Na Srebrnej wciąż pamiętają „Mimiego”… czyli o bogatej historii 80-letniej Unii Racibórz

27 cze 2026

80 lat temu, w kwietniu 1946 roku, zaczęła się w Raciborzu polska część historii futbolu w tym mieście. Swój pierwszy mecz – jeszcze przed oficjalnym ukonstytuowaniem się zarządu nowego stowarzyszenia – rozegrali miejscowi pasjonaci piłki kopanej.

Wszyscy związani byli z Zakładem Elektrod Węglowych działającym od 1895 (do dziś) w dzielnicy Płonia, w języku niemieckim noszącej nazwę Plania. I takie miano nadano futbolowej drużynie, która w historycznym spotkaniu mierzyła się z Silesią Lubomia.

Racibórz po zakończonej niewiele wcześniej II wojnie światowej znalazł się w granicach Polski. Po przetoczeniu się przez miasto Armii Czerwonej, niemal 80 procent jego zabudowy zamieniło się w ruiny. Wspomniany ZEW – wcześniej Siemens Planiawerke Aktiengesellschaft fur Kohlenfabrikate – został zniszczony w 60 procentach, a duża część instalacji technologicznych została wywieziona przez Sowietów. Nie było natomiast przypadku w tym, że futbol okazał się ważny dla mieszkańców zrujnowanego miasta. Dość powiedzieć, że to właśnie tutaj, w 1903, powstał pierwszy na Górnym Śląsku oficjalnie zarejestrowany klub piłkarski, SV Ratibor.

Plania – jeszcze pod tą nazwą – zakwalifikowała się w 1947 do klasy A, by dwa lata później – po kilkumiesięcznym okresie bycia Chemikiem – zostać Zakładowym Klubem Sportowym Unia. I choć parokrotnie od tego momentu zmieniały się „przedrostki” i formy działania, nigdy słowo „Unia” z nazwy klubu już nie zniknęło!

„Krzyżacy” w podróżach

Nie da się ukryć, że w wielu miejscach w Polsce patrzono na nas dziwnie, gdy spiker na stadionie w Krośnie, Krakowie, Mielcu, Tarnowie, Poznaniu, Kaliszu, Bydgoszczy i Gdyni odczytywał przed meczem nasz skład… – Hubert Kostka, mistrz olimpijski z 1972 i legenda Górnika Zabrze, jeszcze wiele dekad po okresie, w którym przyszło mu bronić (dosłownie, między słupkami) barw Unii Racibórz (1958-1960), uśmiecha się na wspomnienie min kibiców w tychże ośrodkach, do których jego ówczesna drużyna zjeżdżała na mecze o mistrzostwo drugiej ligi piłkarskiej. Manfred, Ginter, Konrad, Joachim, Rainhold, Helmut, Zygfryd, a nawet Lothar, Wilhelm czy Kurt (no i Hubert oczywiście…) – choć „władza ludowa” w wielu innych przypadkach i miejscach na powojennej mapie Polski administracyjnie wymazała już z aktów urodzenia i dowodów osobistych takie „niemieckie naleciałości”, przymusowe polonizowanie imion zawodników z Raciborza ominęło.  Ba; niektórym – jak Ginter Michalski (choć w reprezentacyjny protokół jednak wpisywano jako „Stefana”) czy Manfred Urbas – dane było nawet zakładać koszulkę z orzełkiem w kategoriach juniorskich! Nie wpływało to jednak na sposób przyjęcia, z jakim Unia spotykała się w wielu zakątkach kraju. „Szkopy”, „Szwaby” czy „Krzyżacy” – takie okrzyki z trybun były na porządku dziennym. Raciborzanie zaś nie kryli się z tym, że – urodzeni i wychowani jeszcze za czasów przynależności miasta do III Rzeszy – znają język niemiecki. Pyszna anegdotka, przytoczona przez Adreasa Rima („75 lat Unii Racibórz: Ludzie, fakty, epizody”), sięga roku 1961 i wyjazdu na drugoligowe spotkanie z Arkonią. Kiedy w restauracji hotelowej w Szczecinie goście dostrzegli napis „Wir sprechen Deutsch” („Mówimy po niemiecku”), zamówienia przekornie składać zaczęli w języku, którym mówili przez kilka-kilkanaście lat swego dzieciństwa.

Tak w swych najlepszych latach strzelał gole dla Unii Ginter Stefan Michalski /  Fot. archiwum prywatne.

