W Rybniku żegnano klubową legendę. Katowiczanie liderem tabeli na półmetku w 1. Lidze Śląskiej-InterHall

16 lis 2025

Jeżeli wygrywa się dziesięć kolejnych spotkań, trudno nie świętować tytułu mistrza jesieni. Listopadowe granie przy pierwszych podmuchach zimy pozwoliło ekipie z Podlesia na wygodne umoszczenie się w fotelu przodownika tabeli, z dość wyraźną przewagą nad goniącym ją peletonem. Tuż przed linią mety „wywrócił się” bowiem wicelider.

Niewdzięcznym terenem dla każdego śląskiego pierwszoligowca są Ptakowice. Tej jesieni podopieczni Dariusza Dwojaka jeszcze na własnych śmieciach nie przegrali, strzelając każdemu z przyjeżdżających tu rywali co najmniej dwa gole. Dobra passa skończyła się jednak w minioną sobotę. Co prawda gospodarze krótko po przerwie – za sprawą indywidualnego zrywu Grzegorza Ochwata, zakończonego chytrym strzałem w krótki róg bramki Artura Tomanka – objęli prowadzenie, zryw dotychczasowego lidera okazał się jednak… mistrzowski. Najpierw Kajetan Kunka z budzącą podziw pewnością siebie wykonał „jedenastkę” za zagranie ręką Jakuba Dyląga, w końcówce zaś fantazją i precyzją popisał się Alan Lubaski. Posłał piłkę do siatki gospodarzy lobem, nad głową Szymona Buszki, którego wcześniejsze nieudane wyjście na linię pola karnego stało się zarzewiem bramkowej akcji katowiczan.

Mistrz jesieni nieprzypadkowo sięgnął po ten tytuł – na trudnym terenie w Ptakowicach odwrócił losy meczu, wykorzystując każdy błąd gospodarzy

Jak… Lewandowski

Spadkowicz z Betclic 3. Ligi wygrał po raz dziesiąty z rzędu i mógł z zainteresowaniem czekać na mecz dotychczasowego lidera w nieodległym od Ptakowic Radzionkowie. – Od pamiętnego meczu z wielkimi sędziowskimi kontrowersjami (jesień 2021 – dop. red.) nasze starcia z Rakowem II są jak… derby: wiele walki, wiele agresji, wiele emocji. Ale widowiska zawsze są fajne, bo obie drużyny po prostu chcą grać w piłkę – mówił pomocnik Ruchu, Szymon Siwy. Jego słowa sprawdziły się w stu procentach: arbiter aż ośmiokrotnie wyciągał z kieszeni żółtą kartkę, trenerzy obu ekip nie szczędzili gardeł, próbując wywrzeć presję na sędziowską trójkę, a o losach rywalizacji rozstrzygnęły aż trzy rzuty karne! Te podyktowane dla gospodarzy wykorzystał cytowany już wcześniej Siwy. – Ile „jedenastek” strzeliłem w tym tygodniu na treningach? Ani jednej! Postanowiłem zostawić sobie ich wykonywanie… na mecz ligowy – uśmiechał się najskuteczniejszy zawodnik „Cidrów” Co prawda przy drugim „wapnie” golkiper przyjezdnych był bliski skutecznej interwencji, piłka jednak ostatecznie zatrzepotała w siatce – -Wyczuł mnie, to prawda. Ale ostatnio nawet Robert Lewandowski strzelił z 11 metrów bramkarzowi pod pachą, więc… nie mam kompleksów – mówił „Siwcu”.

Jednocześnie – już przy stanie 2:0 – właśnie on nie trafił z bliska do pustej już bramki gości. To była setka lepsza od karnego! – No nie wytłumaczę się z tej sytuacji… Cokolwiek powiem, będzie wykorzystane przeciwko mnie – mówił w rozmowie z dziennikiem „Sport”, przywołując klasyczną formułkę z amerykańskich seriali policyjnych. Kapitalnej okazji – „sam na sam” z bramkarzem – nie wykorzystał też Daniel Bolacki.

