Maleje liczba drużyn, które po sześciu kolejkach pochwalić się mogą mianem „niepokonanej” w tegosezonowych rozgrywkach I Ligi Śląskiej-InterHall.
W sobotę z tego grona ubyli „rezerwiści” Podbeskidzia. Wyzwanie mieli jednak znaczące: w Turzy Śląskiej musieli stawić czoła gospodarzom, którzy – po początku sezonu, rozegranych „na hamulcu ręcznym”, na dobre podkręcili manetkę gazu i zanotowali właśnie czwartą wygraną z rzędu!
Główka pracuje
Bartłomiej Socha, trener Turzan, w przeddzień konfrontacji z „Góralami” obchodził 45. urodziny. Była więc okazja do sprawienia mu boiskowego prezentu – i taką właśnie jego opcję (miast znanej z futbolowego żartu wersji: „Ale myśmy trenerowi już zegarek kupili…”) wybrali zawodnicy Unii. I nawet nie zamierzali specjalnie długo trzymać swego szkoleniowca w niepewności. Już po kwadransie mieli na koncie dwa gole, a okoliczności ich zdobycia prowadzą do wniosku, że – po pierwsze – warto mieć w ekipie (złotą) Monetę, po drugie – bramki zdobywa się wtedy, gdy „główka pracuje”.
Łukasz Moneta – przecież z dużym doświadczeniem z boisk ekstraklasowych i pierwszoligowych – udowodnił, że „nóżka wciąż podaje”. Jego dwie centry z rzutów rożnych trafiały na głowy – odpowiednio – Jakuba Pawełka i Mateusza Słodowego. Różnica w wykończeniu polegała na tym, że ten pierwszy skierował piłkę bezpośrednio do siatki (to już jego ósme trafienie w tym sezonie!), ten drugi natomiast odegrał ją do Kamila Kucharskiego, i dopiero on – też głową – podwyższył prowadzenie gospodarzy. – Początku nie mieliśmy dobrego. Silny fizycznie zespół gospodarzy swoje walory wykorzystywał, a my graliśmy trochę na stojąco – przyznawał w rozmowie z portalem Sportowe Beskidy trener gości, Tomasz Górkiewicz.
Swej szansy w powietrznych walkach szukał też doświadczony Marcin Oślizlok, ale po jego strzałach głową bramkarz Tomasz Lach zdołał interweniować skutecznie. Podobnie jak po przeciwnej stronie Grzegorz Drazik. Doświadczony golkiper Unii uderzenie Oliwiera Zemanka kapitalnie sparował na słupek, a potem na linii bramkowej złapał odbitą od niego piłkę!
– Po zmianie stron byliśmy bardziej zaangażowani w grę i to zasługuje na pochwałę – podkreślał Górnikiewicz. – „Swego” dopięliśmy golem kontaktowym. Szkoda, że padł tak późno… – wzdychał trener Podbeskidzia II. Zdobył go Damian Chmiel i Bielszczanie poderwali się jeszcze w poszukiwaniu wyrównania. To była jednak woda na młyn dla gospodarzy, którzy wyprowadzili skuteczną kontrę, zamkniętą „na wślizgu” przez Maksymiliana Rogułę.
Krótkie podsumowanie zwycięskiego meczu Unii oczami jubilata, Bartłomieja Sochy.
Raz, a dobrze!
Po tej wygranej Turzanie przez kilka godzin byli nawet liderem tabeli. Zluzowali ich w tej roli radzionkowianie, którzy – nader oszczędni w ofensywnych środkach wyrazu – imponują bardzo szczelną defensywą. – Chłopcy są bardzo odpowiedzialni w swej grze. Realizują doskonale to, o czym rozmawiamy i co ćwiczymy na treningach. Wiedzą, że jeżeli Ruch będzie dobrze bronił, to z przodu mamy na tyle otwartych zawodników, iż jesteśmy w stanie strzelać gole. A najważniejsze, żeby w każdym meczu było ich co najmniej o jednego więcej, niż zdoła strzelić nam przeciwnik – tak trener Marcin Trzcionka charakteryzował postawę swych podopiecznych u progu sezonu. I znów trafił w punkt. W derbowym spotkaniu przy Modrzewskiego, gdzie gościom zazwyczaj trudno było o punkty, do wygranej wystarczyła im jedna – za to koronkowa i skuteczna – akcja. Centrował Mateusz Pietryga, głową odgrywał Daniel Bolacki, a uderzeniem w okienko bramki Szombierek popisał się Szymon Siwy. Jego imiennik, Szymon Buszka, był bezradny, ale w kilku następnych akcjach uchronił swój zespół przed utratą kolejnych goli.
Piłeczka chodziła jak po sznurku, a całość wykończył Szymon Siwy!