 Młodociana wichura znad Odry

Obecność Michalskiego czy Urbasa w gronie polskich kadrowiczów bynajmniej nie była przypadkowa. W połowie lat 50. raciborska młodzież zupełnie niespodziewanie dwukrotnie sięgnęła po sięgała po mistrzostwo Polski juniorów! W obu przypadkach finałowe zmagania organizowane były na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu, choć w różnych formułach. W 1954 osiem zespołów grało systemem „każdy z każdym”, a decydujące dla rozdziału dwóch czołowych miejsc okazało się zwycięstwo Unii – prowadzonej przez Karola Mroczkowskiego – z Szombierkami (wówczas pod tymczasowym szyldem Górnik). Dwa lata później na tym samym obiekcie Raciborzanie powtórzyli tamten sukces, tym razem ogrywając inny zespół bytomski, Polonię. Rok później z kolei tę samą Polonię – tyle że już w wymiarze seniorskim, z gwiazdami pokroju Jana Luberdy czy Kazimierza Trampisza – Unia ograła w Pucharze Polski. Katem polonistów okazał się 18-letni zaledwie wówczas wspomniany już Manfred Urbas (zwany przez kumpli „Mimi”, największa naonczas – a może i w całej jej historii – gwiazda raciborskiej piłki. Trzykrotnie pokonał wspomnianego Skromnego, przecież reprezentanta kraju!

W ćwierćfinale zjechała do Raciborza sosnowiecka Stal (dziś Zagłębie), której bramki strzegła jedna z ikon zagłębiowskiej piłki, Aleksander Dziurowicz. Urbasa i spółki nie zatrzymał; sosnowiczanie – wg relacji medialnych walczący z rywalem, własną niemocą i… aurą („Szalejąca nad Raciborzem wichura psuła wszystkie zamierzenia zawodników”) – opuszczali boisko ze zwieszonymi głowami. A sześciotysięczna publika – z gronem unijnych gołowąsów – świętowała kolejne niespodziewane zwycięstwo! Warto podkreślić, że – w odróżnieniu od rywali – raciborzanie grę w piłkę łączyli z codzienną kilkugodzinną pracą. – Ja byłem zatrudniony w ZEW (Zakład Elektrod Węglowych – dop. aut.), dopiero po zmianie mogłem iść na trening – wspominał po latach jeden z uczestników pucharowej epopei, Konrad Klimaszka.

Rozpędzonego trzecioligowca zatrzymał dopiero w półfinale zmierzający po pierwszy tytuł mistrzowski Górnik Zabrze, choć i tym razem niespodzianka długo wisiała na włosku. Jeszcze na 25 minut przed końcem było 2:2, ale od tego momentu na murawie bezapelacyjnie rządził już faworyt. Goście zdobyli pięć goli w 21 minut, kończąc tym samym piękną – i niepowtarzalną – przygodę Unii w tych rozgrywkach. Doświadczenia z tejże zostały jednak wykorzystane skutecznie parę lat później: ta sama niemal drużyna wywalczyła dla Raciborza ekstraklasę!

Juniorscy mistrzowie Polski z 1954 roku. Stoją od lewej: Helmut Kitel, Jerzy Zaczek, Konrad Stroka, Ginter Michalski, Eryk Potyka. W środkowym rzędzie od lewej: Konrad Klimaszka, Jerzy Taszka, Zygfryd Ogon. U dołu od lewej: Leonard Bugdol, Henryk Urbas, Reinhard Kurzydem. /  Fot. „75 lat Unii Racibórz: Ludzie, fakty, epizody”

LUM strzelał wybornie

No właśnie… Wrocław, w którym dwukrotnie w latach 50. ozłocono juniorów Unii, szczęśliwy dla większości tych samych zawodników okazał się także w roku 1963. To tutaj, remisując ze Śląskiem 1:1, raciborzanie przypieczętowali awans do piłkarskiej ekstraklasy! Złotą bramkę zdobył Henryk Hibner. Nie było w tym awansie wielkiej sensacji; ciekawych postaci przecież w szeregach drużyny nie brakowało. A nawet wybitnych: wymieniany już Urbas, przez kolegów zwany wdzięcznie „Manel”, trzykrotnie – w latach 1958-1960 – sięgał po koronę drugoligowych snajperów! Dwukrotnie najlepszym snajperem drugiego frontu był też Ginter Lazar, czyli „Didi”. Ten duet – uzupełniony Michalskim – tworzył ofensywne trio Unii zwane LUM – na podobieństwo słynnego poznańskiego tercetu ABC (Anioła-Białas-Czapczyk). A wszystkim z trenerskiej ławki dowodził Anatol Muszała. Miał ledwie 35 lat, kiedy – z dyplomem trenera I klasy – objął raciborski. Po trzech latach ten były zawodnik KS Związku Zawodowego Kolejarzy w Katowicach, Unii Kędzierzyn i Kolejarza Toruń awansował z podopiecznymi do pierwszej ligi. Szansy pracy w niej już nie dostał… A szkoda; kto wie, czy z nim u steru przygoda raciborzan z elitą nie potrwałaby  dłużej…

