Za pierwszoligowcami już niemal jedna trzecia sezonu, coraz wyraźniej rysuje się dystans między czołówką a strefą stanów średnich i niskich ligowej tabeli.
Wyjąwszy incydentalne niespodzianki – w tej kolejce jedna się zdarzyła – wyżej notowane zespoły zazwyczaj stają na wysokości zadania i dobrze wywiązują się z roli faworyta. Ot, choćby Unia, która nie sprawia wrażenia, jakby tej jesieni miała się dać komuś zatrzymać. Właśnie wygrała ósmy mecz w tym sezonie – a szósty z rzędu, i trzyma się na czele.
Nos rutyniarza
Tym razem na „specyficzne” – jak mawia spora grupa ligowych trenerów – boisko w Turzy Śląskiej (nie chodzi wyłącznie o jego wymiary, ale także – tej jesieni – o stan murawy…) przyjechała Przemsza. Siewierzanie – po kolejnej rewolucji kadrowej – nie są już (jak w ostatnich dwóch sezonach) chłopcami do bicia. Ekipie Bartłomieja Sochy też się postawili. Gospodarze okazji bramkowych mieli więcej, ale nim udało się im pokonać fantastycznie spisującego się między słupkami bramki gości Piotra Paliwodę, mocno zdenerwował ich Jakub Siwek. To po jego strzale, zblokowanym połowicznie przez Eryka Pielę, piłka trafiła w poprzeczkę bramki gospodarzy!
Ci decydujący cios zadali tuż przed przerwą. Absolutnie bezcenne okazało się w tym momencie wielkie doświadczenie byłego króla snajperów tego szczebla, Marcina Oślizloka. To właśnie jemu nie zabrakło strzeleckiego nosa (czy – mówiąc ładniej – instynktu łowcy bramek), gdy przyszło mu dobić do siatki piłkę odbitą od słupka po „centrostrzale” Mateusza Słodowego. Ten ostatni mógł – powinien! – też wpisać się do protokołu, w doliczonym czasie drugiej połowy. Zazwyczaj pewnie egzekwuje „jedenastki”, tym razem jednak przegrał pojedynek ze wspomnianym Paliwodą, dla którego nie była to pierwsza w tym sezonie zwycięska próba tego typu (strzał Turzanina „złapał w zęby”). Marne to było jednak pocieszenie dla gości, bo – prócz trzech punktów – stracili też ukaranego w tej akcji czerwoną kartką Michała Mikołajczyka, winowajcę rzutu karnego.
Lider zwycięski, choć sporo napracować się na te trzy punkty musiał.
Nowy prezes, stare kłopoty
Osiem wygranych ma na swym koncie także depczący Turzanom po piętach czechowicki beniaminek. Ich wyjazd do Częstochowy – jak się spodziewano – był bez historii. Victoria może i walczyła ambitnie, jak w wielu wcześniejszych grach, ale na razie jeszcze do rywali na tym szczeblu rozgrywkowym sporo jej graczom brakuje. Warto jeszcze zauważyć, że między słupkami bramki gospodarzy zabrakło tym razem Oskara Kubika, niedawno „namaszczonego” na walnym zebraniu członków klubu na stanowisko prezesa. Cudów jednak u progu swej kadencji zdziałać nie mógl… Po drugiej stronie barykady odnotować trzeba dwa dublety. Interesujący jest zwłaszcza ten autorstwa Huberta Szatanika; nie tylko dlatego, że w ten sposób otwarł swój dorobek strzelecki w tym sezonie, ale również z racji dwóch przytomnych asyst Pawła Szumińskiego.
Dziesięciu wspaniałych
Z podium „spadły” w ten weekend rezerwy Ruchu. W nieco niecodzienny sposób – zaznaczmy. Bo o ile wyjazdowa porażka ze Spójnią nie jest niespodzianką, to już jej okoliczności – i owszem. Ledwie po kwadransie gry wychodzącego na czystą pozycję Kacpra Dyducha faulem zatrzymał Michał Bojdys. Sytuacja była na tyle oczywista, że czerwona kartka dla stopera gospodarzy nie wzbudziła niezdrowych emocji. – Od tego momentu gra odbywała się przy naszej inicjatywie, ale nie udawało się nam sfinalizować żadnej akcji – podkreślał w rozmowie z klubowymi mediami trener Niebieskich, Ireneusz Psykała, wymieniając dobre okazje Kamila Lipińskiego, Filipa Kędziery i Adriana Dąbrowskiego.