To się mogło na „Cidrach” zemścić, bo w końcówce sędzia uznał, że ręką zagrał Tomasz Harmata, i podyktował karnego dla gości. Wykorzystał go Tomasz Walczak (siódmy z rzędu mecz z golem). Wyrównać przyjezdni jednak nie zdołali, mimo aż pięciu doliczonych minut. – Błędy indywidualne w czasie budowania naszych akcji zdecydowały o wyniku. Z nich brały się okazje dla Ruchu, który – grając pasywnie, defensywnie – groźnie kontrował. Duży szacunek dla przeciwnika, bo swój cel osiągnął – podsumowywał 95 minut walki trener „Medalików”, Michał Mizgała. – Bardzo chcieliśmy podtrzymać naszą zwycięską serię i zaliczyć dziesiąty z rzędu wygrany mecz. Dzięki temu wciąż bylibyśmy blisko pierwszego miejsca – dodawał.

Festiwal karnych w Radzionkowie!

Prezes Śląskiego ZPN-u zachwycony widowiskiem

Sztuka się nie udała, w związku z czym Raków II co prawda „zimować” będzie na pozycji wicelidera, ale ze stratą czterech punktów do katowiczan. Tuż za ich plecami czaić się natomiast będzie ROW Rybnik. Podopieczni Piotra Mandrysza przez wiele tygodni liderowali stawce pierwszoligowców. Dwie kolejne – minimalne – porażki sprawiły, że spadli na trzeci stopień podium. Jesień zamknęli jednak wygraną z nieobliczalną Polonią Łaziska. – To było bardzo dobre widowisko z obu stron, trzymające do końca w napięciu. Świetnie się je oglądało! – nie krył Prezes Śląskiego ZPN-u. Henryk Kula był świadkiem trzech goli. Ten trzeci – autorstwa Filipa Juraszczyka – dał rybniczanom tak potrzebne im zwycięstwo. „Gdzie starszy nie może, tam młodszy pomoże!” – skomentowali to trafienie rybniczanie w klubowych mediach społecznościowych. To nawiązanie do 13 goli Nikodema Juraszczyka, które niejednokrotnie dawały ekipie ROW-u wygrane we wcześniejszych meczach rundy jesiennej. Generalnie zaś rybniczanie mieli w swych szeregach dwóch supersnajperów: skuteczniejszy (14 trafień) był przecież Jakub Kuczera!

Fot. Piotr Kostiuk / ROW 1964 Rybnik 

Pożegnanie legendy

Człowiekiem, który być może najbardziej cieszył się z wygranej gospodarzy był Henryk Cichoń. „Człowiek-instytucja, który przez lata przeżył z ROW-em dosłownie wszystko. Zawsze blisko zawodników, zawsze gotowy pomóc – prawdziwe serce drużyny. A jego legendarne „Pikuś” zna każdy kto z nim rozmawiał” – to jeszcze jeden cytat z social mediów rybnickiego klubu, poświęcony legendarnemu kierownikowi drużyny. Przez ponad dwie dekady pełnił ową – odpowiedzialną i niełatwą – funkcję, przeżywając wzloty i upadki klubu będącego kontynuatorem pięknej piłkarskiej tradycji ROW-u z przełomu lat 60. i 70. (siedem sezonów w ekstraklasie). Za wierność klubowym barwom kibice podziękowali mu wymownym transparentem, od władz otrzymał pamiątkową koszulkę z numerem 22 i napisem „Kiero” oraz dożywotni karnet na mecze ROW-u.

Nie brakowało łez wzruszenia… Henryk Cichoń od tej pory będzie pojawiać się na meczach ROW-u w roli kibica.

