Spodziewaliśmy się, że niezwykle wyrównana będzie tegosezonowa stawka w I Lidze Śląskiej – InterHall. I jest! Po dwóch kolejkach tylko trzy drużyny nie straciły jeszcze punktów, ale Szombierki i rezerwy GKS-u dopiero w ten weekend włączyły się do gry.
W tej sytuacji na czele – chyba niespodziewanie, choć doświadczonych graczy w jego szeregach nie brak – ligowy nowicjusz z Czechowic-Dziedzic. Słowo „nowicjusz” oczywiście niekoniecznie pasuje do klubu, który w przeszłości (fakt, że odległej) występował nawet na trzecim froncie, a w XXI wieku połowę ćwierćwiecza spędził na obecnym poziomie rozgrywkowym; faktem jest natomiast, że dwa minione sezony spędził „piętro niżej”. Wrócił jednak i na razie odsyła z kwitkiem przeciwników, dla których I Liga Śląska to bynajmniej nie pierwszyzna. Po wygranej z Dramą, tym razem podopieczni Tomasza Fijaka przywieźli komplet punktów z boiska „rezerwistów” Piasta. Do zwycięstwa – jak tydzień wcześniej – starczył im jeden gol, zdobyty po kontrze przez Błażeja Kokota, dobrze obsłużonego przez Konrada Bukowczana. Gliwiczanie na to trafienie nie byli w stanie odpowiedzieć. Ba; przegrać mogli wyżej, ale Piotr Strączek i Hubert Szatanik „pocelowali” wyłącznie w słupki, miast do siatki, a Adam Grygier bezpośrednio z rzutu wolnego przymierzył w poprzeczkę! Warto przypomnieć, że drużyna MRKS-u zwycięską serię buduje również w Pucharze Polski (na razie na szczeblu Podokręgu Bielsko-Biała): w środę, po hat tricku Piotra Strączka uzupełnionym bramką Grygiera, pokonała 4:0 Sokół Zabrzeg.
To był iście wesoły autobus czechowickiego beniaminka!
Obustronny niedosyt
Szansę na fotel lidera zmarnowały obydwa Ruchy. Drugiej drużynie Niebieckich – też przecież beniaminkowi – zabrakło pięciu minut, by dowieźć do końcowego gwizdka prowadzenie w starciu z innym nowicjuszem, „rezerwistami” Podbeskidzia. – Gdy gol dla przeciwnika pada w końcówce, to zawsze jest niedosyt. Patrząc jednak na przebieg gry, Podbeskidzie miało kilka czystych sytuacji i mogło wygrać – tak jak my prowadząc mogliśmy podwyższyć na 2:0, bo mieliśmy klarowne okazje. Summa summarum, z boiska ten wynik jest sprawiedliwy – tak trener gospodarzy, Ireneusz Psykała, oceniał spotkanie chorzowian z „góralami” w wypowiedzi dla klubowych mediów. Jego podopieczni długo prowadzili, po trafieniu 18-letniego Krystiana Rakowskiego, pozyskanego z KS Wasilków. Goście jednak – jako się rzekło – doprowadzili do wyrównania, po skutecznie wyegzekwowanym przez doświadczonego Damiana Chmiela (sam wcześniej miał „setkę”) rzucie rożnym, zamienionym na gola przez Bartosza Ogórka. I… również schodzili z boiska z poczuciem niedosytu. – Uważam, że bardziej zasłużyliśmy na komplet punktów. Kreowaliśmy sytuacje częściej, natomiast ciągle musimy wystrzegać się błędów, które okazują się kosztowne – z lekką nutką goryczy Tomasz Górkiewicz, szkoleniowiec bielszczan, dzielił się swymi refleksjami z portalem „sportowebeskidy.pl”.
Za miesiąc w ramach Betclic 1. Ligi na Stadionie Śląskim zagrają pierwsze zespoły Ruchu i Podbeskidzia. Wstępem do tej rywalizacji była sobotnia potyczka „rezerwistów”.
Najpierw derby, potem… Bundesliga
Remis przyniosła też wyprawa Ruchu Radzionków „za miedzę”, czyli do Tarnowskich Górach. W dwóch ostatnich sezonach goście wywozili ze „Srebrnego Miasta” komplet punktów, i to zazwyczaj bez większych problemów (2:0 i 4:0). Już jednak wiosenne starcie, rozstrzygnięte przy Knosały golem w doliczonym czasie gry (1:0), kazało z ostrożnością podchodzić do prognoz głoszących kolejne zwycięstwo „Cidrów”. I słusznie! Do opisu całego spotkania wystarczy kilka zdań komentarza trenera gości. – Szanujemy ten punkt, bo graliśmy z zespołem dużo lepszym niż w tamtym sezonie. Widać rękę trenerów Górecki i Cymerysa; Gwarek był dobrze poukładany w obronie niskiej. Nie strzeliliśmy mu bramki, nie udało nam się ta sztuka mimo licznych sytuacji, choć sama nasza gra wyglądała… średnio. Ale w perspektywie całego sezonu może być tak, że ten punkt bardzo nam się przyda! – ocenił Marcin Trzcionka, który – ciekawostka – w ramach podglądania lepszych w niedzielę wybrał się na mecz… 2. Bundesligi między Energie Cottbus a Hannoverem 96! Obserwatorzy potyczki w Tarnowskich Górach wspominają o umiejętnie ustawionym przez gospodarzy „autobusie”, ale też zaznaczają, że gdyby w 2. minucie Piotr Kwaśniewski z pięciu metrów trafił do siatki miejscowych, Gwarek nie mógłby przez kolejnych 89 minut wdrażać w życie swej taktyki. Niewiele zresztą brakowało, by przyniosła ona Tarnogórzanom pełną satysfakcję: w samej końcówce zmarnowali kontrę „trzech na dwóch”!
