Dwa niemal bliźniacze trafienia autorstwa Kacprów: Sadlaka i Klekota, okazały się „zabójcze” dla Patryka Szczuki. W Tarnowskich Górach piłkarzom i kibicom gospodarzy spadł kamień z serca.
Damian Rasak, Marius Olsen, Sebastian Milewski, a przede wszystkim Jakub Kokosiński – to ci piłkarze w ostatnich paru kolejkach nadawali wyraz GieKSiarskim rezerwom w meczach I Ligi Śląskiej-InterHall. W sobotnie popołudnie w Katowicach świętowano jednak 30-lecie „sztamy” kibicowskiej z Banikiem Ostrawa (padł oczywiście „urodzinowy” remis, bo inaczej być nie mogło), więc nie tylko każdy, kto żyw z szerokiej kadry ekstraklasowej wezwany został na jubel przez trenera Rafała Góraka, ale jeszcze i „rezerwista” Robert Skowronek zaliczył występ w pierwszym zespole.
Kacprów trzech
W tej sytuacji na murawę w Tarnowskich Górach wybiegła jedenastka gości mocno różniąca się od tej wystawianej przez Adriana Napierałę przez ostatnie tygodnie. I trochę niespodziewanie nie poradziła sobie w „Srebrnym Grodzie”! Podopieczni Krzysztofa Górecko potrafili już urywać punkty wyżej notowanym ekipom, ale wciąż nie znali smaku zwycięstwa w tym sezonie.
Do soboty. Dwa niemal bliźniacze trafienia – po uderzeniach z około 25. metra – autorstwa Kacprów: Sadlaka i Klekota, okazały się „zabójcze” dla Patryka Szczuki. Odpowiedzi gości – przynajmniej tej bramkowej – nie było. Tym samym Tarnogórzanie cyfrę „zero” w rubryce „wygrane” zamienili na „jedynkę”. Natomiast nie kończyli spotkania w pełni szczęśliwi: nie wiadomo, czy do dyspozycji szkoleniowca będzie trzeci Kacper – Piekarski, który musiał przedwcześnie opuścić murawę z powodu kontuzji.
Przyprawili gościom rogi
Zaczęliśmy od największej niespodzianki minionego weekendu. Poza GieKSiarzami, szeroko rozumiana czołówka tabeli radziła sobie więcej niż przyzwoicie. Porażka Spójni Landek-Jasienica w Bielsku-Białej niespodzianką nie jest: „rezerwiści” Podbeskidzia – nawet grając w nieco mniej „pierwszoligowym” składzie, niż to miało miejsce tydzień wcześniej – w tym sezonie są bardzo solidną ekipą. – A jednak szkoda tego meczu – wzdychał w rozmowie z portalem „Sportowe Beskidy” trener gości, Łukasz Biliński. – Mieliśmy swoje momenty, dobrze graliśmy, ale straciliśmy dwie bramki po stałych fragmentach – dodawał. Nie bez racji; dwa dośrodkowania z rzutów rożnych na gole zamieniali głową Klaudiusz Jurek i Krzysztof Twardosz. I to wystarczyło „góralom” spod Dębowca i Szyndzielni do wygranej.
Kto, jeśli nie on?
„Górale” ustrońscy pod Równicę i Czantorię wracali natomiast bez punktów. Obserwatorzy ich występu w Radzionkowie zwracali uwagę na to, że najczęstszym zwrotem, używanym przez ich trenera było słowo „zjazd”. – I trudno odnieść inne wrażenie, skoro poprzedni mecz przegraliśmy 0:8. Jeżeli masz stracone 26 bramek w 10 kolejkach, to trzeba nad czymś pracować, coś poprawiać – mówił nam Michał Pszczółka po końcowym gwizdku. Jego zespół pracowicie budował zasieki przez własnym polem karnym, zbierał większość tzw. drugich piłek (co podkreślał szkoleniowiec), nawet czasem przekraczał linię środkową (- Brakowało nam jakości w wyprowadzaniu kontr; nie kończyliśmy ich, niestety, bramkami – dodawał opiekun Kuźni), ale wymarzonego 0:0 do końcowego gwizdka nie dowiózł.
– Jak już miał nam ktoś strzelić, to choć tyle dobrze, że zrobił to „Suro” – prezes Ustronian, Marek Matuszek, który na obiekcie przy Knosały spotkał niegdysiejszego rywala z boisk ligowych, Mariana Janoszkę, przywoływał ksywkę autora jedynego gola w tym spotkaniu. Kamil Surowiec ostatnie dwa lata grał w Kuźni. – Oj, można się w Ustroniu zakochać. Ja się zakochałem, choć przecież przez cały ten czas tylko tam dojeżdżałem z Czeladzi – zaznaczał stoper Ruchu.