Raciborski beniaminek ekstraklasy tuż po wywalczeniu awansu do niej, czerwiec 1963: Od lewej: Jerzy Zaczek, Ginter Wiesiołek, Helmut Kitel, Manfred Urbas, Henryk Hibner (?), Konrad Klimaszka, Rajnold Kitel, Ginter Lazar, Aleksander Zaczyński (?), Stefan Michalski, Hubert Boczek. / Fot. archiwum prywatne

I tak jednak – choć skończyło się ledwie na dwóch sezonach w pierwszej lidze – Unia potrafiła w niej namieszać. W debiutanckim sezonie wygrała na przykład na wyjeździe z Ruchem (!) i Legią (!!), a na własnym stadionie znów rozbiła bytomską Polonię. – Tato zaczął mnie wtedy zabierać na mecze. I to spotkanie doskonale pamiętam. Podobnie jak fakt, że legendarny Edward Szymkowiak w „Sporcie” dostał za nie ocenę pięć. Czyli był… najlepszy w swojej drużynie – wspomina Józef Teresiak. To prawdziwy łącznik „między dawnemi i nowymi czasy”, bo przecież obecnie – od ponad roku – jest prezesem Unii. A we wspomnianych latach 60. ówczesne gwiazdy Unii oglądał z trybun albo… trenował pod ich okiem! – Miałem wtedy bodaj 12 lat, w szóstej klasie byłem, gdy przyszedł do Unii z Górnika Zabrze Jan Kłosek. Powiedział mi kiedyś: „Trenuj, a kiedyś zagrasz ze mną w pierwszym zespole”. I tak się rzeczywiście stało! – opowiada nam pan Józef. – Grałem też w jednej drużynie z Rajnoldem Kitlem, a wcześniej, w grupach juniorskich, moimi trenerami byli m.in. Michalski i Lazar.

Jeden z legendarnych meczów Unii w ekstraklasie: starcie z Ruchem w Chorzowie, 17 sierpnia 1963, wygrane przez gości 4:3! Od lewej – Ginter Stefan Michalski, Eugeniusz Lerch i Rajnold Kitel. / Fot. archiwum prywatne

Po dwuletniej przygodzie z najwyższą klasą rozgrywkową w kraju, Unia jeszcze do 1971 roku walczyła na zapleczu ekstraklasy, a w latach 70. – już na trzecim szczeblu rozgrywkowym – parę razy bliska była awansu do drugiej ligi. Sztuka się nie udała, a o samym klubie ponownie głośno zrobiło się na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku, kiedy to raciborskie dziewczęta przez pięć lat bezdyskusyjnie królowały w rywalizacji o mistrzostwo Polski! Twórca tamtych sukcesów, Remigiusz Trawiński, do dziś w Unii pracuje z młodzieżą.

Sami swoi, coraz młodsi

Obecny rok – jak rzekliśmy na wstępie – jest rokiem 80-lecia klubu. Zmieniały się w tym czasie wielokrotnie nie tylko jego nazwy (Plania, Chemik, Unia), ale też formy działania. W styczniu 2025 – niejako ratując klub od całkowitego upadku – prawa do sekcji piłki nożnej z rąk Unii Racibórz sp. z o.o. przejął Miejski Klub Sportowy Unia. – Kiedy zaczynaliśmy wówczas naszą działalność jako nowy zarząd, w naszej akademii trenowało ok. 100 dzieciaków. Dziś mamy ich 280, w tym najmłodszą grupę naborową z roczników 2020-2022: takie „przedszkolne skrzaty” – mówi nam o klubowej teraźniejszości Józef Teresiak (wymienia też inne osoby, bez których działalność zarządu byłaby właściwie niemożliwa: Małgorzatę Białobrzeską, Tomasza Katolika, Sebastiana Białobrzeskiego, Piotra Muchę). – Pierwszy zespół też w dużej części oparty jest na własnych chłopakach – dodaje. Trenerem Unii też jest „swój”, choć z niezłą kartą w ekstraklasie polskiej (Cracovia) i… czeskiej (Banik Ostrawa), a także w pierwszej lidze (GKS Katowice, Chrobry Głogów, Widzew, Chojniczanka, GKS Jastrzębie) – mowa o Łukaszu Zejdlerze. Ma dopiero 34 lata, ale ze względu na trapiące go kontuzje zdecydował się w tym roku zawiesić buty na kołku i spróbować trenerskiego chleba. – W tej chwili priorytetem jest młodzież, choć oczywiście dobrze byłoby w najbliższym czasie odbudować też pozycję seniorskiego zespołu – mówi prezes Unii. Marzy mu się I Liga Śląska-InterHall na obiekcie przy ulicy Srebrnej.