Drama(ty) w końcówce
Wspomnieliśmy już na wstępie – w kontekście doświadczonych ligowców, ogranych przez czechowiczan – o Dramie Zbrosławice. Ta łatka „doświadczonego zespołu” – według słów trenera Dariusza Dwojaka – jest nieco na wyrost. – Na kolejny mecz wychodzimy pięcioma-sześcioma młodymi chłopakami, musimy się więc jeszcze trochę uczyć. Z kolejki na kolejkę będziemy jednak budować drużynę, jaką chciałbym widzieć – mówi nam szkoleniowiec gospodarzy. Ów brak rutyny kosztował jego zespół utratę punktów. – Jasne, że jak strzelasz gola w 92 minucie, to z remisu się cieszysz. Ale z przebiegu meczu można było pokusić się o zwycięstwo. Podlesianka nie stworzyła sobie klarownych sytuacji, gole strzeliła po naszych błędach, gdy nieumiejętnie wybijaliśmy piłkę z naszego pola karnego.

Fot. OSA Kadry Dramowe / W ten sposób Filip Kotalczyk zdobył gola na 1:1.
Wynik gospodarzom dwukrotnie ratował Filip Kotalczyk, odpowiadając w ten sposób na dwa trafienia Alana Lubaskiego. Drugiego gola zdobył już w doliczonym czasie gry i nikt nie przypuszczał, że po nim może zdarzyć się jeszcze cokolwiek, co arbiter musiałby odnotowywać w protokole. A jednak… Wprowadzony na boisko w 85. minucie Marek Ptak najpierw upomniany został żółtą kartką, a gdy z sytuacji wywiązała się sprzeczka, arbiter ukarał go „czerwienią” za tzw. grube słowo. – Cóż, moim zdaniem sędzia nie powinien dopuścić do popychania naszego zawodnika przez jednego z rywali. Marek jest jednym z moich „żołnierzy”, który w takich momentach zawsze staje w pierwszym szeregu – trochę przekornie, bez złości na podopiecznego, mówił trener Dwojak.
„Mów mi tato”
W tym sezonie w I Lidze Śląskiej-InterHall mamy trzy ekipy z Katowic. Podlesianka zremisowała; wygrał w debiucie na tym szczeblu drugi zespół GKS-u Katowice. Klęskę w Turzy Śląskiej poniósł natomiast odmłodzony zespół Rozwoju, dla którego również był to pierwszy w tym sezonie występ ligowy. – Chcemy dawać szansę chłopakom z naszej akademii i pomagać im spełniać piłkarskie marzenia. Nie znajdziecie Rozwoju w rubryce „transfery przychodzące”. Wszyscy w klubie pracujemy po to, by w rubryce „transfery wychodzące” było jak najwięcej naszych wychowanków, gotowych na kolejne piłkarskie wyzwania – przypominał przed meczem trener gości, Rafał Bosowski. Jego mało doświadczonych podopiecznych dopadł dodatkowo pech: po pierwszym kwadransie stracili 16-letniego Oliwiera Szymkowiaka, po drugim – starszego o cztery lata Mateusza Rzeszowskiego. Gdy tuż po zmianie stron rutynowani gospodarze podwyższyli prowadzenie, katowicka młodzież już nie była w stanie nie tylko skutecznie odpowiedzieć, ale i zewrzeć szeregów, by odeprzeć ataki miejscowych.
Rutyna, która dała pewne zwycięstwo Turzanom, okazała się też atutem Szombierek. Jedną z bramek strzelił Michał Chrabąszcz, ale postacią numer jeden – prawdziwym motorem napędowym „Zielonych” – był 38-letni Marcin Wodecki, przez którego przechodziła większość ofensywnych akcji Bytomian. I to on właśnie asystował przy trafieniu Piotra Golki – chłopaka pozyskanego z rezerw GKS-u Katowice, dwukrotnie młodszego od „Pszczółki”! „Mówi mi tato” – mógłby sobie śmiało zażartować wszędobylski napastnik Szombierek.

Fot. GKS Szombierki Bytom / Marcin Wodecki (na pierwszym) planie, mimo 38 lat, wciąż jest nie do upilnowania dla rywali.