Zmobilizowani straconym golem

Tuż za podium rundę jesienną zakończyły dwa kluby z południowych rubieży województwa śląskiego. Spójnia Landek wydawała się zdecydowanym faworytem w starciu z młodzieżą Rozwoju, ale przy Asnyka w Katowicach to gospodarze wyszli na prowadzenie. – Zaczęliśmy mecz  dość bojaźliwie. Daliśmy przejąć inicjatywę rywalowi i dopiero stracona bramka podziałała na nas mobilizująco – mówił w rozmowie z serwisem „sportowebeskidy.pl” Patryk Pindel, trener landeczan. Jego podopieczni jeszcze w 1. połowie nie tylko odrobili straty (ładna akcja kombinacyjna, zakończona strzałem do siatki Maksymiliana Biskupa), ale i wyszli na prowadzenie:  Bartłomiej Ślosarczyk tuż przed gwizdkiem oznaczającym przerwę zdjął pajęczynę z okienka bramki strzeżonej przez Marcela Kołodzieja. Szanse katowiczan na odrobienie strat mocno ograniczyła konieczność gry w osłabieniu przez ostatnie 25 minut: w ciągu niespełna 10 minut dwukrotnie żółtą kartką napomniany został Jan Ludwig.

To była wielce smakowita jesień dla piłkarzy Spójni Landek i ich kibiców. A apetyt – jak wiadomo – rośnie w trakcie jedzenia!

Nowicjusze dźwignęli „ciężary”

Najwyżej sklasyfikowanym beniaminkiem jest na półmetku rozgrywek Orzeł Łękawica. Napędzeni wygranym we wtorek Poltent Pucharem Polski na szczeblu Podokręgu Żywiec (więcej TUTAJ) podopieczni trenera Krzysztofa Wądrzyka w Częstochowie strzelili Victorii cztery gole, choć – podobnie jak Spójnia – zaczęli od bramki straconej: Adrian Błaszkiewicz tuż po przerwie wykorzystał „jedenastkę” za zagranie ręką Adriana Komrausa. Potem jednak Adrian Baron i Seweryn Caputa wymieniali się w roli autora gola i asystenta. Gospodarze jeszcze zerwali się do walki i wyrównali, ale wpuszczony na murawę Marcin Wróbel najpierw osobiście dał prowadzenie gościom, a potem asystował przy ich czwartym trafieniu. – Chcieliśmy bardzo wygrać, aby skończyć pomyślnie rok tak udany dla klubu. Szacunek dla chłopaków, bo „ciężary” tej fazie jesieni były! – radował się na łamach portalu „sportowebeskidy.pl” opiekun łękawiczan.

Dziewięciokrotnie minionej jesieni piłkarze Orła w takich nastrojach kończyli mecze w I Lidze Śląskiej-InterHall.

Wygrali (z) głową

Zwycięstwem rundę jesienną zakończył także kolejny beniaminek. Przy Modrzewskiego podopieczni Pawła Cygnara nie dali szans gliwickiej młodzieży. Okolicznościową koszulką działacze Szombierek przed meczem przypomnieli Kamilowi Moritzowi, że ma na koncie już 200 występów i 100 bramek dla „Zielonych”. Kapitan właściwie odczytał ów sygnał: w 20 minucie napoczął drugą setkę trafień, celną „główką” zamieniając na gola dośrodkowanie Patryka Mularczyka z rzutu rożnego. Gospodarze kontynuowali grę głową i z głową: kilka minut później właśnie w taki sposób ich prowadzenie podwyższył Michał Chrabąszcz. Po zmianie stron zaś – tym razem już „klasycznie”, czyli zgodnie z nazwą dyscypliny: piłka NOŻNA – wynik ustalił Moritz. To było świetne kilkanaście godzin dla Szombierek: wszak w późny piątkowy wieczór wychowanek bytomian, Jakub Kamiński, zdobył gola dla reprezentacji narodowej w meczu eliminacji MŚ z Holandią, będąc zdecydowanie postacią numer jeden w ekipie biało-czerwonych!

