa Lachendry – był już w pełni wypracowany od początku do końca przez podopiecznych Ireneusza Psykały. – Szacunek dla chłopaków, zagrali z ogromnym poświęceniem. Praktycznie tylko w końcówce wycofaliśmy się, choć w zasadzie świadomie. Ten mecz był pod naszą kontrolą. Rozgrywaliśmy go mądrze, spokojnie. Może brakowało czystych sytuacji bramkowych, ale jeszcze jednego-dwa gole mogliśmy strzelić – analizował szkoleniowiec chorzowskiego „narybku”.

Fot. OSA Kadry Dramowe / LKS Drama Zbrosławice / Najbardziej dynamiczne kadry – jak zawsze w Ptakowicach. Działo się pod bramką Ruchu II, ale to Chorzowianie zgarnęli komplet „oczek”.
Podopieczni trenera Psykały są już jedynym zespołem w stawce bez porażki. Padła bowiem w sobotę radzionkowska twierdza, zawojowana przez Unię Turza Śląska. – Zrotowałem się lekko, obrońca (Kamil Surowiec – dop. aut.) podszedł w drugą stronę, a ja trafiłem w długi róg. Dokładnie tak jak chciałem, choć oczywiście szczęście trochę dopisało – mówił autor „złotego gola”, Kamil Kucharski. – Potem miałem jeszcze dwie okazje, nie udało się ich wykorzystać, na szczęście jako drużyna wybroniliśmy się przed atakami gospodarzy.
Skromny – bo do tej pory Unia miała na swym koncie aż siedemnaście bramek – „strzelecki fedrunek” wystarczył do zdobycia trzech punktów. – Staramy się oczywiście grać bardzo ofensywnie, ale też coraz lepiej gramy jako kolektyw i coraz lepiej bronimy. Tak to powinno wyglądać! – podkreślał napastnik turzan.
– Wyszliśmy z wielkim respektem i do momentu utraty gola nie byliśmy sobą. Może obawialiśmy się trochę jakości piłkarskiej tych indywidualności, jakie mają w składzie rywale, której potwierdzeniem były kariery tych chłopaków – przyznawał trener gospodarzy, Marcin Trzcionka.
Goście od 20. minuty oddali inicjatywę Ruchowi (a raczej – zgodnie ze słowami szkoleniowca – sam ją sobie wziął…), ale tak naprawdę stuprocentowych okazji żółto-czarni nie wypracowali. – I zrobił się mecz, jakich wiele już graliśmy w tym sezonie: szukaliśmy okazji, prowadzliśmy grę, ale tym razem to nie wystarczyło do zdobycia choćby punktu. Biliśmy głową mur, choć sytuacje klarowne były. Gdybyśmy się lepiej zachowali pod względem umiejętności indywidualnych, to te gole by wpadły. Musimy popracować nad tym, by nasi napastnicy byli intensywniejsi i… chcieli strzelać te bramki. Bo czasem mam wrażenie, jakby czekali na to, aż sytuacja będzie stuprocentowa – analizował Trzcionka, który mecz kończył z… dwoma żółtymi kartkami na koncie, a więc poza trenerską ławką.
Trafienie Kamila Kucharskiego w Radzionkowie pozwoliło jego Unii wskoczyć na pudło w tabeli!
Unia wskoczyła na podium, mając dwa „oczka” więcej od swego sobotniego rywala. Na piąte miejsce Radzionkowianie zepchnięci zostali zaś przez Polonię Łaziska Górne, która pewnie ograła Spójnię. – Gospodarze wykorzystali nasze błędy. Gdybyśmy my wykończyli skutecznie nasze okazje, pewnie mecz ułożyłby się inaczej. Musimy się po prostu nauczyć grać z takimi wyrachowanymi przeciwnikami – podkreślał w rozmowie z portalem sportowebeskidy.pl trener przyjezdnych, Kamil Biliński. Ustawieni w niskiej obronie Łaziszczanie dwukrotnie wykorzystali szybkie wyjścia z piłką po jej odbiorze na połowie gości lub w środku boiska. Na nic zdały się w tej sytuacji ofensywne zapędy Landeczan. Tym bardziej, że w decydujących momentach zwyczajnie byli (ciut) nieskuteczni: jeszcze przy stanie 1:0 dla miejscowych, Maksymilian Biskup trafił w słupek, a Daniel Paszek – w poprzeczkę.
Podopieczni sprawili Piotrowi Mrozkowi miły prezent na jego 300. mecz w roli trenera Polonii. Dokładnie połowę z nich Łaziszczanie wygrali!