Wiele wskazuje na to, że przy Modrzewskiego rozpoczynają budowanie piłkarskiej twierdzy; bardzo trudno zapewne – choćby ze względu na specyfikę stadionu – komukolwiek powalczyć tu o dobry wynik. W ubiegłym sezonie bardzo trudno było zdobyć obiekt w Landeku. Tym razem jednak padł on już przy pierwszym podejściu, a trzy punkty do domu zabrała stąd odnowiona Przemsza Siewierz. Miejscowi przed pierwszym gwizdkiem anonsowali w mediach społecznościowych zakontraktowanie mającego drugoligowe doświadczenie bramkarza Podbeskidzia, Krystiana Wieczorka. I stanął od między słupkami bramki Spójni, ale bohaterem spotkania był jego vis-a-vis. – W pierwszej połowie gospodarze zagrażali naszej bramce, w grze utrzymywał nas Piotek Paliwoda – trener Przemszy, Adrian Pasieka, przywoływał nazwisko swego golkipera. Największej sztuki dokonał on w 43. minucie, broniąc rzut karny w wykonaniu Daniela Paszka! – Mamy duży niedosyt; mieliśmy karny i przynajmniej trzy klarowne okazje – przypominał opiekun gospodarzy, Łukasz Biliński. A że niewykorzystane sytuacje się w mszczą, w końcówce decydujący cios zadali goście. – Zmiennicy, którzy weszli, zrobili swoją robotę; w zasadzie to oni dali nam te trzy punkty – zaznaczał snajper Przemszy, Damian Adamiecki. A trener przyjezdnych opisywał okoliczności zwycięskiego trafienia. – Mateusz Adamczyk zdecydował się na strzał, nastąpił szczęśliwy rykoszet od Michała Szromka no i… są trzy punkty – cieszył się bardzo Pasieka.
– Cóż, to był mecz z gatunku „kto strzeli, ten wygra”. Ta sztuka udała się rywalowi, ale z przebiegu gry byliśmy drużyną, która stworzyła więcej sytuacji i nie zasłużyliśmy na porażkę – oceniał Biliński.
Wiosną powody do takiej radości piłkarze Przemszy mieli w I Lidze Śląskiej tylko raz. Teraz, gdy odnieśli drugie w tym roku zwycięstwo ligowe, zapozowali z uśmiechami na twarzach.
Zrób to sam
Smutek zatem w Landeku, radość – w nieodległym Ustroniu. Tym bardziej, że Kuźnia przywiozła komplet punktów z Bełku, gdzie Decor bywa nieobliczalny. – Bardzo chcieliśmy się zrehabilitować za porażkę w 1. kolejce – przyznawał w rozmowie ze „Sportowymi Beskidami” trener ekipy spod Równicy, Michał Pszczółka. – Tym bardziej więc zwycięstwo ma słodki smak – dodawał. Bezbłędnym – jak zwykle – egzekutorem „jedenastki” okazał się Bartłomiej Ślosarczyk, który wcześniej ją sobie wywalczył, trochę na zasadzie zaczerpniętej z legendarnego programu Adama Słodowego „Zrób to sam”. Na tego gola miejscowi jeszcze znaleźli odpowiedź. Po trafieniu Macieja Kaczmarczyka w 84. minucie – wcześniej obronę Decoru „rozklepali” Wojciech Pisarek i Mykoła Bui – spuścili jednak głowy…
Tekst: Dariusz Leśnikowski
2. kolejka I Ligi Śląskiej-InterHall
DECOR BEŁK – KUŹNIA USTROŃ 1:2 (0:1)
Bramki: Joachim (71) – Ślosarczyk (12. karny), Kaczmarczyk (84)
UNIA TURZA ŚL. – ROZWÓJ KATOWICE 4:0 (1:0)
Bramki: Pawełek (28, 67), Roguła (46), Kucharski (75)
GKS II KATOWICE – POLONIA ŁAZISKA GÓRNE 2:0 (1:0)
Bramki: Birówka (2. karny, 55. karny)
RUCH II CHORZÓW – PODBESKIDZIE II BIELSKO-BIAŁA 1:1 (1:0)
Bramki: Rakowski (39) – Ogórek (84)
PIAST II GLIWICE – MRKS CZECHOWICE-DZIEDZICE 0:1 (0:1)
Bramka – Kokot (40)
DRAMA ZBROSŁAWICE – PODLESIANKA KATOWICE 2:2 (0:0)
Bramki: Kotalczyk (78, 90+2) – Lubaski (64. karny, 82)
SPÓJNIA LANDEK-JASIENICA – PRZEMSZA SIEWIERZ 0:1 (0:0)
Bramki: Adamczyk (81)
SZOMBIERKI BYTOM – VICTORIA CZĘSTOCHOWA 3:0 (1:0)
Bramki: Wojdas (5), Chrabąszcz (65), Golka (80)
GWAREK TARNOWSKIE GÓRY – RUCH RADZIONKÓW 0:0
Tabele i wyniki rozgrywek znajdziecie TUTAJ
Sponsorem tytularnym rozgrywek jest Firma InterHall.