Chorzowska młodzież pudłowała lub przegrywała z bramkarzem gospodarzy. Jak grać ze stuprocentową skutecznością, pokazał jej więc Giorgi Merebaszwili. – Choć miał w zasadzie przegraną pozycję, przepchał się sprytnie i uderzył szpicem – opisywał okoliczności trafienia Gruzina trener przyjezdnych. W 2. połowie jego podopieczni znów bili głową w mur. Landeczanie zaś – skupieni na defensywie – wykorzystali jeden z niewielu stałych fragmentów, by podwyższyć prowadzenie: Mateusz Letkiewicz uczynił to po dograniu z rzutu rożnego. – Pokazaliśmy charakter. Wykorzystaliśmy swoje momenty. Widać flow u zawodników; widać, że im zależy. Rodzi się coraz lepsza drużyna – w rozmowie z portalem Sportowe Beskidy zacierał ręce Łukasz Biliński, trener Spójni. Dla jego ekipy była to trzecia wygrana z rzędu, dzięki czemu przeskoczyła ona w tabeli swego sobotniego rywala.
Ruch okazji do rehabilitacji szukać będzie już we wtorek, w półfinałowym boju Pucharu Polski na szczeblu podokręgu Katowice. – Chcemy się tym meczem odbudować – zapowiada Ireneusz Psykała przed wyprawą na Sołtysią. – Celem musi być nie tylko rozegranie dobrego spotkania, ale i zwycięstwo.
Derby jednostronne
Wywołana w ten sposób „do tablicy” Podlesianka ma jednak bardzo podobne zamierzenia. Zespół duetu trenerskiego Dawid Brehmer – Robert Łysik już w piątkowy wieczór zademonstrował wyraźną zwyżkę formy. W derbach (południowych) Katowic – prowadzonych przez ekstraklasowego sędziego, Mateusza Piszczeloka! – po pięciu ligowych grach bez zwycięstwa, nie dał żadnych szans Rozwojowi. – Byliśmy w mocnym impasie psychologicznym, więc przedmeczowy tydzień poświęciliśmy na mocny „reset” w tym względzie – wyjaśniał kibicom Podlesianki w rozmowie z klubowymi mediami trener Brehmer.
Katowickie derby były mocno jednostronne
Scenariusz potyczki ustawił szybki (5. minuta) gol Szymona Zielonki. Wychowanek… Rozwoju, który piłkę w jego barwach kopał przez ponad dziesięć lat, począwszy od 6. roku życia, po zmianie stron skompletował dublet. Podobnym wyczynem popisał się Alan Lubaski, a nie od rzeczy będzie dodać, że w trzech z czterech trafień Podlesianki „maczał palce” duet Przemysław Żemła – Adam Żak. Czwarte wypracował Łukasz Grzeszczyk, wykładając Lubaskiemu piłkę „na tacy”. Kapitan gospodarzy – był to jego 100. występ w jej szeregach – w ten sposób „odkupił winy” za zmarnowany wcześniej rzut karny. – Karny był dobrze uderzony, piłka trafiła jednak w słupek. Cóż, zdarza się, nie mamy żadnych zastrzeżeń do strzelca. Tym niemniej pamiętamy, że to niepierwsza zmarnowana w tym sezonie przez nas „jedenastka” (wcześniej z 11. metra nie zdołali zdobyć gola Adam Żak i Alan Lubaski – dop. aut.). Ważne jednak, że zespół dobrze na tę sytuację zareagował – podkreślał Dawid Brehmer.
A sam egzekutor? Więcej mówił raczej o wadze wygranej, niż o pechowym strzale. – Spadł kamień z serca, bo od kiedy tutaj jestem, to był pierwszy tak ciężki moment drużyny i tak długa seria gier bez zwycięstwa – zaznaczał przed kamerami klubowej telewizji doświadczony pomocnik.
Łukasz Grzeszczyk podsumowuje sto meczów w barwach Polonii.