Może być zdjęciem przedstawiającym football i piłka nożna

Fot. GKS Szombierki Bytom       Kamil Moritz do swojego imponującego dorobku snajperskiego dołożył kolejne dwa gole: scenka zatem jak najbardziej uzasadniona!

Znicz gaśnie późną jesienią

Diametralnie odmienne nastroje panują w Kłobucku. Był tej jesieni moment, w którym trzeci z beniaminków plasował się w czołowej trójce, grając – zwłaszcza u siebie – efektownie i efektywnie. Druga połowa października i listopad to jednak seria klęsk kłobuczan: cztery kolejne porażki i aż trzynaście straconych goli! Nie bez znaczenia dla takiego finiszu w wykonaniu Znicza były zapewne pojawiające się wielokrotnie pogłoski o możliwym wycofaniu się dotychczasowego sponsora, firmy Zalchem, a nawet – o nieprzystąpieniu drużyny do rundy wiosennej. Swoistym „gwoździem do trumny” – przynajmniej w wieńczącym jesień starciu z Decorem Bełk – była kontuzja Jakuba Kosina, która już w 21 minucie zakończyła udział w tym meczu najlepszego strzelca kłobuczan. Dzięki wygranej, piłkarze z Bełku – świetnie podziałała na nich zmiana na trenerskiej ławce i przejęcie zespołu kilka tygodni wstecz przez Dariusza Kłusa – zbliżyli się w tabeli na odległość jednego „oczka” do swego sobotniego rywala.

Im bliżej było końca jesieni, tym większe rysy pojawiały się na murach twierdzy Kłobuck. Piłkarze z Bełku obrócili ją w ruinę…

Król ze złotym golem

O ile jeden z dwóch spadkowiczów z Betclic 3. Ligi usadowił się po jesieni na czele I Ligi Śląskiej-InterHall, o tyle drugi z nich bardzo długo nie mógł „odpalić”. Po letniej rewolucji kadrowej w Turzy Śląskiej długo porządkowano grę, o dopiero seria trzech zwycięstw na koniec rundy nieco poprawiła nastroje w szatni. To sobotnie jest szczególnie cenne, bo Kuźnia Ustroń przez wiele tygodni jawiła się jako kandydat do gry o najwyższe cele. Fatalna seria gier wyjazdowych rzuciła jednak podopiecznych Karola Sieńskiego jedynie w środkową strefę tabeli, a porażka z Unią okazała się kolejną gorzką kroplą. Zwycięskie trafienie dla gospodarzy zaliczył król strzelców poprzedniego sezonu I Ligi Śląskiej-InterHall, Marcin Oślizlok.

Może być zdjęciem przedstawiającym piłka nożna, football i tekst

Fot. KS Unia Turza Śląska       Marcin Oślizlok zdobył dla Unii zwycięskiego gola w starciu z góralami spod Równicy.

Między nami, outsiderami

I na koniec – rzut oka na sam dół tabeli, bo w Tarnowskich Górach zagrali ze sobą outsiderzy. W ich boju padło aż siedem goli, a Gwarek – otwierając wynik skutecznie wyegzekwowanym rzutem karnym – miał prawo mieć nadzieję na podkręcenie nader skromnego dorobku punktowego. Owe nadzieje gospodarzy szybko jednak spłynęły z nurtem Przemszy. – Dominowaliśmy przez cały mecz. Nawet przegrywając byłem pewny, że wygramy. Było czuć naszą przewagę, jakość piłkarska była po naszej stronie – tak Dawid Jóźwiak w rozmowie z klubowymi mediami podsumowywał grę swoich siewierskich podopiecznych. O swej chlubnej snajperskiej przeszłości (również w ekstraklasie) przypomniał jego grający asystent, Dawid Jarka, aplikując byłemu klubowi jedną z pięciu bramek. – W dobrych humorach kończymy rundę, cieszy pięć zdobytych goli – mówił Jóźwiak z uśmiechem. Ale też przypominał, że o pełnej satysfakcji z minionych miesięcy nie sposób mówić. Trudna runda za nami, mamy bardzo mało punktów – dodawał. Patrząc na ostateczny kształt ligowej tabeli, nie sposób się z nim nie zgodzić…

Jeszcze nie wszystko stracone? Wygrana w Tarnowskich Górach wszystkich problemów Przemszy nie rozwiązuje, ale pozwala na odrobinkę optymizmu i radości.

