W okrojonym składzie przystąpili do rundy rewanżowej śląscy pierwszoligowcy. Emocji jednak na jej inaugurację nie zabrakło; podobnie jak pięknych goli i niespodzianek.
Dla Kibiców Klubów z tego szczebla rozgrywek mamy doskonałą wiadomość – wracamy z naszym Magazynem ze skrótami meczów! Wypatrujcie go już niebawem. Klubom serdecznie dziękujemy za entuzjastyczne podejście do tematu i przesyłanie materiałów filmowych.
Wracając do meczów. Nie ma w lidze zespołu zdecydowanie przewyższającego resztę. Stawka jest wyrównana, często decyduje dyspozycja dnia – mówił przed pierwszym wiosennym gwizdkiem trener Polonii Łaziska Górne, Piotr Mrozek. To były prorocze słowa, znalazły potwierdzenie w 18. kolejce I Ligi Śląskiej – InterHall.
Lider się potknął!
Niespodziewanego pogromcę znalazł mistrz jesieni. Katowiczanie miała na koncie serię dziesięciu ligowych zwycięstw, a porażki – zresztą jedynej w rundzie jesiennej – nie pamiętali najstarsi górale: miała miejsce jeszcze w sierpniu, w Landeku. Jej pierwszy w tym roku rywal – czyli Victoria – kończyła za to jesień passą sześciu kolejnych przegranych, w których straciła aż 26 goli! W tej sytuacji faworyta – jak się wydawało – wskazać nie było trudno. Tymczasem…
– Dobrze weszliśmy w mecz, 1. połowa była fajna w naszym wykonaniu, ale nie wykorzystaliśmy w niej m.in. sytuacji „jeden na jeden”. Prowadzenie objęliśmy zaraz po przerwie, a potem mieliśmy jeszcze niezłe okazje i można było zamknąć mecz – ze słów Roberta Łysika, członka trenerskiego duetu lidera tabeli, wynikało, że w Częstochowie goście bliscy byli podtrzymania wspomnianej zwycięskiej serii. Potem jednak zdarzyły się rzeczy zupełnie nieoczekiwane. – Najpierw gospodarze wyrównali po wrzucie z autu i zamieszaniu w naszym polu karnym. W naszej grze pojawiło się dużo chaosu i nerwowości, a Victoria potrafiła to wykorzystać.Chcieliśmy bowiem bardzo zdobyć zwycięską bramkę, tymczasem ją straciliśmy w doliczonym czasie, nadziewając się na kontrę – tłumaczy nasz rozmówca. Ze spokojem jednak podchodzi do końcowego wyniku. – Byliśmy zadowoleni z okresu przygotowawczego, więc traktujemy ten wynik jako wypadek przy pracy – podkreśla.
Daaaawno już nie oglądano przy Krakowskiej w Częstochowie takich obrazków!
Gramy do końca, czyli zdROWe podejście
Katowiczanie pozostali liderami, ale… mogą tę pozycję stracić za tydzień. Będą bowiem – wobec absencji Orła Łękawica w rundzie wiosennej – pauzować, w piątek zagrają jedynie kontrolne spotkanie w Pcimiu z tamtejszą Pcimianką. ROW 1964 Rybnik zaś w ten weekend pokonał wysoko notowaną Spójnię Landek, przeskoczył w tabeli pauzujące rezerwy Rakowa (w sparingu pokonały 4:0 ekipę Pniówka Pawłowice, po dwoch golach Davida Kabali oraz trafieniach Jakuba Loręckiego i Huberta Szulca) i zmniejszył dystans do przodownika do dwóch punktów!
Wygrana z ekipą trenera Patryka Pindla nie przyszła jednak rybniczanom łatwo. Na trafienie Pawła Mandrysza z końcówki 1. połowy (poprzedzone zresztą strzałem w poprzeczkę autorstwa Kamila Turonia, gracza Spójni), na kwadrans przed upływem 90 minut odpowiedział Miłosz Misala, wieńcząc długi raj z piłką, i wszystko wskazywało na podział punktów. Nie chciał się jednak z takim scenariuszem pogodzić rezerwowy Jakub Szczepanik – jego trafienie… półprzewrotką w ostatnich sekundach regulaminowego czasu gry dało gospodarzom wygraną! – Nie było łatwo. Przejście z szybkich, sztucznych nawierzchni, na których graliśmy zimą, na naturalną, grząską murawę, zawsze zmienia tempo gry. Takie boisko sprzyja drużynie, która się broni – tłumaczył obraz meczu Ołeksandr Szeweluchin, który dwa miesiące wcześniej zastąpił Piotra Mandrysza na trenerskiej ławce rybniczan. – Trochę szczęście się do nas uśmiechnęło, ale jak się walczy do samego końca, to w końcu te drzwi się otwierają – dodawał w rozmowie z serwisem rybnik.com.pl.