Na czele tabeli – rezerwy Ruchu Chorzów. Rezerwy GieKSy pewnie też mają potencjał, by „zakręcić się” w okolicach czołowych miejsc. W sobotę przekonali się o tym w derbach Katowic piłkarze z Podlesia, choć… w tym przypadku nazywanie graczy gospodarzy (grano przy „starej” Bukowej) drugą drużyną byłoby nadużyciem. Jedenastka GieKSiarzy niemal w pełni złożona była z zawodników pierwszego zespołu, a w relacji w serwisie YouTube zdania: „Rasak pograł z Bartlewiczem, w końcu piłka trafia do Milewskiego” doskonale oddają to, z czym przyszło się mierzyć podopiecznym duetu trenerskiego Dawid Brehmer – Robert Łysik. Na dodatek zderzyli sęi także z pechem: w środku tygodnia kontuzji na zajęciach doznał kapitan i lider drużyny, Łukasz Grzeszczyk. Zaś pierwszy gol dla drużyny Adriana Napierały padł po fatalnym rykoszecie, po którym jego autorstwo przypisano Szymonowi Zielonce. Pomocnik z Podlesia zrehabilitował się, asystując przy trafieniu Adama Żaka i goście dość długo mogli mieć nadzieję na doprowadzenie do wyrównania. Dopiero w samej końcówce „trzeci bieg” włączył Jakub Kokosiński i zapewnił swej drużynie spokój w ostatnich minutach.
Czy to aby I Liga Śląska-InterHall? A może jednak bardziej PKO BP Ekstraklasa, patrząc na skład GieKSiarzy?
Odnotować trzeba koniecznie kanonady snajperskie gospodarzy w Ustroniu i Bielsku-Białej. Pokonani rywale – już na tym etapie rozgrywek można snuć takie prognozy – będą musieli zapewne walczyć o utrzymanie. – Potrzebowaliśmy takiego meczu – westchnął głęboko opiekun graczy z Ustronia, Michał Pszczółka. Kosztem słabiutkiej (na razie?) Victorii Częstochowa hat trick skompletował Bartłomiej Ślosarczyk. Z kolei pod Szyndzielnią i Dębowcem „górale” też mogli puścić do domu swych rywali z bagażem sześciu goli. Bartosz Golik między słupkami bramki Rozwoju co prawda skapitulował aż pięć razy, ale szósty raz pokonać się nie dał, choć okazja była wyborna – rzut karny!
Prawda, że genialna parada katowickiego bramkarza?
Wspomniany Rozwój o uniknięcie spadku zapewne walczyć będzie m.in. z Gwarkiem Tarnowskie Góry i Decorem Bełk. Oba te zespoły przywiozły cenny punkt z sobotnich wyjazdów. Gracze ze „Srebrnego Grodu” strzelili pierwszego w tym sezonie gola – i to wystarczyło do remisu w Gliwicach. Drużyna z Bełku tych bramek nastrzelała aż trzy, ale „oczko” zdobyła w Siewierzu też tylko jedno. Ku rozpaczy gospodarzy, którzy wielce ważącego gola wyrównującego stracili w doliczonym czasie gry. – Chyba wszyscy już myśleli, że mamy te trzy punkty w garści… – zastanawiał się głośno w rozmowie z klubową telewizją napastnik Przemszy, Damian Adamiecki, a wtórował mu jego trener. – Dwa razy skutecznie goniliśmy rywali, wyszliśmy na 3:2 i… myślami już byliśmy w szatni… – przyznawał Adrian Pasieka.
– Za dobrą drużyną jesteśmy, by w ten sposób oddawać punkty – dodawał, nie bez racji, Adamiecki. Cóż, trzeba brać przykład z przywołanej na wstępie ekipy czechowickiej… Tam gra się do końca!
Trzy gole na wyjeździe nie wystarczyły z Bełku do wygranej w Siewierzu. Ale i tak wracała do domu „z tarczą”.
Tekst: Dariusz Leśnikowski
7.kolejka I Ligi Śląskiej-InterHall
DRAMA ZBROSŁAWICE – RUCH II CHORZÓW 0:2 (0:1)
Bramki: Magusiak (45), Rakowski (62)
PIAST II GLIWICE – GWAREK TARNOWSKIE GÓRY 1:1 (1:1)
Bramki: Jurczyga (41) – Sadlak (14)
GKS II KATOWICE – PODLESIANKA KATOWICE 4:1 (2:1)
Bramki: Zielonka (25. samob.), Bartlewicz (42), Kokosiński (85, 89) – Żak (53)
POLONIA ŁAZISKA G. – SPÓJNIA LANDEK-JASIENICA 2:0 (1:0)
Bramki: Karolik (34), Klatka (63)
KUŹNIA USTROŃ – VICTORIA CZĘSTOCHOWA 6:0 (4:0)
Bramki: Kaczmarczyk (2), Ślosarczyk (24, 30, 73), James (45), Palej (83)
RUCH RADZIONKÓW – UNIA TURZA ŚLĄSKA 0:1 (0:1)
Bramka – Kucharski (19)
MRKS CZECHOWICE-DZIEDZICE – SZOMBIERKI BYTOM 2:1 (0:1)
Bramki: Iwanek (49. karny, 90) – Chrabąszcz (28)
PRZEMSZA SIEWIERZ – DECOR BEŁK 3:3 (1:1)
Bramki: Błaszkiewicz (34), Szromek (81), Piątkowski (82) – Krakowczyk (28. karny), Musiolik (68), Semeniuk (90+4)
PODBESKIDZIE II BIELSKO-BIAŁA – ROZWÓJ KATOWICE 5:1 (4:0)
Bramki: Jurek (10), Ogórek (17), Chmiel (20), Małkowski (40), Janusz (54) – Jastrzembski (61).
Tabele i wyniki rozgrywek znajdziecie TUTAJ
Sponsorem tytularnym rozgrywek jest Firma InterHall.