 

Tekst: Dariusz Leśnikowski

 

17. kolejka I Ligi Śląskiej – InterHall

RUCH RADZIONKÓW – RAKÓW II CZĘSTOCHOWA 2:1 (1:0)

Bramki: Siwy (16. karny, 51. karny) – Walczak (81. karny)

VICTORIA CZĘSTOCHOWA ORZEŁ ŁĘKAWICA 2:4 (0:0)

Bramki: Błaszkiewicz (48. karny), Skibiński (70) – Caputa (61), Baron (65), Wróbel (81), Kaspera (90)

DRAMA ZBROSŁAWICE PODLESIANKA KATOWICE 1:2 (0:0)

Bramki: Ochwat (51) – Kunka (74. karny), Lubaski (85)

ROZWÓJ KATOWICE – SPÓJNIA LANDEK 1:2 (1:2)

Bramki: Grzelak (15) – Biskup (34 ), Ślosarczyk (45)

GWAREK TARNOWSKIE GÓRY PRZEMSZA SIEWIERZ 2:5 (1:2)

Bramki: Szubert (8. karny), Jarasz (84) – Marek (34), Pielok (45, 72), Jarka (53), Paluch (85)

UNIA TURZA ŚLĄSKA – KUŹNIA USTROŃ 1:0 (1:0)

Bramka – Oślizlok (25)

SZOMBIERKI BYTOM – PIAST II GLIWICE 3:0 (2:0)

Bramki: Moritz (20, 67), Chrabąszcz (28)

ZNICZ KŁOBUCK – LKS DECOR BEŁK 1:4 (1:0)

Bramki: Wolski (32) – Krakowczyk (47. karny, 90+2), Sewerin (50), Siejak (85)

ROW 1964 RYBNIK – POLONIA ŁAZISKA GÓRNE 2:1 (1:0)

Bramki: Chłodek (37), F. Juraszczyk (88) – Cywka (63)

 

Tabele i wyniki rozgrywek znajdziecie TUTAJ

Sponsorem tytularnym rozgrywek jest Firma InterHall.   

Podsumowanie jesieni ŚLAP U12

Podsumowanie jesieni ŚLAP U12

Z radością oglądaliśmy postępy drużyny ŚLAP – Śląska Akademia Piłkarska U12 podczas treningu na obiektach Superauto.pl Stadionu Śląskiego. Trener Paweł Małolepszy: "Z końcem sierpnia, po zakończeniu procesu selekcji zawodników do projektu, rozpoczęliśmy regularne...

Podsumowanie jesieni ŚLAP U14

Podsumowanie jesieni ŚLAP U14

Pod koniec pierwszej części sezonu, ponownie odwiedziliśmy podczas treningu na obiektach Superauto.pl Stadionu Śląskiego, drużynę ŚLAP - Śląska Akademia Piłkarska U14. Trener Kamil Karch: " Bardzo rozwojowa i uważam udana jesień za naszym rocznikiem z kategorii U14....

Kiedy Śląsk spotka się ze Lwowem, czyli nocne Polaków rozmowy

Kiedy Śląsk spotka się ze Lwowem, czyli nocne Polaków rozmowy

Czy jest jeszcze na Górnym Śląsku – albo szerzej: w Polsce – ktoś, kto widział Ernesta Wilimowskiego na żywo na boisku? Niewykluczone, choć przecież od jego ostatniego meczu dla biało-czerwonych barw minęło już 86 lat. Postać legendarnego górnośląskiego piłkarza...