– Podlesianka, ROW czy Raków II – każdy mecz jest ciężki. Czasem żartuję, że ta liga wygląda jak ekstraklasa w Gruzji. Brakuje tylko czasem trochę kibiców na trybunach – krótko przed wznowieniem rozgrywek pomocnik Spójni, Giorgi Merebaszwili, porozmawiał z serwisem Podokręgu Bielsko-Biała Śl.ZPN. Były reprezentant Gruzji, któremu w tym roju stuknie „czterdziestka”, i jego landeccy koledzy musieli być zachwyceni frekwencją i dopingiem w Rybniku: wiosenna pogoda przyciągnęła na trybuny sporo osób. I tylko wynik niesatysfakcjonujący… – Zabrakło piłkarskiego szczęścia, bo zagraliśmy dobre zawody. Niewykorzystane okazje się na nas zemściły, ale możemy wracać z podniesioną głową – mówił Patryk Pindel serwisowi „Sportowe Beskidy”.
Tak padł zwycięski gol dla nowego wicelidera tabeli. (Źródło: rybnik.com.pl)
Z tarczą z wyjazdów
Landeczanom punkty uciekły w ostatnich sekundach. Ich „sąsiad zza miedzy” w doliczonym czasie gry zgarnął natomiast komplet punktów. Kuźnia była zdecydowanym faworytem w meczu w Tarnowskich Górach; Gwarek to przecież czerwona latarnia tabeli, zimą przegrał wszystkie sparingi. – Ale to nie jest ta sama drużyna, co na jesień. Spodziewaliśmy się, że nie będzie to łatwa przeprawa dla nas – podsumowywał daleką wyprawę trener ustrońskiego ligowca, Karol Sieński. Zadowolony z pierwszej połowy, drugą będzie musiał potraktować jako ważną lekcję dla podopiecznych. – Wdaliśmy się niepotrzebnie w grę rywala, byliśmy podrażnieni, gra była szarpana – tłumaczył „Sportowym Beskidom”. Ostatecznie jednak szczęście uśmiechnęło się do jego zespołu. Po faulu na Davidzie Jamesie, rzut karny pewnie wykorzystał Kamil Szlufarski.
Warto odnotować debiut w ekipie spod Równicy Zbigniewa Wojciechowskiego, mającego za sobą występy m.in. w pierwszoligowym GKS-ie Katowice. Po raz pierwszy w koszulce Kuźni pokazał się także francuski napastnik Bambo Toure.
Trudno też nazwać „udaną” jesień w wykonaniu piłkarzy Rozwoju Katowice. Wiosnę zespół Rafała Bosowskiego też zaczął od potknięcia, chociaż… – Fajnie weszliśmy w ten mecz. Dużo pressowaliśmy, atakowaliśmy, zazębiały się akcje, były sytuacje – mówił w rozmowie z klubowymi mediami Daniel Kaletka, pomocnik Katowiczan. Te sytuacje to m.in. rzut karny, zmarnowany przez Maksymiliana Zielińskiego w 17. minucie. Kilka chwil później Mateusz Rzeszowski dał jednak gospodarzom prowadzenie. – A potem stało się coś, co musimy sobie wyjaśnić. Oddaliśmy pole Decorowi… – wzdychał Kaletka. Goście wyrównali po rzucie wolnym, mocne słowa w przerwie w katowickiej szatni nie odniosły efektu, a w 2. połowie ekipa z Bełku bez większego trudu – dzięki dwóm skutecznym kontrom – zgarnęła komplet „oczek”. To było jej piąte ligowe zwycięstwo z rzędu! – Dysponujemy silną i wyrównaną kadrą, zbilansowaliśmy zimą różnicę między siłą ofensywną i defensywną, jaką mieliśmy w poprzedniej rundzie. Jeżeli kontuzje będą nas omijały, powinniśmy rywalizować z każdym przeciwnikiem o pełną pulę – mówił przed inauguracją wiosny trener Decoru, Dariusz Kłus, a jego podopieczni potwierdzili to na murawie.
Fot. KS Rozwój Katowice / Miłe złego początki – Mateusz Rzeszowski urwał się obrońcom gości i dał Rozwojowi prowadzenie. Potem jednak strzelali już tylko zawodnicy z Bełku.