Na pewniaka
Zmarnowany karny nie miał znaczenia dla wyniku katowickich derbów. W Radzionkowie „wapno” okazało się natomiast decydujące. Ledwie pół minuty po wejściu na boisko w „szesnastce” Polonii Łaziska Górne sfaulowany został Marcin Kowalski. – Rzut karny bezdyskusyjny. Popełniliśmy juniorski błąd w zachowaniach taktycznych i indywidualnych – przyznawał trener gości, Piotr Mrozek.
Problem gospodarzy polegał na tym, że „Kowal” zmienił na murawie „etatowego” egzekutora karnych, Szymona Siwego! W tej sytuacji odpowiedzialność wziął na swe barki inny rezerwowy. – Strzelałem w tygodniu karnego w meczu pucharowym (ćwierćfinał na szczeblu podokręgu Bytom, Ruch wygrał z Sokołem Zbrosławice 6:1 – dop. aut.). Zakończył się bramką, więc niejako naturalne było to, że gdy zabrakło wykonawcy numer jeden, podjąłem się wyzwania – mówił nam Dominik Piotrowski, który – jak przyznawał – z ciężarem wykonywania „jedenastek” mierzył się już wcześniej w juniorskim zespole Piasta Gliwice. Dlatego, mimo wielkiej wagi tej sytuacji, nie zawahał się ani przez moment. – Kiedy sędzia zapytał mnie, czy strzelę, na pewniaka odpowiedziałem, że tak – młody skrzydłowy zdradzał treść boiskowych „pogaduszek”, zazwyczaj niedostępnych dla kibiców.
– Z przebiegu gry: mecz remisowy, jedynie z zalążkami sytuacji z jednej i drugiej strony – oceniał cytowany już trener gości. – Mam natomiast zastrzeżenia do tego, że zostaliśmy wykartkowani przez sędziego, choć w równie oczywistych przewinieniach tych kartek nie było dla rywali, na co zwracali przecież uwagę również kibice – dodawał Piotr Mrozek. Jego podopieczni rzeczywiście nazbierali całkiem sporo upomnień sędziowskich. Dawid Kaszok nawet dwa, i kilka ostatnich minut Łaziszczanie grali w osłabieniu. – Jesteśmy jednak ambitnymi ludźmi i mimo takich przeciwności wciąż będę powtarzać, że gramy w tym sezonie o awans. W „budżetowej układance” nie stać nas na topowe transfery. Merytorycznie stać nas natomiast na to, by wciąż wyszukiwać fajnych chłopaków, chcących się u nas rozwijać. I takowych mamy – zapewnił.
Z wielkim spokojem podszedł do „wapna” Dominik Piotrowski.
Gospodarska „remontada”
W Radzionkowie dramaturgii nie brakowało, choć padła ledwie jedna bramka. W Bełku było ich aż pięć i śmiało napisać można: „działo się”. Spotkały się dwie ekipy, które go tego momentu nie zaznały jeszcze smaku zwycięstwa. Przez długi czas wydawało się, że z impasu skuteczniej wyjdą goście: dwa gole w niespełna pięć minut dawały im znakomitą pozycję wyjściową. Gospodarzom udało się jednak zdobyć bramkę kontaktową „do szatni”, a po zmianie stron konsekwentnie – i skutecznie, jak się okazało – szukali kolejnych bramek. Gościom zaś w paru momentach brakło piłkarskiej jakości, by sfinalizować dobre okazje i być może pojechać do domu nawet z pełną pula. Decor wygrał zatem po raz pierwszy w tym sezonie, a Tarnogórzanie – obok Victorii – wciąż pozostają zespołem bez zwycięstwa.
Ochwat na schwał!
Kiedy na wstępie napisaliśmy o niespodziance, która się zdarzyła w tej kolejce, mieliśmy na myśli wydarzenia przy Modrzewskiego. Szombierki do tej pory grywały co prawda w „kratkę”, ale jednak jawiły się faworytem z równie chimeryczną Dramą. Zbrosławiczanie wszakże raz na parę tygodni potrafią sprężyć się na maksa. Tak było w wyjazdowym meczu ze Spójnią (wygranym 4:0), tak było i w Bytomiu. Po raz kolejny świetne zawody zagrał Grzegorz Ochwat. W dobrym samopoczuciu nie przeszkodziła mu nawet zmarnowana „jedenastka”: w 37 minucie sam dobił piłkę, odbitą wcześniej przez niedawnego kolegę, Szymona Buszkę. Po zmianie stron dubletem błysnął z kolei Bartłomiej Pankowski, najpierw efektownie golkipera „Zielonych” lobując, a potem skutecznie dobijając odbitą przez niego piłkę po uderzeniu Pawła Żaka.