Role odwróciły się po zmianie stron; tym razem więcej pracy miał Tomasz Broniszewski. Już po raz piąty jednak udało mu się – dzięki wspomnianej odpowiedzialności w grze całej drużyny (Bytomianie uparcie wrzucali piki w „szesnastkę”, z czego jednak nic nie wynikało) – zachować czyste konto. A potem – co widać poniżej – Radzionkowianie długo fetowali zwycięstwo ze swymi kibicami, którzy jak zawsze licznie wspierali żółto-czarnych.
Zaplanowana na najbliższą sobotę przy Knosały rywalizacja najskuteczniej ofensywy I Ligi Śląskiej-InterHall (Unia Turza) z najszczelniejszą defensywą („Cidry”) zapowiada się pasjonująco!
Liderzy kroczą równo
Żółto-czarni z Radzionkowa noc z soboty na niedzielę spędzili w fotelu lidera, ale układ niedzielnych przedpołudniowych spotkań zwiastował możliwość jego utraty. I tak się stało. Powrócił nań czechowicki beniaminek, który w bardzo trudnym spotkaniu w Katowicach poradził sobie z rezerwami GieKSy. Nie po raz pierwszy w tym sezonie „zabójczy” dla rywali okazał się duet Daniel Iwanek (asysta) – Piotr Strączek (autor jedynego gola).
W Chorzowie tymczasem padła jeszcze jedna niepokonana do tej pory ekipa. Mecz z „rezerwistami” Ruchu zaczął się znakomicie dla gospodarzy: głową daj jej prowadzenie Adrian Dąbrowski. Do gości szczęście uśmiechnęło się pół godziny później: Michał Szromek wykorzystał nieporozumienie między bramkarzem Marcelem Potocznym a Kamilem Lipińskim i doprowadził do wyrównania. – A potem przeciwnik miał jeszcze świetną sytuację przy stanie 1:1 – przypominał trener gospodarzy, Ireneusz Psykała, krytycznie patrząc na grę swej drużyny. – To był nasz nierówny mecz, słabszy jeśli chodzi o jakość naszej gry.. Brakowało nam płynności, a w związku z tym okazji bramkowych – podkreślał. A my dodajmy, że jego podopiecznych we wspomnianej przez niego groźnej akcji ratowała poprzeczka po zagraniu Michała Chmielewskiego i… pomyłka Szromka przy dobitce.
Wiele wskazywał na to, że mecz zakończy się remisem, a ten wynik w zasadzie nie krzywdził żadnej ze stron. A jednak w samej końcówce – któryż to już raz – Niebiescy zadali rywalowi cios. – Mieliśmy w tym meczu ciężki moment, ale pozbieraliśmy się i wygraliśmy. Wybrałem ryzykowny wariant, ale byłem pewny swego. Wiedziałem, że to trafię! – mówił w rozmowie z klubowymi mediami Maciej Muskietorz, który strzałem pod poprzeczkę po asyście innego gracza wprowadzonego z ławki, Szymona Bąka. – Jeśli taki mecz przepycha się przy słabszej dyspozycji to znaczy, że buduje się ciekawy zespół – zatarł ręce trener Psykała.
Odczarowane boisko
Do bardzo szerokiej czołówki, z bardzo nieznacznymi różnicami punktowymi (lidera od siódme ekipy dzielą ledwie cztery „oczka”), w miniony weekend doszlusowała Spójnia Landek. Podopieczni Łukasza Bilińskiego zdobyli wreszcie pierwsze w tym sezonie punkty na własnym boisku i strzelili na nim pierwsze gole. W ekipie z Podbeskidzia wciąż jednak mocno siedzi wspomnienie o niedawnej klęsce ze Zbrosławiczanami (0:4), bo od nawiązania do tamtego meczu podsumowanie potyczki z rezerwami Piasta zaczął jej szkoleniowiec. – Zagraliśmy dużo lepiej niż w ostatnim meczu z Dramą – przekonywał na łamach „Sportowych Beskidów” trener Biliński. – Cieszymy się z drugiego z rzędu zwycięstwa (w środę jego podopieczni w Częstochowie rozgromili miejscową Victorię 6:1 – dop. aut.), ale samo spotkanie mogliśmy „zamknąć” dużo szybciej, bo były ku temu okazje – zaznaczał. Gliwicka młodzież walczyła do końca, a po golu kontaktowym Dominika Żaka z 11. metra (faulował Mateusz Letkiewicz) końcówka meczu była dość nerwowa. Ostatecznie jednak Spójnia zdołała dowieźć korzystny rezultat do końcowego gwizdka.
Do trzech razy sztuka! Landeczanie wreszcie „odczarowali” swój stadion.
Derby mają swoje prawa!