Dublet na urodziny
W Zbrosławicach, w starciu dwóch sąsiadów w tabeli, lepsi okazali się gospodarze, którym trzy punkty zapewnił… stoper, Robert Boryczka. Sprawił sobie tym samym (spóźniony o jeden dzień) prezent na 27. urodziny, a tymi, którzy mu fundament tych goli precyzyjnymi dograniami zbudowali, byli Kamil Siudak i Jakub Siwek. W ekipie Łaziszczan warto odnotować występ Jacka Jarnota, którego jesienią mocno brakowało na czwartoligowych boiskach. Gola dla Polonii – choć bez pełnej satysfakcji, jedynie na otarcie łez – zdobył debiutujący w jej szeregach Dominik Dobosz.

Fot. OSA Kadry Dramowe / LKS Drama Zbrosławice / Oba trafienia Roberta Boryczki były bardzo efektowne.
Wyjazd na piątkę
Najwięcej goli w pierwszej wiosennej kolejce obejrzeli kibice na stadionie w Turzy Śląskiej. Część z nich – ta sympatyzująca z gospodarzami – nie miała jednak z tego tytułu powodów do radości; cieszyli się za to fani przyjezdnych. Ruch – mimo straty w zimowej przerwie kilku znaczących postaci – zdołał aż pięciokrotnie trafić do siatki Unii. Sygnał do ataku po rzucie rożnym dał jeden z „nowych” w ekipie „Cidrów”, Tymon Sobek, kierując piłkę do siatki po rzucie rożnym. – Wiedzieliśmy że w tym meczu będzie dominować szybki atak i stałe fragmenty gry w naszym wykonaniu. Poświęciliśmy na to na treningach w minionym tygodniu mnóstwo czasu i udało się nam wykorzystać sytuacje – radował się opiekun gości, Marcin Trzcionka. Radzionkowianie rzeczywiście dokładali kolejne trafienia po szybkich wyjściach z własnej połowy. – Strzeliliśmy pięć bramek, a mieliśmy jeszcze dwie-trzy kolejne klarowne sytuacje, żeby wynik podwyższyć. Szkoda, że Danielowi Bolackiemu nie udało się ustrzelić hat-tricka, miał ku temu okazje – wzdychał Trzcionka. Pieczęć na wygranej postawił nowy (po odejściu Bartłomieja Gwiaździńskiego) kapitan „Cidrów”, Tomasz Harmata. Stoper z zimną krwią przynależną rasowemu łowcy goli wykorzystał okazję sam na sam z bramkarzem gospodarzy.
Ruch wygrał w ten sposób drugie w tym sezonie spotkanie wyjazdowe. Czekał na ten moment od… 9 sierpnia ub. roku. Po zwycięstwie 4:0 w Tarnowskich Górach, z kolejnych wypraw przywiózł tylko jeden remis i sześć porażek!
Siedem goli z Turzy Śląskiej w krótkiej filmowej migawce.
Tekst: Dariusz Leśnikowski
18. kolejka I Ligi Śląskiej – InterHall
VICTORIA CZĘSTOCHOWA – PODLESIANKA 2:1 (0:0)
Bramki: Nurek (70), Krawczyk (90+2) – Wacławski (50)
DRAMA ZBROSŁAWICE – POLONIA ŁAZISKA GÓRNE 2:1 (1:0)
Bramki: Boryczka (39, 53) – Dobosz (80)
ROW 1964 RYBNIK – SPÓJNIA LANDEK 2:1 (1:0)
Bramki: Mandrysz (43), Szczepanik (90) – Misala (74)
ROZWÓJ KATOWICE – DECOR BEŁK 1:3 (1:1)
Bramki: Rzeszowski (23) – Rasek (45+1), Musiolik (54), Piwczyk (64)
GWAREK TARNOWSKIE GÓRY – KUŹNIA USTROŃ 1:2 (1:1)
Bramki: Szlęk (38) – Przydacz (14), Szlufarski (90+4. karny)
UNIA TURZA ŚLĄSKA – RUCH RADZIONKÓW 2:5 (1:3)
Bramki: Szymura (22), Pawełek (67) – Sobek (10), Bolacki (15, 53), Piontek (45), Harmata (61)
SZOMBIERKI BYTOM – PRZEMSZA SIEWIERZ – przełożony na 18.04.
RAKÓW II CZĘSTOCHOWA – ORZEŁ ŁĘKAWICA 3:0 wo.
ZNICZ KŁOBUCK – PIAST II GLIWICE 0:3 wo.
Tabele i wyniki rozgrywek znajdziecie TUTAJ
Sponsorem tytularnym rozgrywek jest Firma InterHall.