Niespodzianki ostatecznie nie było w starciu rezerw w Katowicach, choć przez jakiś czas się na nią zanosiło. Niżej notowani Gliwiczanie dwukrotnie wychodzili na prowadzenie, w końcu jednak ekstraklasowa jakość zawodników gospodarzy – poza Damianem Rasakiem i Jakubem Kokosińskim, którzy strzelali gole, grali także m.in. Marius Olsen i Sebastian Milewski – wzięła górę.
Między nami, góralami
Przy „rezerwistach” pozostajemy i na samym finiszu. Kuźnia Ustroń – też jeden z rozczarowanych pierwszej ćwiartki sezonu – w minionym tygodniu wsparła trenera Michała Pszczółkę nowym członkiem sztabu: rolę asystenta przejął Marek Makarewicz (dotąd m.in. Orzeł Kozy, Zapora Wapienica, Rekord Bielsko-Biała, Beskid Godziszka, Bory Pietrzykowice, Maksymilian Cisiec). Debiut rozszerzonej kadry trenerskiej okazał się jednak katastrofą. Co prawda Bielszczanie przywieźli pod Równicę mocny skład i byli faworytem, ale tego, że w każdej połowie zaaplikują gospodarzom cztery gole, nawet oni się nie spodziewali! – Ciężko o takim meczu powiedzieć coś sensownego, wszystko mówi wynik. My zrobiliśmy swoje – krótko na łamach serwisu „sportowebeskidy” zauważył trener gości, Tomasz Górkiewicz. Wspomniany Michał Pszczółka właściwie nie mógł mieć wiele do dodania. – Rywala mieliśmy mocnego, to fakt,. Ale żadne to dla nas usprawiedliwienie. Zagraliśmy poniżej możliwości – podsumował opiekun Kuźni.
Tekst: Dariusz Leśnikowski
10.kolejka I Ligi Śląskiej-InterHall
ROZWÓJ KATOWICE – PODLESIANKA KATOWICE 0:4 (0:2)
Bramki: Zielonka (5, 63), Lubaski (28, 79)
SPÓJNIA LANDEK-JASIENIA – RUCH II CHORZÓW 2:0 (1:0)
Bramki: Merebaszwili (33), Letkiewicz (65)
DECOR BEŁK – GWAREK TARNOWSKIE GÓRY 3:2 (1:2)
Bramki: Krakowczyk (45, 79), Siejak (58) – Sadlak (18. karny), Siga (22)
UNIA TURZA – PRZEMSZA SIEWIERZ 1:0 (1:0)
Bramka – Oślizlok (43)
VICTORIA CZĘSTOCHOWA – MRKS CZECHOWICE-DZIEDZICE 0:4 (0:2)
Bramki: Strączek (2, 62), Szatanik (24, 60)
RUCH RADZIONKÓW – POLONIA ŁAZISKA GÓRNE 1:0 (0:0)
Bramka – Piotrowski (81. karny)
GKS KATOWICE II – PIAST II GLIWICE 3:2 (1:2)
Bramki: Rasak (24), Kokosiński (67), Birówka (70) – Jurczyga (7), Orlikowski (44)
KUŹNIA USTROŃ – PODBESKIDZIE II BIELSKO-BIAŁA 0:8 (0:4)
Bramki: Wojciechowski (8), Ogórek (34), Turoń (36. samob.), Jurek (39), Takač (62), Hirosawa (63), K. Twardosz (70), Wiesner (75)
SZOMBIERKI BYTOM – DRAMA ZBROSŁAWICE 1:4 (1:2)
Bramki: Sobotka (33) – Ochwat (6, 37), Pankowski (52, 75)
Tabele i wyniki rozgrywek znajdziecie TUTAJ
Sponsorem tytularnym rozgrywek jest Firma InterHall.