Wspomniana Drama – po wygranej w Landeku – zdawała się być „na właściwym kursie”, wygrała bowiem i kolejne spotkanie, w środę z Piastem II. Hat tricka jednak nie udało się jej zaliczyć. Choć do Ptakowic, gdzie grają na co dzień podopieczni Dariusza Dwojaka, przyjechali piłkarze Gwarka i – uprzedźmy fakty – przedłużyli do 450 minut swą serię bez zdobytego gola, wynik daleki był od oczekiwań gospodarzy. Bohaterami obu ekip zostali bramkarze: Damian Skowronek u gospodarzy i Daniel Kandziora u gości. Głównie dzięki ich postawie – a najlepsze okazje mieli Grzegorz Ochwat po stronie Dramy i Kacper Sadlak w ekipie Gwarka – mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Jak widać, derby – niezależnie od klasy rozgrywkowej – wciąż rządzą się swoimi prawami. Podopieczni Krzysztofa Górecko (ukarany został dwiema żółtymi kartkami i w 39. minucie opuścić musiał ławkę przyjezdnych) na razie zdobyli tylko dwa punkty, oba wszakże kosztem przeciwników z powiatu tarnogórskiego (Ruch i Drama). Co więcej: zbrosławiczan wyrzucili też za burtę rozgrywek o Poltent Puchar Polski na szczeblu Podokręgu Bytom Śl.ZPN!

Fot. LKS Drama Zbrosławice / OSA Kadry Dramowe / Oglądając te kadry, nie można mieć wątpliwości, że to były derby!
Sześć goli i… obustronna gorycz
Sąsiadami Gwarka w dolnym rejonie tabeli były ekipy Rozwoju i Kuźni. I wiele się w tej materii nie zmieni, bo w Katowicach ekipy podzieliły się punktami, stwarzając pełne emocji widowisko, przy którym wynik „bujał się od ściany do ściany”. Na trafienie Bartłomieja Ślosarczyka dla gości, tuż przed przerwą i tuż po przerwie ze stałych fragmentów gry odpowiadał Patryk Gembicki (sam sobie „jedenastkę” na początku 2. połowy wywalczył). Potem to goście (występujący bez kontuzjowanych: Kamila Turonia, Krzysztofa Przydacza, Pawła Brzóski i Mykoły Buia) dwukrotnie pokonali Bartosza Golika, gospodarzom udało się jednak raz jeszcze wyrównać. – Mecz był szalony, moim zdaniem zasługiwaliśmy w nim na 3 punkty! – zaznaczał autor dubletu dla miejscowych. – Fajnie jednak, że odrobiliśmy wynik. Myślę, że takimi powrotami – jak ze stanu 0:1 i 2:3, gdy stwarzaliśmy sytuacje i zdobywaliśmy bramki – powinniśmy się napędzać na następne kolejki. Choć końcowy rezultat nie jest korzystny, ważny punkt zostaje na Asnyka – dodawał „Czesio”.
Było nieco – jak słychać – goryczy w obozie Rozwoju, była też w ekipie ustrońskiej. – Rozczarowanie jest oczywiste, bo kolejny raz na samym finiszu tracimy bramkę – analizował dla „sportowebeskidy.pl” trener Kuźni, Michał Pszczółka. – Często rozmawiamy o koncentracji, a ona i tak gdzieś ucieka, i momentami brakuje też odpowiedzialności. Można było takiego scenariusza zdecydowanie uniknąć! – podkreślał.

Fot. KS Rozwój Katowice / Katowiczanie walczyli – jak widać – do upadłego. Dla młodej (i coraz młodszej…) drużyny z Asnyka każda zdobycz jest arcyważna.
Tekst: Dariusz Leśnikowski
6.kolejka I Ligi Śląskiej-InterHall
GKS II KATOWICE – MRKS CZECHOWICE-DZIEDZICE 0:1 (0:0)
Bramka – Strączek (59)
RUCH II CHORZÓW – PRZEMSZA SIEWIERZ 2:1 (1:1)
Bramki: Dąbrowski (2), Muskietorz (88) – Szromek (32)
SZOMBIERKI BYTOM – RUCH RADZIONKÓW 0:1 (0:1)
Bramka – Siwy (11).
UNIA TURZA ŚLĄSKA – PODBESKIDZIE BIELSKO-BIAŁA 3:1 (2:0)
Bramki: Pawełek (2), Kucharski (15), Roguła (89) – Chmiel (87)
SPÓJNIA LANDEK – PIAST II GLIWICE 3:2 (1:0)
Bramki: Czader (19), Paszek (73), Misala (77) – Starobrat (59), Żak (85. karny)
VICTORIA CZĘSTOCHOWA – POLONIA ŁAZISKA GÓRNE 0:5 (0:3)
Bramki: Flak (15), Długosz (26, 65), Mann (40), Pipia (80)
DRAMA ZBROSŁAWICE – GWAREK TARNOWSKIE GÓRY 0:0
ROZWÓJ KATOWICE – KUŹNIA USTROŃ 3:3 (1:1)
Bramki: Gembicki (42. wolny, 48. karny), Zieliński (88) – Ślosarczyk (18), Fabian (65), Kaczmarczyk (82)
DECOR BEŁK – PODLESIANKA KATOWICE 1:1 (1:0)
Bramki: Siejak (11) – Grzeszczyk (55)
Tabele i wyniki rozgrywek znajdziecie TUTAJ
Sponsorem tytularnym rozgrywek jest Firma InterHall.