Do młodzieży świat należy! – w Raciborzu chcą wcielać tę zasadę w praktyce. / Fot. facebook.com/uniaraciborz.eu

To właśnie na Srebrnej najczęściej koncentruje się klubowe życie, choć klub korzysta także z „dużego” stadionu przy ul. Zamkowej. – Przy rozwijającej się akademii właśnie baza treningowa jest potrzebą numer jeden. Przydałoby się zwłaszcza choć jedno boisko ze sztuczną nawierzchnią, bo w okresie zimowym koszta wynajmu takich obiektów są ogromne – podkreśla Józef Teresiak. I zerka z nadzieją na… miasto, bo to właśnie „ratusz” jest dziś patronem i sponsorem raciborskiej piłki. – Wiem, że przymiarki w tym zakresie są w urzędzie robione, ale… trzeba się na razie uzbroić w cierpliwość – dodaje z westchnieniem.

W cierpliwość uzbroić się muszą i ci, którzy chcieliby wielkiego „jubla” z okazji 80. urodzin Unii. Uroczyste spotkanie wszystkich związanych z szacownym jubilatem planowane jest dopiero na grudzień. Do tego czasu pierwsza drużyna w ligowej hierarchii raczej nie podskoczy; na pewno jednak na gali pochwalić się będą mogli Raciborzanie nie tylko chlubną przeszłością, ale i – być może jeszcze liczniejszą – grupą futbolowego narybku, być może na miarę „Mimiego”, „Didiego” i „Manela” sprzed sześciu dekad!

80 lat minęło…  / Fot. facebook.com/uniaraciborz.eu

  

Tekst: Dariusz Leśnikowski

Spotkanie z klubami I Ligi Śląskiej – InterHall

Spotkanie z klubami I Ligi Śląskiej – InterHall

Dzisiaj w Śląskim Związku Piłki Nożnej odbyło się spotkanie Prezesa Henryka Kuli z przedstawicielami klubów IV ligi. Na początku nadrobiono "zaległości". Przedstawiciel Kuźni Ustroń odebrał czek na 10 000 zł za zajęcie przez drużynę 3. miejsca w klasyfikacji Pro...

Reprezentacja Śląskiego ZPN Oldbojów – Mistrzem Polski 42+

Reprezentacja Śląskiego ZPN Oldbojów – Mistrzem Polski 42+

Mamy złoto Mistrzostw Polski Oldbojów 42+! Brawo reprezentacja Śląskiego ZPN Oldbojów! Gratulacje dla piłkarzy i sztabu szkoleniowego! W finale nasza ekipa pokonała 5-0 Dolnośląski ZPN, a gole strzelili: Grzegorz Jakosz, Daniel Tukaj, Piotr Malinowski, Adrian Sikora,...

Jubielusz 100-lecia Górnika Boguszowice

Jubielusz 100-lecia Górnika Boguszowice

Górnik Boguszowice świetował jubileusz 100-lecia na sportowo, na stadionie. Serdecznie gratulujemy jubileuszu i życzymy wielu sukcesów! Podczas pełnej wzruszeń i pięknych wspomnień uroczystości, Prezes Podokręgu Rybnik Śl.ZPN Andrzej Paulus wraz z Wiceprezesem...

80-lecie KS Nierodzim Ustroń

80-lecie KS Nierodzim Ustroń

KS Nierodzim Ustroń świętował 80-lecie - serdecznie gratulujemy i życzymy wielu sukcesów! Z okazji jubileuszu Prezes Podokręgu Skoczów Śl.ZPN Bogusław Walica wręczył włodarzom klubu pamiątkowy grawerton, voucher na kwotę 800 złotych i worek piłek, a klubowym...