Traktat o dobrej robocie
Jego gol też padł po rzucie rożnym. Jak? Nie wiemy tego my – bo „kocioł” w polu karnym przyjezdnych był ogromny; i nie wie sam autor trafienia. – Spadła mi piłka pod nogę. Wcześniej się trochę poodbijała. Jakiś ping-pong był, nawet nie wiem, czy na sam koniec, już po moim strzale, jeszcze od Piotrka Kwaśniewskiego się nie odbiło – zastanawiał się głośno radzionkowski obrońca. Generalnie skromny jest: ledwie cztery gole, stracone do tej pory przez „Cidry” w 11 meczach, sprowadza głównie do klasy… kapitana drużyny. – Klucz do tej skuteczności w obronie? Duże doświadczenie Tomka Harmaty i komunikacja między nami – wyjaśnia. – Szkoda tylko, że wciąż mamy problemy z przodu. Klarujemy sobie sytuacje, ale brakuje ostatniego podania. Cóż, trzeba trenować; może w końcu „puści”… – podkreślał „Suro”, dla którego było to pierwsze trafienie w tym sezonie. Poprzednie, jeszcze w barwach Kuźni, zaliczył w czerwcu, w… Radzionkowie (Ruch wygrał wtedy 2:1). – Czekałem, czekałem, i… akurat trafiło na Kuźnię – uśmiechał się Surowiec, który – z racji szacunku dla poprzedniego klubu – nie fetował gola.
– Uff… – odetchnął głęboko po końcowym gwizdku Marcin Trzcionka. – Przeciwnik stał bardzo nisko, ale my i tak budowaliśmy nasze akcje dobrze. Za to mieliśmy problem w detalach z ich wykończeniem. Brakowało ostatniego podania, tego „serwisu” w pole karne. Trochę lepsze decyzje, ciut więcej jakości indywidualnej – i bramek byłoby więcej. Najważniejsze jednak, że są trzy punkty. Dobra robota całego zespołu! – bił brawo przy otwartej kurtynie.
Tygodniowy hat-trick Podlesianki
W niskiej obronie stała też Victoria Częstochowa w meczu przy Sołtysiej. Pierwszego w tym sezonie gola ta taktyka podopiecznym Przemysława Mizgały jeszcze nie przyniosła, ale stracili tylko dwa gole – najmniej ze wszystkich dotychczasowych spotkań. – Wiedzieliśmy, że goście skupią się na bronieniu całą jedenastką; że będą z dużą dyscypliną bronić i szukać szans na kontry. Udało się nam zdominować ten mecz, z posiadaniem piłki bliskim pewnie 90 procent. Brakło nam jednak skuteczności i to z tego powodu możemy to spotkanie nazwać „trudnym”. Mogliśmy zamknąć szybciej wynik, ale nie będziemy rozdzierać szat z powodu wygranej 2:0 – zastrzegał trener Podlesianki, Dawid Brehmer. I przypominał, że w ciągu ośmiu dni jego podopieczni wygrali trzy mecze, nie tracąc w nich gola (4:0 wyjazdowe derby z Rozwojem, pucharowe 2:0 z rezerwami Ruchu, no i sobotnie zwycięstwo z ligowym outsiderem).
– Owszem, długo biliśmy głową w mur, ale tak naprawdę liczy się głównie zwycięstwo – wyjaśnia Mateusz Wacławski. Autorowi drugiej bramki nie brakło ani umiejętności przewidywania, ani zimnej krwi. – Najpierw dobrze przeczytałem intencje zawodnika rywali w środku pola – że będzie podawać do stopera. Podał za lekko, więc przejąłem piłkę i skończyłem skutecznie akcję „sam na sam” – cieszył się Katowiczanin.
Choć do Podlesia przyjechała „czerwona latarnia” tabeli, trochę się gospodarze na skromne zwycięstwo musieli napracować
Zderzenie ze ścianą
Ekipa z Sołtysiej się męczyła na boisku. Lekko, łatwo i przyjemnie wygrał za to lider, choć zadanie – przynajmniej teoretycznie – miał trudne. Drama to zespół nieobliczany: zarówno pozytywnie (wyjazdowe 4:0 ze Spójnią i 4:1 z Szombierkami), ale – na nieszczęście Dariusza Dwojaka – również negatywnie. „Zderzyliśmy się z betonową ścianą. Wszelkie próbny przejścia defensywy przeciwnika paliły na panewce. A rywal bezlitośnie wykorzystał wszystkie nasze błędy” – tak, w trzech zdaniach, skomentowano w Zbrosławicach porazkę z liderem z Turzy Śląskiej. I wystarczy gadania…
Walka o podium
Za plecami Turzan utrzymał się czechowicki beniaminek, który ponownie zebrał plony za walkę do końca i… „o jeden dzień dłużej”. Niedawno w doliczonym czasie zdobył zwycięskiego gola w potyczce z Rozwojem, teraz – za sprawą Filipa Gajdy – wyszarpał punkt w domowym meczu z Polonią Łziska Górne. W przymiarkach w konstrukcję bramki było 1:1; na poprzeczkę Łukasza Karolika w 1. połowie, po przerwie strzałem w słupek odpowiedział Piotr Strączek.
Kiedy na kwadrans przed końcem wynik w końcu otworzył Stanisław Obermajer, wprowadzony z ławki (na dodatek próbujący go powstrzymać Adrian Pindera doznał poważnie wyglądającej kontuzji) wydawało się, że Piotr Mrozek wreszcie wygra pierwszy mecz ligowy po przekorczeniu 300 spotkań w roli trenera Polonii. Nic z tych rzeczy wszakże. W 94. minucie piłka uderzona z 12. metraz przez rezerwowego Filipa Gajdę, przełamała ręce Kacpra Dany i na tablicy rzeczywiście zaświecił się rezultat 1:1. Gra się do końca!
Bramka w 90. minucie – a więc na sam koniec – ekipie Decoru Bełk nie dała ni satysfakcji, nie punktów. Rezerwy Niebieckich – pokonane tydzień wcześniej w lidze przez Spójnię, a w potem – w Pucharze Polski przez Podlesiankę – wróciły tym samym na zwycięską ścieżkę i… na podium w tabeli.
Siła w stałych fragmentach
Najładniejsze trafienie minionej kolejki padło być może w Siewierzu – mowa o golu Jakuba Siwka z rzutu wolnego, pieczętującym wysoką wygraną gospodarzy. Przemszy nie tylko udało się zbudować na swym stadionie prawdziwą twierdzę, jeszcze w tym sezonie niezdobytą, ale też przyzwyczaić swych kibiców do efektownych spotkań. W każdym z nich miejscowi strzelali co najmniej trzy gole (!) i ten trend utrzymali również w starciu z Rozwojem. – Wiedzieliśmy, że mamy mocne stałe fragmenty i właśnie nimi „naruszyliśmy” przeciwnika – cieszył się Mateusz Piątkowski. Dwie pierwsze bramki rzeczywiście były konsekwencją dograń w pole karne przeciwnika właśnie z rzutów wolnych, a potem – skutecznego zebrania przez miejscowych tzw. drugich piłek i ponowienia centry. – Dobrze że po przerwie udało się „dobić” rywali, bo to nie zawsze jest takie oczywiste. Nawet przy tak wysokim prowadzeniu mecze czasem się całkiem odwracają – dodawał piłkarz gospodarzy, a zgadzał się z nim jego boiskowy kolega. – Wykorzystaliśmy to, co mamy najlepsze: stałe fragmenty ustawiły spotkanie. Wynik ostatecznie jest bardzo okazały. No i ważne, że zagraliśmy na zero z tyłu – cieszył się w rozmowie z klubową telewizją Dominik Chmielewski.
Siewierska lekcja tego, jak wykonywać rzuty wolne
Tekst: Dariusz Leśnikowski
11.kolejka I Ligi Śląskiej-InterHall
PRZEMSZA SIEWIERZ– ROZWÓJ KATOWICE 4:0 (3:0)
Bramki: Skibiński (7), Błaszkiewicz (9), Piątkowski (40), Siwek (51. wolny)
DRAMA ZBROSŁAWICE – UNIA TURZA ŚLĄSKA 1:5 (0:3)
Bramki: Ochwat (53) – Pawełek (9), Kucharski (19, 32), Moneta (57), Oślizlok (73)
PIAST II GLIWICE – SZOMBIERKI BYTOM 2:3 (0:1)
Bramki: Żak (48. karny), Orlikowski (78) – Moritz (32), Chrabąszcz (57), Sadzawicki (85)
RUCH II CHORZÓW – DECOR BEŁK 3:1 (1:0)
Bramki: Magusiak (45), Dyduch (69), Łukowiak (89) – Gruszecki (90)
PODBESKIDZIE II BIELSKO-BIAŁA – SPÓJNIA LANDEK-JASIENICA 2:0 (2:0)
Bramki: Jurek (22), K. Twardosz (38)
RUCH RADZIONKÓW – KUŹNIA USTROŃ 1:0 (0:0)
Bramka – Surowiec (82)
MRKS CZECHOWICE-DZIEDZICE – POLONIA ŁAZISKA GÓRNE 1:1 (0:0)
Bramki: Gajda (90+4) – Obermajer (75)
PODLESIANKA KATOWICE – VICTORIA CZĘSTOCHOWA 2:0 (1:0)
Bramki: Grzeszczyk (5), Wacławski (70)
GWAREK TARNOWSKIE GÓRY – GKS II KATOWICE 2:0 (2:0)
Bramki: Sadlak (22), Klekot (34)
Tabele i wyniki rozgrywek znajdziecie TUTAJ
Sponsorem tytularnym rozgrywek jest Firma InterHall.







